...Ludzka rzecz, pogadać

Jaki numer mam wykręcić... gdy przyjechałem do Gdańska i chciałbym zadzwonić do domu z budki telefonicznej? Czy skorzystać z oferty ''niebieskiego'' operatora czy ''pomarańczowego''? Niestety, na razie klient nie może mieć takich dylematów. Lepiej skorzystać z telefonu komórkowego. Prościej.

Jaki numer mam wykręcić... gdy przyjechałem do Gdańska i chciałbym zadzwonić do domu z budki telefonicznej? Czy skorzystać z oferty ''niebieskiego'' operatora czy ''pomarańczowego''? Niestety, na razie klient nie może mieć takich dylematów. Lepiej skorzystać z telefonu komórkowego. Prościej.

Tak najkrócej przedstawia się sytuacja na naszym rynku telekomunikacyjnym. Z komórkowych dzwoni już 6,85 mln mieszkańców Polski. Jeśli nie mamy komórki, jesteśmy praktycznie skazani na Telekomunikację Polską SA, do której należy 95% rynku telefonii stacjonarnej (10 mln abonentów). Pozostałe 5% przekłada się na nieco ponad 600 tys. - tylu klientów mają razem wszyscy inni niezależni operatorzy, wśród których prym wiedzie Netia (310 tys. abonentów), następnie Telefonia Lokalna (80 tys.), PTO (70 tys.), El-Net (40 tys.) i Pilicka Telefonia (25 tys.).

Notabene zobowiązania koncesyjne wszystkich niezależnych operatorów mówiły o 2 mln abonentów w 2000 r. TP SA uwielbia podawać te dane, gdyż według niej jest to dowód, że Ministerstwo Łączności nie egzekwowało prawa... A zawiniła struktura opłat, ustalana przez ten resort. Operatorzy lokalni stali się "mięsem armatnim" procesu liberalizacji - Ministerstwo Łączności pozwoliło im na atak na bagnety na gniazda karabinów maszynowych. Nigdzie indziej nie uwalniano rynku zaczynając od połączeń lokalnych. To się nie mogło udać, zwłaszcza że TP SA jak tylko mogła utrudniała życie konkurencji, np. proponując jej nierealne stawki za połączenia międzyoperatorskie (tzw. interconnecting). Dlatego operatorzy międzymiastowi - Netia1, Energis i Niezależny Operator Międzystrefowy (NOM) - nie rozpoczęli działalności, mimo że 1 lipca 2000 r. miał być formalnie datą, kiedy Polacy mieli wybierać tańszego operatora, by zadzwonić do cioci z Ciechocinka lub wujka spod Krakowa.

Internetem po łączach

Wybawieniem dla przedsiębiorców zainteresowanych tym rynkiem ma być nowe Prawo telekomunikacyjne i Urząd Regulacji Telekomunikacji (więcej w artykule Regulacja częściowo konwergentna, str. 26). Zdaniem Marka Rusina, wieloletniego wiceministra łączności, współtwórcy tej ustawy, a obecnie zastępcy prezesa URT, to właściwie stosowane rewolucyjne prawo naprawdę zdemonopolizuje rynek. Koncesje na działalność telekomunikacyjną w zakresie transmisji danych zastąpiły zezwolenia. Przedsiębiorca zgłasza do URT chęć świadczenia usług telekomunikacyjnych, a urząd może odmówić wydania zezwolenia w nielicznych przypadkach. Zezwolenie z założenia jest na cały kraj. Do końca 2001 r. dotyczy na razie transmisji danych. Nowe prawo znosi ograniczenia własnościowe firm pragnących świadczyć usługi telekomunikacyjne. Do tej pory zagraniczny operator mógł mieć co najwyżej 49% udziałów. Zmiana tego zapisu - zachodni operatorzy nie muszą już szukać lokalnych partnerów! - w trudnym do przecenienia stopniu otwiera nasz rynek.

