Kupowanie w fotelu

'' Co miesiąc wartość sprzedaży poprzez Internet wzrasta w naszym sklepie o 30-50%'' - twierdzi Tomasz Hipisz z wirtualnego sklepu HBZ, oferującego towary różnego asortymentu. I chociaż najlepsze internetowe sklepy w Polsce osiągają obroty przekraczające 100 tys. zł miesięcznie, to ogólna wartość tego rynku jest wciąż bardzo mała. Można oszacować, że w całym polskim Internecie suma transakcji dokonywanych przez użytkowników końcowych nie jest większa niż miesięczne przychody supermarketu średniej wielkości.

' Co miesiąc wartość sprzedaży poprzez Internet wzrasta w naszym sklepie o 30-50%' - twierdzi Tomasz Hipisz z wirtualnego sklepu HBZ, oferującego towary różnego asortymentu. I chociaż najlepsze internetowe sklepy w Polsce osiągają obroty przekraczające 100 tys. zł miesięcznie, to ogólna wartość tego rynku jest wciąż bardzo mała. Można oszacować, że w całym polskim Internecie suma transakcji dokonywanych przez użytkowników końcowych nie jest większa niż miesięczne przychody supermarketu średniej wielkości.

Trudne początki...

W grudniu ub.r. uruchomiono eksperymentalny , w którym zamówiony towar miał być dostarczany tego samego dnia, zaś przy zapłacie należało podać numer specjalnej karty, o określonej wartości, którą trzeba osobno zakupić. Przedsięwzięcie, będące wynikiem wspólnej inicjatywy, podjętej m.in. przez firmy Internet Technologies, Systemy Komputerowe i Microsoft, zakończyło się niepowodzeniem. Z przyczyn technicznych łączność z uruchomionym serwerem co chwilę ulegała zerwaniu i praktycznie niemożliwe było złożenie zamówienia. Tak oto inicjatywa, mająca służyć rozpropagowaniu idei internetowego handlu, przekształciła się w antyreklamę możliwości wykorzystania Internetu do poważnych zastosowań.

Na stronach serwisu Zakupin (http://www.zakupy.supermedia.pl ) zgromadzono dowiązania do ponad 300 polskich serwerów WWW, określanych jako internetowe sklepy. Niestety, nawet przy bardzo dużej dawce dobrej woli i przyjęciu minimalnych kryteriów, spośród nich można wybrać ok. 100 serwisów WWW, które można nazwać internetowym sklepem. Wśród nich zaledwie kilkanaście naprawdę na to miano zasługuje.

Nadal rozpowszechniony jest najbardziej prymitywny sposób podejścia do obecności firm w Internecie, jakim jest stworzenie statycznych stron WWW, będących jedynie powieleniem standardowej papierowej broszury reklamowej. Na stronach wielu tzw. internetowych sklepów, oprócz listy towarów, które oferuje dana firma, często pojawia się informacja o możliwości zamówienia ich przez telefon czy faks, bez możliwości wysłania do tej firmy listu elektronicznego! Wbrew obiegowym opiniom, że wirtualne sklepy "wyrastają jak grzyby po deszczu" czy też "przybywa ich prawie każdego dnia" (zasłyszane podczas jednej z branżowych konferencji), rzeczywisty obraz internetowego handlu w polskiej odnodze sieci globalnej nie jest imponujący. Ze strony sprzedawców, którzy mogliby starać się tę sytuację zmienić, brakuje przede wszystkim zrozumienia, że Internet pozwala na interaktywność i umożliwia efektywne dostarczanie klientom szczegółowych informacji na temat oferowanych produktów - nieporównywalnie większe niż w tradycyjnych sieciach sprzedaży wysyłkowej.

W większości wirtualnych sklepów w Polsce brakuje mechanizmów automatyzacji składania zamówień. Bez tego trudno w ogóle mówić o handlu elektronicznym. Wygląd stron WWW na ogół pozostawia wiele do życzenia - w naszej ocenie uzyskano średnią 2,14 w skali od 0 do 5. Rzadko internetowy sklep jest połączony dynamicznie z bazą danych, zawierającą np. dane z magazynu. Najczęściej generowane zamówienia są przekładane jako pliki do bazy danych (typu Access), arkusza kalkulacyjnego czy oprogramowania finansowo-księgowego.

