Leonardo z myszą

Nawet niedoświadczone oko laika rozpoznaje go od razu. Precyzyjne krzywizny i płynne zmiany barw, podejrzanie nienaturalne - często zbyt jaskrawe - kolory, idealne odblaski światła na przedmiotach, perfekcyjnie gładkie tekstury... tak jest, to obraz komputerowy.

Nawet niedoświadczone oko laika rozpoznaje go od razu. Precyzyjne krzywizny i płynne zmiany barw, podejrzanie nienaturalne - często zbyt jaskrawe - kolory, idealne odblaski światła na przedmiotach, perfekcyjnie gładkie tekstury... tak jest, to obraz komputerowy.

Malowanie myszą zamiast pędzlem jest tak stare, jak interfejs graficzny - na długo przed powstaniem komputera osobistego, w laboratorium PARC eksperymentowano z aplikacjami pozwalającymi tworzyć obrazy na ekranie, zaś popularnym Painbrushem posługuje się już drugie pokolenie. Jednak dopiero w latach 90. plastyka komputerowa rozkwitła na dobre, wraz ze zwiększeniem się dostępności sprzętu o dużej mocy obliczeniowej.

Dziś już zwykły człowiek - amator grafiki - może w domu mieć zupełnie przyzwoity system do tworzenia obrazów i animacji, zaś osiągnięcia profesjonalistów dosłownie zapierają dech w piersi. Oglądając "Park Jurajski" czy najnowszy przebój "Twister", widz zadaje sobie pytanie: "Jak oni to u licha zrobili?" Wybitnym osiągnięciem technicznym i artystycznym było też zrealizowanie całkowicie na komputerach pierwszego filmu animowanego.

Można rzec, że do grafiki komputerowej ludzie się już przyzwyczaili - widoczna jest na każdym kroku, na ulicznych słupach ogłoszeniowych i w telewizji. Wideoklipy muzyczne i reklamowe opierają się w dużej mierze na atrakcyjnych efektach, niemożliwych do osiągnięcia w tradycyjny sposób.

Sztuka czy chałtura?

Grafika komputerowa cieszy oko i podoba się ludziom, jednak w środowisku plastyków profesjonalistów ma niezbyt korzystną konotację. Kojarzy się raczej z komercją, gdzie błahe, lecz efektowne sztuczki mogą zastąpić prawdziwą sztukę, zaś łatwość tworzenia i dostępność sprzętu sprawiły, iż malowaniem na ekranie zajmuje się coraz więcej amatorów.

Entuzjaści grafiki komputerowej nie poddają się jednak i od dawna próbują udowodnić, iż ich dzieła też można nazwać prawdziwą sztuką. Ambitne prace artystów tego kręgu prezentowane są od wielu lat na wystawach, konkursach (jednemu z nich patronuje firma Corel) i festiwalach.

We Włoszech odbyła się w kwietniu br. impreza mało znana w naszym kraju, lecz mająca długie tradycje i popularna w Europie. Już po raz dziewiąty zorganizowano w turystycznej miejscowości Riccione nad Adriatykiem festiwal sztuki komputerowej pod wiele znaczącą nazwą Bit.Movie. Skojarzenie jest całkowicie prawidłowe - festiwal od lat stara się promować sztukę animacji 2- i 3-wymiarowej, odtwarzanej z taśmy wideo lub bezpośrednio z twardego dysku.

Nowe media

Jak zwykle większość nadesłanych prac stanowiły dzieła tradycyjne, czyli obrazy nieruchome. Coraz większym zainteresowaniem artystów cieszą się jednak nowe techniki - poza animacjami, w tym roku pojawiły się interaktywne multimedia, prace tworzone za pomocą technologii VRML, a nawet utwory muzyczne.

"Nowe media pojawiły się na festiwalu po to, aby zachęcić artystów do zgłębiania i rozwijania nowoczesnych technik cyfrowych we współczesnej sztuce, w badaniach naukowych, edukacji i rozrywce. Podczas imprezy obserwowaliśmy też duże zainteresowanie okazywane nam przez społeczność Internetu. Na festiwalowej stronie WWW prezentowane były wszystkie nadesłane prace, zaś odwiedzający ją internauci mieli możność wirtualnego głosowania w kategorii "nagroda publiczności" - powiedział Carlo Mainardi, dyrektor artystyczny festiwalu.

Internet nadał imprezom festiwalowym nową jakość - oprócz osób oglądających Bit.Movie realnie (takich było ok. 10 tysięcy), pojawiła się nowa odmiana zwiedzających - goście wirtualni. Mogli oni nie tylko obejrzeć całą ekspozycję (co prawda na razie jeszcze w niskiej rozdzielczości), ale również wziąć udział w dyskusji na temat rozwoju nowych technik multimedialnych i ich wpływu na codzienne życie ludzi, naukę, sztukę i procesy wymiany myśli.

Imprezy towarzyszące

Bit.Movie to nie tylko konkurs plastyczny - w ramach imprez towarzyszących odbyło się tam wiele konferencji, prezentacji i dyskusji panelowych, jak również kursów i seminariów omawiających najnowsze technologie. Specjaliści ze znanych firm komputerowych prowadzili wykłady na tematy cieszące się obecnie największym zainteresowaniem - Internet, Java, VRML, rzeczywistość wirtualna.

"Nasz festiwal to nie tylko zawody w konkurencjach plastycznych - jest to także konferencja omawiająca teraźniejszość i przyszłość komputerowych technik graficznych. Stwarza okazję do międzynarodowej dyskusji między artystami, krytykami i publicznością. Świat zdążył już nas poznać jako ważne miejsce, gdzie co roku pojawiają się nowe talenty i nowe projekty w dziedzinie nowoczesnej sztuki wizualnej. Jesteśmy imprezą nie-dla-zysku, nastawioną głównie na ludzi młodych i promującą sztukę uprawianą na dostępnym sprzęcie. Dlatego wydaje się nam, iż publiczność doceniła Bit.Movie i traktuje nasz festiwal z szacunkiem, jako znaczące wydarzenie artystyczne w skali światowej" - stwierdza Carlo Mainardi.

Sztuka przez duże S

Komputery stosowane są w sztuce coraz częściej - zaczynają być traktowane zwyczajnie jako nowe narzędzia pracy artystów. Nie dziwią nas już słyszane wszędzie syntezatory i dźwięki realizowane cyfrowo na zasadzie samplingu. Idąc do kina, jesteśmy z góry nastawieni na to, że "Hollywoodzcy Czarodzieje" na pewno znów nas zaskoczą czymś niezwykłym.

Podobnie w plastyce - narzędzia komputerowe postrzegane są przez wielu jako następcy pędzla i palety. Czy grafika komputerowa awansuje w powszechnej świadomości do rangi sztuki przez duże S? - wydaje się, że zależy to wyłącznie od ludzi, którzy te nowe techniki stosują w swojej działalności artystycznej.

Festiwale takie, jak Bit.Movie udowadniają szerokiej publiczności, że za pomocą komputerów można tworzyć dzieła tak samo przejmujące i wartościowe, jak tradycyjnymi technikami malarskimi. Wybitne obrazy komputerowe będą na pewno kiedyś kolekcjonowane w wirtualnych muzeach i galeriach sztuki, zaś multimedialny geniusz, jakim był Leonardo, z pewnością świetnie czułby się w naszym świecie i niejedno arcydzieło namalowałby... myszą, zamiast pędzlem.


TOP 200