Zgodnie z rządowymi ustaleniami w 2002 r. nastąpi uwolnienie rynku połączeń lokalnych i międzystrefowych, w roku 2003 - połączeń międzynarodowych. Marek Rusin radzi wprost operatorom: inwestujcie teraz w Internet, w sieć transmisji danych o jak najlepszych parametrach (ATM), a gdy przyjdzie czas (czyli nastąpi liberalizacja rynku), wystartujecie natychmiast z usługami telefonii głosowej. Takie są skutki konwergencji telekomunikacji i informatyki: odchodzi w przeszłość łączność analogowa na rzecz sieci cyfrowych, wskutek czego traci na znaczeniu podział na głos lub tekst. W końcu bitom jest wszystko jedno, jaką informację niosą (czytaj artykuł W stronę jednej sieci, str. 3).

Rząd bije się w piersi

Operatorzy jednak nie podzielają urzędowego optymizmu. Zapewniania polityków i urzędników o rychłej liberalizacji traktują jak wyświechtane slogany. Liczy się konkret: czy URT weźmie na postronek TP SA i narzuci jej stawki międzyoperatorskie korzystne dla rynku? Czy TP SA potulnie jak baranek udostępni swoje węzły operatorom międzystrefowym i tzw. pętlę lokalną firmom świadczącym usługi transmisji danych? Czy TP SA pogodzi się ze stanowiskiem URT, że operatorzy ISP są operatorami telekomunikacyjnymi zgodnie z duchem nowej ustawy?

"W Polsce marża pobierana przez operatora stacjonarnego, czyli Telekomunikację Polską, za minutę połączenia z telefonem komórkowym jest jedną z najwyższych w Europie" - uważa Jerzy Sadowski, odpowiedzialny za strategię w Polkomtel SA. (W Polsce za minutę połączenia z telefonu komórkowego na stacjonarny w szczycie płaci się 20 gr tzw. opłaty interconnection, zaś w Szwajcarii jest to równowartość 8 gr, w Hiszpanii 5 gr. Z kolei marża pobierana przez operatora stacjonarnego za minutę połączenia z telefonu stacjonarnego na komórkę wynosi u nas ok. 45 gr, we Francji jest to równowartość 5 gr, w Niemczech i Wielkiej Brytanii 20 gr, a w Szwajcarii ponad 30 gr.)

Rząd profilaktycznie, aby zapobiec insynuacjom, iż nazbyt chroni eks-monopolistę sprzedanego France Telecom, wolał sam poddać się krytyce. W Raporcie Grupy Zadaniowej ds. Deregulacji i Demonopolizacji Gospodarki, przedłożonej Radzie Ministrów przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czytamy, że "dotychczasowa polityka ochrony monopolu Telekomunikacji Polskiej SA budzi poważne zastrzeżenia". UOKiK zaleca "konsekwentne wykorzystywanie uprawnień prezesa Urzędu Regulacji Telekomunikacji do wzmacniania pozycji operatorów konkurencyjnych w stosunku do TP SA oraz zwiększenie możliwości operatorów działających na rynkach lokalnych m.in. do kontynuowania inwestycji".

W rezultacie Prezes UOKiK nałożył pod koniec stycznia na TP SA karę pieniężną w wysokości 54,1 mln zł za to, że spółka wbrew wcześniejszej decyzji tego urzędu nie zaniechała "stosowania praktyk monopolistycznych, polegających na pobieraniu nadmiernie wygórowanych opłat za połączenia telefoniczne międzystrefowe na odległość powyżej 100 km". Według urzędu TP SA pobierała zbyt wysokie opłaty za połączenia międzymiastowe i z uzyskanych wpływów pokrywała deficyt spowodowany niskimi opłatami abonamentowymi oraz niskimi cenami rozmów lokalnych. TP SA zapowiedziala odwołanie, ale raptem kilka dni po decyzji UOKiK - tym razem URT nałożył 500 tys. zł kary na postmonopolistę, za to, że nie zwraca kosztów budowy lokalnych pętli abonenckich - jeśli jakaś gmina lub społeczność lokalna zbudowała dawniej infrastrukturę telefoniczną, myśląc że TP SA okaże się uczciwa (rozliczy się z inwestorem choćby w tańszych impulsach lub abonamencie), to się grubo mylili. Wielki Operator przywłaszczył sobie sieć, w sporadycznych tylko przypadkach folgując ludziom w opłatach...

