Kto zostanie ministrem cyfryzacji

8 listopada, po pierwszym posiedzeniu Sejmu, Donald Tusk zacznie tworzyć nowy rząd. Sprawdzamy, kto ma największe szanse na objęcie ministerstwa ds. cyfryzacji.

Na razie nie wiadomo nawet, jak nowe ministerstwo będzie się nazywać i czy będzie zajmować się tylko informatyzacją, czy także przejmie od dotychczasowego MSWiA nadzór nad administracją publiczną. A może zakres jego działania zostanie poszerzony o sprawy cyfryzacji. Kwestia kompetencji nowego ministerstwa będzie miała ogromny wpływ na ostateczną nominację szefa resortu. Próbowaliśmy się dowiedzieć, kto ma największe szanse na objęcie teki ministra cyfryzacji. Oto lista.

Dariusz Bogucki - znakomity analityk, wybitny znawca unijnej polityki rozwoju społeczeństwa informacyjnego, wieloletni urzędnik ministerialny, na chwilowym wygnaniu w biznesie. Według naszych ocen, szanse ma jednak słabe.

Michał Boni - pracą w charakterze rządowego mózgu i zdolnościami do kompromisu wzbudził uznanie nawet u antyplatformerskich jastrzębi w PiS i jego otoczeniu, m.in. u prof. Jadwigi Staniszkis. Przygotowana przez niego strategia "Polska 2030" i wynikające z niej programy "Polska Cyfrowa" czy "Sprawne państwo" są świetną podstawą do programowania rozwoju kraju na następne lata. Według naszych ocen, szanse ma wysokie.

Magdalena Gaj - po udanym przeprowadzeniu ustawy szerokopasmowej (tzw. megaustawy) i przewodniczeniu międzyresortowemu zespołowi Polska Cyfrowa idealny kandydat na wiceministra w nowym resorcie. Według naszych ocen, szanse ma średnie.

Krzysztof Głomb - w gruncie rzeczy to on spopularyzował problematykę społeczeństwa informacyjnego w samorządach i zintegrował środowisko, organizując od 1997 r. konferencje "Miasta w Internecie" i stowarzyszenie. Świetnie porusza się w unijnych niuansach. Czy pozycję animatora środowiska i recenzenta rządowych działań oraz samorządowego partnera zamieniłby na kruchą posadę ministra? Wątpię. Według naszych ocen, szanse ma słabe.

Wacław Iszkowski - prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji stale daje wyraz zainteresowaniu strategicznemu spojrzeniu na rolę teleinformatyki w państwie. Jednakże teraz może spokojnie grzmieć na rząd, gdy coś nie spodoba się członkom Izby. Po co mu więc rząd? Dla sławy? Nie ma o tym mowy. Według naszych ocen, szanse ma słabe.

Krzysztof Kilian - wymieniony przez premiera Donalda Tuska na potencjalnego kandydata na ministra cyfryzacji. W latach 1992-1993 pełnił funkcję ministra łączności. Obecnie I wiceprezes zarządu Polkomtela, dyrektor ds. marketingu i zarządzania relacjami z klientem. Według naszych ocen, szanse ma wysokie.

Piotr Kołodziejczyk - nie rozmawia z rynkiem inaczej niż poprzez SIWZ. Jak widać po przygodach jego byłego podwładnego, to skuteczny sposób na święty spokój, chociaż nieowocujący błyskotliwymi rozstrzygnięciami, acz obiecujący w dalszej perspektywie. Dobrze rozumie się z Michałem Boni, który korzystał z jego wiedzy o informatyzacji. W błędzie są osoby, które przekreślają jego rządową karierę. Według naszych ocen, szanse ma wysokie.

Wiesław Paluszyński - uśmialibyśmy się do łez, gdybyśmy zobaczyli go na rządowej posadzie. Woli być prezesem u siebie i komentować wydarzenia (a czasami je kreować), niż wdawać się w rządowe gierki. Według naszych ocen, szanse ma słabe.

Waldemar Pawlak - znana jest powszechnie jego miłość do informatyki. Jako wicepremier i minister gospodarki otoczył opieką przemysł teleinformatyczny i starał się o jego promocję. Próbował też ulepszać działania resortu przy pomocy teleinformatyki. Czy ktoś, kto dzisiaj decyduje o inwestycjach w gospodarkę o skali niewyobrażalnej dla przemysłu ICT, miałby się na co dzień zajmować cyfryzacją? Chyba jako hobby albo gdyby te działy administracji rządowej trafiły do jego resortu. Według naszych ocen, szanse ma średnie.


TOP 200