Kulejąca edukacja

Od kilku lat systematycznie rośnie liczba kursów dla informatyków. Natomiast niezmienna pozostaje lista zarzutów formułowanych pod adresem ich organizatorów. Najpoważniejsze z nich to zamęt administracyjny, a także słabe, praktyczne przygotowanie instruktorów.

Od kilku lat systematycznie rośnie liczba kursów dla informatyków. Natomiast niezmienna pozostaje lista zarzutów formułowanych pod adresem ich organizatorów. Najpoważniejsze z nich to zamęt administracyjny, a także słabe, praktyczne przygotowanie instruktorów.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Szybko wzrasta liczba ośrodków edukacyjnych, a także prowadzonych przez nie kursów, jako odpowiedź na fakt, iż szkolenia stały się integralną częścią pakietu świadczeń oferowanych pracownikom działów informatyki. Niestety, zwłaszcza w przypadku szkoleń specjalistycznych, ilość rzadko przechodzi w jakość, a bogactwo oferty przedstawianej przez ośrodki często okazuje się tylko pozorem. Instruktorom prowadzącym szkolenia nierzadko brakuje doświadczenia praktycznego, a także zdolności dydaktycznych. Wszystko to sprawia, że efektywność specjalistycznych kursów oceniana jest, niestety, nisko.

Ciągłe oczekiwanie

Wiele problemów związanych ze szkoleniami, na które skarżą się dyrektorzy działów informatyki, jest następstwem niedociągnięć natury administracyjnej, a także źle prowadzonego marketingu. Firmy edukacyjne na wyrost deklarują, że mogą zorganizować szkolenia na temat praktycznie wszystkich dostępnych na rynku produktów. Okazuje się, że mają jednak kłopoty ze spełnieniem tych zapowiedzi. Problemem może okazać się przeszkolenie pracowników nawet w tak popularnym produkcie, jak Lotus Notes. Oczekiwanie na zebranie grupy wystarczającej do przeprowadzenia szkolenia zajmuje czasem nawet pół roku.

Problemy przynajmniej po części wynikają z dużej popularności kursów. Do ośrodków zgłasza się wiele przedsiębiorstw - które planują szkolenie swoich pracowników - i trudności pojawiają się już przy próbie ustalenia odpowiadającego wszystkim terminu. Poważny problem stanowi zarezerwowanie czasu trenerów prowadzących szkolenia. Niektórzy instruktorzy równocześnie z działalnością dydaktyczną prowadzą prace wdrożeniowe, inni wykładają na wyższych uczelniach, a wielu z nich jest zatrudnionych (na umowę-zlecenie) przez kilka ośrodków jednocześnie. Nawał zajęć prowadzi do paradoksalnej sytuacji, w której to klient musi dostosowywać się do terminarza instruktora, co doprowadza często do odwołania kursu w ostatniej chwili. Przeszkody te utrudniają ułożenie długoterminowego planu szkoleń, a także planowanie rozwoju zawodowego pracowników.

Bez praktyki ani rusz

Poważną wadą jest także nierówny poziom szkoleń, wynikający przede wszystkim ze zróżnicowanego poziomu przygotowania instruktorów. Oprócz osób mających często imponujące doświadczenie dydaktyczne, pojawiają się trenerzy zupełnie niezdolni do prowadzenia zajęć z szerokim audytorium. Prawidłowość ta jest widoczna zwłaszcza w przypadku rozwijających się szybko firm informatycznych, dla których szkolenia są tylko jedną z dodatkowych form działalności. Gdy gwałtownie rośnie sprzedaż rozwiązań, następuje negatywna selekcja - specjaliści, którzy najlepiej przyswoili wiedzę o produkcie, zajmują się doradztwem i wdrożeniami u klientów, gorsi zostają skierowani do ośrodków szkoleniowych. W skrajnych sytuacjach prowadzi to do tego, że członkowie zespołu programistów, którzy przechodzili szkolenie w tym samym ośrodku, ale w różnym czasie i u różnych instruktorów, reprezentują zdecydowanie inny poziom.