Tymczasem rząd udawał zaskoczenie na wieść, że Polska ma najgorzej rozwiniętą sieć telefonii stacjonarnej wśród państw OECD (27 linii telefonicznych na 100 mieszkańców), zaś ceny usług telekomunikacyjnych w sieciach stacjonarnych, w tym dostępu do Internetu, należą do najwyższych. Skutecznie ogranicza to konkurencyjność naszej gospodarki. Trochę lepiej jest w telefonii komórkowej - 18 telefonów na 100 mieszkańców, ale daleko nam do unijnej średniej - 50 telefonów komórkowych. I znowu niewielka konkurencyjność ofert trzech operatorów komórkowych - PTK Centertel (spółka TP SA i France Telecom, operator sieci Idea GSM), Polkomtel (sieć Plus GSM) i Polska Telefonia Cyfrowa (operator Ery GSM) - wpływa na wysokie ceny usług. Nie zmienia to faktu, że za 3 lata nasycenie kraju telefonią komórkową prawdopodobnie będzie większe niż telefonią stacjonarną.

W opinii rządu "wysokie koszty korzystania z telekomunikacji przez osoby fizyczne i przedsiębiorców - spowodowane monopolistyczną pozycją TP SA i działaniami ochronnymi wobec tej spółki, zwłaszcza związanymi z procesem prywatyzacji - powodują przyspieszenie procesów inflacyjnych". Według szacunków Ministerstwa Łączności, przyrost liczby abonentów o 1 mln z samych tylko podatków płaconych przez operatorów prowadzi do zwiększenia dochodów budżetowych o ok. 300 mln rocznie. Utracone przychody być może istotnie przewyższają to, co uzyskano przez obsesyjną ochronę "wartości prywatyzacyjnej TP SA".

Nieoficjalnie przedstawiciele rządu komentują, że popełniono błąd w marcu 2000 r., przekładając o rok liberalizację rynku usług międzystrefowych i nie rezygnując z monopolu TP SA na połączenia międzynarodowe: ogromny rozwój usług Voice over IP stawia pod znakiem zapytania sensowność tego zakazu.

Ring wolny, pierwsze starcie

Zrównanie w prawach inwestorów krajowych i zagranicznych pozwoliło bliżej zainteresować się naszym rynkiem Deutsche Telekom (DT), wielkiemu konkurentowi Francuzów. Gigantowi już nie wystarcza obecność kapitałowa w Polskiej Telefonii Cyfrowej (45% udziałów z szansą objęcia kolejnych 4%). Prawdopodobnie zamierza znacząco zainwestować w Elektrim, wspólnika z PTC.

Jesienią 2000 r. Niemcy podpisali list intencyjny z Elektrimem, dotyczący przejęcia kontroli nad spółkami telefonii stacjonarnej i zajmującymi się transmisją danych. Zgodnie z nim DT zapłaci 180 mln USD, przejmując w zamian 51% udziałów oraz strategiczną i operacyjną kontrolę w firmach: RTS El-Net, Telefonia Regionalna, Elektrim Tv Tel, InterNet Polska, VPN Service i Polish Phonesat. Negocjacje, dotyczące ostatecznych umów, miały zakończyć się do końca lutego br., lecz już DT ogłosił, że o inwestycjach w Polsce nie będzie się wypowiadał aż do połowy marca. Jaką wagę przykładają szefowie warszawskiej spółki do tego ewentualnego aliansu, widać po spotkaniu, które na ich prośbę odbyli prezydent Aleksander Kwaśniewski i Ron Sommer, prezes DT, we szwajcarskim Davos podczas tegorocznego Światowego Forum Ekonomicznego.

