Kto zapłaci za Internet?

Użytkowników Internetu w Polsce zatrwożyła wieść o zmianie sposobu finansowania jego rozwoju. Przedstawiona niedawno przez NASK idea taryfikowania zamiast przepustowości łącza, ilości generowanego ruchu, w postaci symbolicznej zależności ''złotówka za megabajt'', jest jeszcze dość mglistą propozycją. Zmiany będą rozłożone w czasie, a powołane zespoły ekspertów powinny w najbliższym czasie przedstawić proponowane rozwiązania.

Użytkowników Internetu w Polsce zatrwożyła wieść o zmianie sposobu finansowania jego rozwoju. Przedstawiona niedawno przez NASK idea taryfikowania zamiast przepustowości łącza, ilości generowanego ruchu, w postaci symbolicznej zależności ''złotówka za megabajt'', jest jeszcze dość mglistą propozycją. Zmiany będą rozłożone w czasie, a powołane zespoły ekspertów powinny w najbliższym czasie przedstawić proponowane rozwiązania.

Nie wiadomo jeszcze dokładnie jaki kształt przyjmą reformy. Według Jerzego Gorazińskiego, p.o. dyrektora nowo utworzonego departamentu informatyki w KBN, nie nastąpią one szybko. Na zlecenie KBN-u, NASK wraz z ekspertami z telekomunikacji obecnie opracowuje projekt zmian.

NASK z jednej strony stoi wobec bariery finansowej i rosnących kosztów, z drugiej niezadowolenia użytkowników, którzy traktują go z nieomal wrogich pozycji. Jak przyznał Jerzy Goraziński - "NASK w dużej mierze spełnił swoje zadanie, budując sieć szkieletową. Dzisiaj jest praktycznie monopolistą, ale wcale nie jest to jego wolą". W przyszłości pojawią się zapewnie inni poważni krajowi operatorzy Internetu, ale dzisiaj klucz zmian jest ciągle w ręku NASK-u i administracji rządowej. NASK uznał, że obecny model, w którym płaci się wyłącznie za pasmo, należy zmienić w interesie samej sieci. "Jesteśmy zatkani" - skonstatował prof. Tomasz Hofmokl, szef NASK-u, oglądając październikowe statystyki obciążeń łączy.

Licznik stuka

Taryfikowanie za ruch jest stosowane zaledwie w kilku krajach na świecie, które raczej nie przodują w rozwoju sieci (Australia, Rosja, Egipt i Grecja). Problematyczny jest wybór jak liczyć: za ruch wychodzący (jak w telekomunikacji) czy przychodzący? To pierwsze rozwiązanie grozi wielkim zamykaniem serwisów WWW, FTP sprzeczne jest z naczelną ideą Internetu, dzięki której motorem rozwoju sieci jest powszechny i darmowy dostęp do informacji. W drugim przypadku, aczkolwiek każdy sprawiedliwie będzie płacić za to, co sam sobie ściąga, to jednak pozostaje przykra świadomość, że wysłanie do kogoś listu jest narażeniem go na wydatki.

Wielu użytkowników sieci argumentuje, że obecne rozwiązanie, w którym płaci się ryczałtem jest najprostsze w realizacji. Jak zauważył Szymon Sokół z Uczelnianego Centrum Obliczeniowego na krakowskiej AGH - "Promuje ono efektywne i pełne wykorzystanie łącz istniejących. Zarazem zniechęca do instalowania szybszych, acz droższych na wszelki wypadek".

Oba nowe warianty będą droższe niż obecne rozwiązanie z uwagi na nieuniknione pojawienie się narzutu biurokratycznego związanego z rozliczaniem ruchu. Zwrócił na to uwagę Jacek Piskozub, kierownik Pracowni Teledetekcji z Instytutu Oceanologii PAN - "Jeśli instytucja płaci za ruch w sieci, to chciałaby wiedzieć, kto ten ruch tworzy. Zatem zamiast na coś pożytecznego, pieniądze pójdą na narzędzia służące do pomiaru ruchu generowanego w sieciach lokalnych i płynącego do Internetu. Nie trudno sobie wyobrazić, jak szybko zacznie się też wypisywanie idiotycznych kwitów, w których trzeba będzie specyfikować kto, od kogo, w jakim celu i ile bajtów ściągnął."