Problem przygotowania instruktorów ma znacznie szerszy wymiar. Zdaniem wielu dyrektorów departamentów informatyki, instruktorami coraz częściej zostają osoby, które obsługi prezentowanych na szkoleniach produktów nauczyły się z podręczników i kursów, niewolniczo trzymające się przedstawionych wówczas rozwiązań. "Dostrzegam pewne zalety prowizorki, jaką uprawiały firmy edukacyjne jeszcze przed kilkoma laty. Kursy miały może mniej ustrukturyzowaną formę, ale słuchacze mogli otrzymać wiele informacji z różnych dziedzin informatyki" - mówi Janusz Zawiła-Niedźwiecki, dyrektor departamentu informatyki Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Skala tego problemu jest proporcjonalna do skomplikowania omawianych zagadnień i dotyczy nie tylko szkoleń technologicznych, lecz także kursów z zarządzania projektami, gdzie wiedza książkowa w przypadku nauczyciela jest niewystarczająca. Wiedza instruktorów ogranicza się do zastosowań produktów opracowanych przez twórców oprogramowania. Z tego m.in. powodu oferowane szkolenia są praktycznie nieprzydatne dla pracowników zakładów przemysłowych, korzystających z niekonwencjonalnych rozwiązań - instruktorzy i tak nie będą w stanie powiedzieć im nic interesującego. "Instruktorom brakuje doświadczenia związanego z projektowaniem konkretnych rozwiązań. Uczą obsługi pakietów narzędziowych, a jest to tylko jeden z elementów pracy programisty" - mówi Eugeniusz Bazan, kierownik działu informatyki w FAMAK Kluczbork.

Przede wszystkim nie szkodzić

Małe doświadczenie praktyczne instruktorów ogranicza horyzonty uczestników szkoleń. Zdarza się, że trenerzy nie rozumieją pytań stawianych przez słuchaczy, zwłaszcza jeżeli dotyczą one problemów wynikających ze stosowania kompleksowych rozwiązań opartych na produktach różnych firm. W sytuacji tej nie byłoby nic nagannego, nikt w końcu nie jest omnibusem, gdyby instruktor gotów był do udzielenia odpowiedzi np. na następnych zajęciach. Taktyka przyjęta przez większość instruktorów zakłada zbywanie bardziej skomplikowanych pytań tłumaczeniem, że odpowiedzi można znaleźć na innym kursie, oferowanym przez firmę.

"Firmy szkoleniowe sztywno trzymają się rozkładów kursów, co powoduje, że instruktorzy szybko omawiają nawet te tematy, które wzbudzają szczególne zainteresowanie słuchaczy" - mówi Wojciech Rybka, dyrektor ds. systemów informatycznych w Wrigley Poland z Poznania. W przypadku mniej popularnych i skomplikowanych technologii, takie postępowanie oznacza poruszanie się po utartych ścieżkach i rozwiązywanie tylko tych zadań i problemów, które przewidział producent oprogramowania, a nawet powielanie jego błędów. Szkolenia, które mogłyby być bodźcem do indywidualnego rozwoju ich uczestników, okazują się tylko schematycznym wyłożeniem zagadnień opracowanych przez producenta.

Wolny rynek nie pomoże

Prawdopodobnie trzeba będzie przyzwyczaić się do większości tych nieprawidłowości. W ciągu najbliższych lat poziom usług świadczonych przez firmy szkoleniowe z pewnością wzrośnie - zajęcia będą prowadzić lepiej przygotowani instruktorzy, poprawi się system organizacji kursów. Nadal jednak bez odpowiedzi pozostanie wiele pytań postawionych przez słuchaczy, a najbardziej dociekliwi będą odsyłani na kolejne szkolenia. Prowadzenie standardowych szkoleń jest po prostu bardziej opłacalne z punktu widzenia ekonomii. Konkurencja wpłynie więc raczej na poszerzenie oferty niż wzrost efektywności szkoleń. Sytuację może poprawić większa rzesza wymagających klientów ośrodków szkoleniowych.