Kto zyskuje, a kto traci

Na upadku spółek internetowych stracą firmy zajmujące się leasingiem sprzętu i oprogramowania.

Na upadku spółek internetowych stracą firmy zajmujące się leasingiem sprzętu i oprogramowania.

Czy na Internecie można dziś zarobić? W Dolinie Krzemowej są firmy, które mimo utrzymującej się niekorzystnej atmosfery inwestycyjnej, dobrze prosperują dzięki Internetowi: skupują sprzęt biurowy i komputery po kolejnych bankrutujących dotcomach. Popyt na podobne usługi wkrótce może też pojawić się w Polsce.

Komputer to nie samochód

Po spodziewanej klapie kilku następnych krajowych przedsięwzięć internetowych największym poszkodowanym prawdopodobnie okażą się firmy zajmujące się leasingiem. Lwia część sprzętu i oprogramowania użytkowanego przez największe spółki internetowe była wzięta w leasing. W momencie ogłoszenia upadłości część wykupiona przez spółkę na własność zostaje zajęta przez syndyka, nie spłacona reszta trafia do leasingodawców. "Wygląda na to, że kilka firm leasingowych może mieć teraz poważny problem. Kilkanaście mie- sięcy temu sfinansowały zakup sprzętu ściśle dostosowanego do naszych potrzeb. Teraz jest on wart znacznie mniej i firmy powinny się cieszyć, jeśli uda się go sprzedać za 10-20% ceny zakupu" - mówi prezes upadającej spółki internetowej.

Firmy leasingowe wzbraniają się przed ujawnianiem swoich klientów, a także podaniem szacunkowych da-nych dotyczących ewentualnych strat. Przyjmując jednak, że największe ze spółek internetowych, takie jak Arena.pl czy Poland.com, zainwestowały w sprzęt od kilkuset tysięcy do nawet kilku milionów dolarów, straty leasingodawców mogą sięgnąć kilkuset tysięcy dolarów. Oczywiście pod warunkiem, że leasingodawca w ogóle znajdzie nabywców na ten wysoko specjalizowany sprzęt.

Niczyje, czyli moje

Jeszcze większy problem mogą mieć syndycy, zajmujący się sprzedażą sprzętu pozostałego po mniejszych spółkach. Tajemnicą poliszynela jest to, że w niektórych z nich sprzęt jest systematycznie rozkradany przez personel. W jednej z warszawskich spółek internetowych pracownicy, rozgoryczeni niedotrzymywaniem kolejnych terminów wypłaty, już od kilku miesięcy pobierają pensje w naturze. "Z firmy znika niemal wszystko: od procesorów i płyt głównych po warte kilkanaście tysięcy dolarów zabezpieczenia sprzętowe sieci. Gdy któregoś dnia zaczęto pieczętować biuro, z firmy zniknęła warta kilkadziesiąt tysięcy złotych kamera cyfrowa" - opowiada jeden z pracowników. Dzieje się tak, mimo że biuro jest monitorowane, a ochrona budynku została zobowiązana do odnotowywania faktów wynoszenia wszelkiego sprzętu...

Na ogół kradzieże pokrywają się z kolejnymi falami zwolnień z firmy. Na razie kierownictwo spółki nie podejmuje specjalnych działań, które miałyby zapobiec dalszym kradzieżom. "Wygląda to tak, jakby szefowie liczyli, że problem rozwiąże za nich syndyk" - mówi pracownik spółki.


TOP 200