Gdy koncern Vivendi dowiedział się o planach mariażu Elektrimu z DT, wydał oświadczenie, że jego współpraca z warszawskim holdingiem stanęła pod znakiem zapytania. W roku 1999 Vivendi uratowało Elektrim przed krachem na giełdzie, obejmując w zamian za 1, 225 mld USD 49% udziałów w spółce Elektrim Telekomunikacja - właściciela niemal 51% udziałów Polskiej Telefonii Cyfrowej (Era GSM). Wydarzenia z czeskiego rynku wskazują jednak, że szybko Deutsche Telekom i Vivendi porozumiały się, co do podziału rynku w naszym rejonie Europy: DT zrezygnował z zakupu 51% akcji firmy Ceske Radiokomunikace od czeskiego Skarbu Państwa. Chętnym okazało się... Vivendi.

DT walczy wszakże na wielu frontach. Na rynku huczy od plotek, że DT chętnie stałby się udziałowcem w duńskim telekomie, odkupując akcje od amerykańskiego koncernu SBC (ma 41,6%), który według opinii analityków zamierza wycofać się z Europy. Najprawdopodobniej wtedy TeleDanmark sprzedałby swoje udziały w Polkomtelu (konflikt interesów dla DT: obecność w Era GSM i Plus GSM). Gdy zakup ten dojdzie do skutku, powstałaby naprawdę ciekawa sytuacja na polskim rynku internetowym. Softbank SA negocjuje właśnie z TeleDanmark Internet warunki inwestycji w firmę Net2Net, kontrolującą spółki internetowe Softbanku. Słowem DT ma szansę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: wejść na rynek skandynawski i niezależnie od negocjacji z Elektrimem zaistnieć na polskim rynku internetowym.

Imperium kontratakuje

Francuzi, gdy stali się inwestorem strategicznym Telekomunikacji Polskiej SA, poprosili o kilka miesięcy na przygotowanie nowej strategii. Nic tak nie pobudza do twórczego działania, jak świadomość, że pod drzwiami stoi poważna konkurencja - Deutsche Telekom. W rezultacie w styczniu 2001 r. świat dowiedział się, że TP SA, dzięki pomocy swoich udziałowców (konsorcjum FT i Kulczyk Holding), zamierza wydać w tym roku aż 11 mld zł na nakłady inwestycyjne. Do końca 2003 r. suma ta wzrośnie do 27 mld zł.

Zmieni się struktura wydatków TP SA. Dotychczas priorytetem była telefonia stacjonarna, tymczasem zgodnie z planami na najbliższe lata najważniejsze będą telefonia komórkowa i inwestycje w Internet. W przyszłym roku na telefonię komórkową (PTK Centertel) TP SA przeznaczy 3 mld zł, na telefonię stacjonarną - 4 mld zł, zaś na transmisję danych i wprowadzanie nowych technologii - 3,3 mld zł.

W planie trzyletnim telefonia komórkowa już wyprzedza stacjonarną, gdyż zostanie przeznaczone na nią 8,9 mld zł (dalszy rozwój GSM, wprowadzanie UMTS), podczas gdy na tradycyjną telefonię jedynie 7,7 mld zł. Oprócz telefonii komórkowej, priorytetowe będą wspomniane już inwestycje w Internet, które w najbliższych trzech latach wyniosą aż 8,7 mld zł. Być może już w 2003 r., a najpóźniej w 2005 r., ten segment działalności firmy będzie odpowiadał 40% wartości Grupy TP SA. Tymczasem na telefonię komórkową i stacjonarną przypadnie po 30%. Obecnie aż 70% przychodów pochodzi z telefonii stacjonarnej, 20% z komórkowej, a tylko 10% stanowi szeroko rozumiany Internet.

