Las na dłoni

'Przed kilkoma dniami zakończyło się kontrolne ścinanie drzew, aby sprawdzić czy nie ma owadów. Pojedziemy przyjąć drewno na stan' - mówi leśniczy Jolanta Błasiak. Kiedy zbliżamy się do miejsca zrywki, 'leśna' (tak miejscowi nazywają kobietę-leśnika) wyjmuje rejestrator - Psion Workabout - i rozpoczyna wprowadzanie informacji.

'Przed kilkoma dniami zakończyło się kontrolne ścinanie drzew, aby sprawdzić czy nie ma owadów. Pojedziemy przyjąć drewno na stan' - mówi leśniczy Jolanta Błasiak. Kiedy zbliżamy się do miejsca zrywki, 'leśna' (tak miejscowi nazywają kobietę-leśnika) wyjmuje rejestrator - Psion Workabout - i rozpoczyna wprowadzanie informacji.

"Dobrze, że nie muszę już wozić z sobą papierowych formularzy" - westchnęła z ulgą Jolanta Błasiak, leśniczy Leśnictwa Borzechowo w Nadleśnictwie Kaliska k. Starogardu Gdańskiego, "W tym siąpiącym od rana deszczu już po kilku chwilach byłyby przesączone wodą i przez to trudne do wypełniania. Ale ważniejsze jest co innego: nareszcie System Informatyczny Lasów Państwowych (SILP) zszedł do leśniczówek, a elektroniczny obieg dokumentów między leśnictwem a nadleśnictwem znacznie ułatwia pracę".

Przy odbiorze drewna należy zmierzyć stos (pocięte drewno układa się w stosy), przybić identyfikator o numerze określającym jednoznacznie, z którego leśnictwa pochodzi dana sztuka drewna, po czym używając komputera naręcznego Psion Workabout - inaczej zwanego rejestratorem - określić jakość drewna, czyli właściwie je zaklasyfikować, wpisać wymiary i miejsce pozyskania. Na podstawie wcześniej określonych przeliczników, rejestrator wylicza ilość pozyskanego drewna i po wprowadzeniu do SILP, następuje automatyczne wyliczenie należności dla robotników leśnych. Leśnicy korzystają z usług prywatnych Zakładów Usług Leśnych. W tym przypadku robotnicy otrzymają zapłatę za ścinkę drzew, ich zwiezienie i ułożenie drewna w stos, czyli jest to tzw. zrywka.

Gdyby nie rejestrator, wszystkie operacje rachunkowe trzeba byłoby wykonywać ręcznie. Wiązałoby się z tym wertowanie kilkudziesięciu stron opisu taksacyjnego, wprowadzanie zmian do ewidencji wykazów odbiorczych i mozolne wypełnianie formularzy. A później i tak należałoby wszystkie zapisane informacje wprowadzić do komputera w nadleśnictwie. Dzięki naręcznemu komputerowi mniej czasu zajmują prace papierkowe.

Mąż, żona i SILP

Przed Jolantą, leśniczym był jej mąż Mariusz Błasiak. Sprawy związane z wdrożeniem i funkcjonowaniem SILP tak go pochłonęły, zwłaszcza gdy został członkiem SILP-owego zespołu Hotline, że jego leśne obowiązki przejęła żona. Mariusz jest ponadto jednym z głównych twórców założeń programu "Leśnik" obsługującego funkcje rejestratora, oboje więc żartują, że SILP jest ich nieodłącznym towarzyszem życia. Kiedy kończyli studia w latach 80., chyba nie podejrzewali, że za kilkanaście lat, leśniczówka, którą objęli we władanie, stanie się "małym centrum informatycznym" Lasów Państwowych, a ich leśnictwo - miejscem testowych wdrożeń informatycznego systemu wspomagania zarządzania lasami.

"Kobiecie zawsze trudniej jest prowadzić leśnictwo. Bynajmniej nie z powodu braku sił fizycznych, ale dlatego, że "leśna" nie mieści się w wielowiekowym stereotypie leśnika. Trudniej jej przekonać przełożonych, że poradzi sobie w lesie równie sprawnie jak mężczyzna. Owszem, rejestratory lub ogólnie komputery ułatwiają pracę obu płciom, ale przecież nie zastąpią człowieka przy rejestracji drewna przy 20-stopniowym mrozie" - zauważa Jolanta Błasiak.

Mariusz jest leśnikiem w trzecim pokoleniu. Dziadek był leśniczym w Borach Tucholskich, a ojciec pracował przez wiele lat w administracji Lasów Państwowych. Jednak oni prowadzili leśnictwo w sposób tradycyjny, a Jola i Mariusz od kilku już lat wykorzystują nowoczesne technologie informatyczne.

Kiedy przyjechaliśmy do nadleśnictwa, mój wzrok podświadomie szukał jelenich rogów na ścianie i starej maszyny do pisania. Trafiłem zaś do specjalnego pomieszczenia, przy mocnym serwerze unixowym, do którego zostały podłączone rejestratory kilku leśniczych, przekazujące do SILP rejestry odbioru drewna.

Po 10 minutach przekazywania danych, Jola wiedziała, że według zaktualizowanego stanu magazynu może obracać obecnie 285 sztukami drewna: tzn. sprzedawać je na asygnaty lub wydawać odbiorcom. Może także dokonywać przesunięć między magazynami. Znacznie ułatwia to i usprawnia pracę, gdyż "przykładowo, raczej nie zjawi się klient po 5 sztuk brzozy. Jeżeli zaś skomasuje się drewno tego gatunku w jednym miejscu z 20 leśnictw, to łatwiej je będzie sprzedać. Ponadto przy większej ilości prościej wybrać drewno wyższej klasy, które można sprzedać po lepszej cenie" - wyjaśnia leśna. Informacje o tym są dostępne natychmiast w rejestratorze.


TOP 200