Niepokoić może zauważalna binarność myślenia o sposobie płacenia za Internet. Jak zauważył Rafał Maszkowski, autor znanego opracowania Polskie Zasoby Sieciowe - "Złotówka za megabajt to za dużo. Zdrowym rozwiązaniem byłoby jedynie częściowe płacenie za ruch. Przykładowo na jednym z uniwersytów w Niemczech trzy czwarte opłat za korzystanie z Internetu wnoszone jest ryczałtem. Przy takiej proporcji opłata za ruch jest czynnikiem lekko mitygującym pożeraczy pasma, a jeszcze nie zmusza do liczenia bajtów, które generują pojedynczy użytkownicy".

Tomasz Kokowski, wiceprezes Polskiej Społeczności Internetu, w imieniu stowarzyszenia wyraził następującą opinię - "Dotychczasowy system finansowania sieci w Polsce stal się niewydolny. Centralne dotowanie operatora sieci krajowej spowodowało z jednej strony żywiołowy rozwój zapotrzebowania na dostęp do sieci, z drugiej zaś ukryło rzeczywiste koszty jej budowy i eksploatacji.

W toczącej się dyskusji na forum PSI wskazano, że propozycje zmian systemu finansowania sieci , zgłaszane także przez NASK, są nieakceptowalne dla użytkowników sieci. Nie można w rozliczeniach za korzystanie z sieci komputerowej stosować reguł wypracowanych przez telekomunikacje".

Złotówka za megabajt, czyli śmierć Internetu?

Dla dotychczasowych użytkowników, bez wątpienia najbardziej atrakcyjne byłoby zachowanie istniejącego status quo.

Pierwszymi ofiarami zmian modelu finansowania sieci, będą zapewne studenci, którzy zresztą znajdują się w czołówce "pożeraczy pasma". Największe obciążenie generują nie prywatni użytkownicy, którzy liczą wydawane pieniądze, a ci którzy dysponując szybkimi łączami, nie muszą dbać o ograniczanie jego wykorzystania. "Studenci nie muszą mieć darmowego dostępu do Internetu, ale zarazem powinno się im stworzyć możliwości jego uzyskania za rozsądne pieniądze" -skomentował Jerzy Goraziński. Według zapowiedzi KBN-u, wszystkie zmiany będą konsultowane ze środowiskiem akademickim. Jak potwierdził Tomasz Hofmokl - "Uczelnie będą miały opłacony dostęp do Internetu w przyszłym roku".

W przeciwieństwie do użytkowników uczelnianych, z propozycji zmian zadowoleni są komercyjni usługodawcy Internetu. "Im szybciej się to stanie, tym lepiej" - stwierdził Waldemar Sadowski, prezes firmy Ternet, mówiąc o rozliczaniu ruchu. Zarazem przyznał, że nie musi to oznaczać, jednoczesnego przerzucania liczenia bajtów na końcowego użytkownika. Już dzisiaj NASK w swoim cenniku każe sobie płacić znacznie więcej przy przekroczeniu pewnej progowej wartości średniego miesięcznego obciążenia łącza. Dariusz Wichniewicz z ATM, także patrzy na zmiany pozytywnie. Jego zdaniem, wszystko zależy od wysokości opłat za przesyłane dane, tak by przeciętny klient nie odczuł negatywnie dokonywanych zmian.

Polscy usługodawcy Internetu są jeszcze na tyle słabi, że z reguły nie stanowią bufora między rozliczaniem narzucanym przez NASK w sieci szkieletowej, a tym co muszą płacić ich klienci.

Antyczna tragedia

Nie ma niestety idealnego rozwiązania, które zadowoliłoby wszystkich. Rację ma zarówno jedna strona, wskazująca na mocno niedojrzały stan polskiej sieci, którą trzeba wciąż chronić, jak i druga, świadoma, że Internet w Polsce funkcjonuje dzisiaj za państwowe, czyli nasze - podatników, pieniądze. Czas internetowego romantyzmu niestety już się kończy. O rozwoju sieci decydować będzie w coraz większej mierze, tak nielubiana w środowiskach akademickich, komercja. Wzrasta liczba użytkowników, a każda masowość rodzi problemy związane ze zjawiskiem skali. Mało prawdopodobne, by w naszym dziurawym budżecie znalazły się pieniądze na rozwój sieci, finansowanej przez państwo na wzór systemu dróg publicznych. Zadanie jakie ma przed sobą KBN, NASK i cała społeczność polskiego Internetu, to znalezienie rozwiązania, które pozwoliłoby utrzymać obecne tempo rozwoju sieci , przy zoptymalizowanym poziomie wydatków, tak by nowe metody taryfikowania ruchu były jak najtańsze, a zarazem przyczyniały się do mitygowania użytkowników sieci, których potencjalne potrzeby są właściwie nieograniczone. Pamiętać trzeba przy tym , aby konieczne zmiany nie zadławiły słabego jeszcze polskiego Internetu.


TOP 200