Statystyki

Raj dla (drobnych) oszustów

Dotychczasowe doświadczenia pozwalają stwierdzić, że przy zakupach internetowych notuje się wyższy odsetek fałszerstw niż przy pozostałych transakcjach, zawieranych z użyciem bankowych kart płatniczych. Są to jednak na ogół transakcje o małej wartości i mimo przewagi liczbowej, procentowo w obrotach są mniej istotne. "Oszustwa, lub ich próby, zdarzają się jednak tak często, że stanowią dla nas problem" - twierdzi Rafał Pietrak, specjalista ds. wdrażania systemów przyjmowania niestandardowych transakcji w PolCardzie. Dotyczy to zarówno wysyłania przez użytkowników polskiego Internetu fałszywych numerów kart kredytowych, jak i nielegalnego wykorzystywania na świecie numerów kart, wystawionych przez polskie banki. Internetowe sklepy mogą się przed tym zabezpieczać, wiążąc numer karty kredytowej z adresem podanym przez zamawiającego. Instytucja dokonująca autoryzacji karty może wówczas weryfikować zgodność tych danych. "W regulaminie międzynarodowych sieci płatniczych, zgodnie z którym PolCard realizuje akceptację kart, nie ma uregulowań dotyczących przyjmowania transakcji przez Internet" - mówi Rafał Pietrak. Gdyby PolCard chciał pozostać w pełni zgodny z literą obecnie obowiązujących regulaminów, to w zasadzie nie powinien obsługiwać takich transakcji.

Instytucjom finansowym handel elektroniczny nadal przysparza więcej kłopotów niż korzyści. Brakuje przede wszystkim powszechnie stosowanych metod uwiarygodniania stron transakcji elektronicznych. "Być może wyjściem byłoby dołączanie do kart kredytowych certyfikatów, które można potem wykorzystać w handlu elektronicznym" - mówi Rafał Pietrak. Standardowe metody szyfrowania, stosowane w przeglądarkach internetowych, zapewniają jedynie poufność przesyłanych danych, ale nie weryfikację osoby (nadal obowiązują amerykańskie ograniczenia eksportowe w zakresie produktów informatycznych wykorzystujących dłuższe klucze szyfrowania). Sytuację zmieni upowszechnienie implementacji protokołu SET (Secure Electronic Transactions), ale trzeba na to jeszcze poczekać. Do otrzymywania numerów kart kredytowych poprzez Internet firmy mogą stosować algorytm PGP (szyfrowania danych z użyciem klucza publicznego). "Takie rozwiązanie ułatwia dowiedzenie zawarcia transakcji, ale jest ono dość kłopotliwe dla klientów" - twierdzi Rafał Pietrak.

Taki klucz umieszczony został bezpośrednio np. na jednej ze stron wirtualnego sklepu NetMusic. Przeciętny użytkownik nie będzie jednak mógł skorzystać z takiego rozwiązania - wymaga to bowiem pewnej wiedzy technicznej i posługiwania się dodatkowym oprogramowaniem.

Wśród sprawdzanych przez nas sklepów zaledwie ok. 20% posiada wbudowany obiekt, będący wirtualnym koszykiem, znacznie ułatwiający dokonywanie zakupów. Podobny odsetek tych serwisów WWW pozwala na wyszukiwanie konkretnych produktów według słów kluczowych. 11% sklepów dopuszcza płatność kartą kredytową, ale prawie w ogóle nie ma wśród nich serwerów bezpiecznych (mających możliwość obsługi szyfrowanych transmisji danych zgodnie z protokołem Secure Sockets Layer, tak aby zabezpieczyć przesyłany numer karty kredytowej przed przechwyceniem przez osobę niepowołaną). W efekcie klientowi pozostaje ryzykowne posłużenie się pocztą elektroniczną lub konieczność skorzystania z faksu lub telefonu w celu podania numeru swojej karty. Problem z kartami polega na tym, że centralne biuro autoryzacji kart, jakie posiada PolCard, na razie nie dopuszcza innych form automatycznej autoryzacji (która wymaga połączenia on-line z ich systemem informatycznym) oprócz własnych terminali do czytania kart, dzierżawionych przez tradycyjne sklepy i punkty usługowe. Jedyną polską firmą, która prowadzi autoryzację numerów kart on-line, są Polskie Linie Lotnicze LOT. Serwer LOT-u, za którego pośrednictwem można kupić w Internecie bilety lotnicze, znajduje się jednak w USA i tam też odbywa się autoryzacja. Możliwość płacenia kartami kredytowymi jest szczególnie istotna w przypadku budowy serwisu, z którego mają korzystać użytkownicy Internetu mieszkający za granicą.


TOP 200