Plany inwestycyjne TP SA zostały odebrane przez rynek niejednoznacznie, wręcz z chłodem: tuż po prezentacji planów w Londynie na początku stycznia br., Raiffeisen Zentralbank zarekomendował klientom sprzedaż akcji. Przyczyna? Za dużo spółka chce wydać na Internet i przede wszystkim, kto pożyczy pieniądze France Telecom zadłużonej na 60 mld euro? "FT zainwestuje w Polsce połowę z zapowiedzianej kwoty" - twierdzą analitycy Raiffeisen. Z podobnych przesłanek wyszedł inny bank inwestycyjny - Credit Suisse First Boston, który na wieść o nowej strategii obniżył prognozę skonsolidowanego zysku netto Telekomunikacji Polskiej SA w tym roku o 9% do 1,37 mld zł, utrzymując jednak zalecenie "kupuj" dla jej walorów. Ostatnie rekomendacje Deutsche Bank radzą inwestorom podchodzić ostrożnie do papierów TP SA, lecz sytuacja może się zmienić, gdy agencja Ratingowa Moody's zmieni ocenę ratingową TP SA na lepszą (powód? mniejsze zadłużenie niż innych inwestorów).

Na giełdzie trwa ogólnie zła passa dla telekomów. Rynek przeraża poziom zadłużenia tej branży (koncesje na UMTS) i perspektywa poniesienia ogromnych kosztów budowy infrastruktury pod telefonię trzeciej generacji, przy zyskach zapowiadanych dopiero pod koniec pierwszej dekady XXI wieku. Być może stąd bierze się ta huśtawka nastrojów wokół TP SA. Notabene raport renomowanego banku inwestycyjnego JP Morgan określa poziom zadłużenia naszego narodowego operatora jako w miarę bezpieczny - zdecydowanie poniżej 4 mld euro, czyli 2, 3 razy więcej niż wynosi jej prognozowany na koniec roku EBITDA, tzw. zysk operacyjny (z podstawowej działalności) przed opodatkowaniem i odjęciem amortyzacji.

Analitycy tych banków nie znali jeszcze szczegółów nowej strategii, której poszczególne "klocki" są ujawniane od lutego br. Po pierwsze, TP SA otworzy pod koniec czerwca 2001 r. elektroniczny rynek B2B. Pilotażowe aukcje na wybrane produkty i usługi dla TP SA odbędą się już pod koniec marca. Obsługą tego rynku zajmie się nowa spółka. Po drugie, TP SA zaczyna promować szerokopasmowy dostęp do Internetu (ADSL), marketingowo nazwy Neostradą. Po trzecie, abonenci TP SA, zwłaszcza małe i średnie przedsiębiorstwa, które chciałyby mieć dostęp do Internetu, w tym rynku B2B, będą mogły wziąć w leasing komputery PC od operatora. Rata leasingowa zostanie doliczona do rachunku telefonicznego.

PTK Centertel czekają też liczne zmiany. Przede wszystkim TP SA ze względów formalnych odkupi 34% udziałów od France Telecom. Uporządkuje to sytuację w grupie kapitałowej FT, co pozwoli w przyszłości przejąć Centertel przez Orange, spółkę akcyjną, notowaną na europejskich giełdach, odpowiedzialną za telefonię komórkową w grupie FT. Zanim to się stanie, operator sieci Idea przygotowuje wspólnie z Orange korzystniejszą ofertę roamingu międzynarodowego i usługi poczty elektronicznej dla swoich abonentów, którzy wyjechawszy za granicę, znajdą się w zasięgu firm spod znaku pomarańczy. Być może z czasem przestanie mieć znaczenie, czy jesteśmy w Londynie, Paryżu lub Warszawie - klienci Orange zapłacą identyczną stawkę.

Plany tp.internet to bardzo drażliwy i bolesny temat dla TP SA. Krótko: porażka. Na rynek przeciekają informacje, że TP SA myśli nawet o zakupie Wirtualnej Polski. Prokom Software, będący udziałowcem tego portalu, od lat świadczy usługi na rzecz TP SA. Dlaczegóż miałby nie doprowadzić do dalszego zacieśniania współpracy ze swoim starym, dobrym klientem?


TOP 200