Kto się boi Google?

Wszyscy! - tak według kultowego magazynu Wired powinna brzmieć odpowiedź na postawione w tytule pytanie. Na wieść o tym, że Google tworzy wielką internetową bazę treści wartość aukcyjnego potentata eBay w jednej chwili spada o 2 mld USD. Steve Ballmer rzuca krzesłami o ścianę i obiecuje ''zabić Google'', gdy dowiaduje się, że kolejny z jego podwładnych rzuca Microsoft na rzecz konkurenta. Blady strach pada na wszystkich, którym Google wchodzi w drogę - wydawców, branżę reklamową, producentów oprogramowania, a nawet operatorów telekomunikacyjnych i dostawców Internetu.

Wszyscy! - tak według kultowego magazynu Wired powinna brzmieć odpowiedź na postawione w tytule pytanie. Na wieść o tym, że Google tworzy wielką internetową bazę treści wartość aukcyjnego potentata eBay w jednej chwili spada o 2 mld USD. Steve Ballmer rzuca krzesłami o ścianę i obiecuje ''zabić Google'', gdy dowiaduje się, że kolejny z jego podwładnych rzuca Microsoft na rzecz konkurenta. Blady strach pada na wszystkich, którym Google wchodzi w drogę - wydawców, branżę reklamową, producentów oprogramowania, a nawet operatorów telekomunikacyjnych i dostawców Internetu.

Nie bez racji rozwścieczony Steve Ballmer wyznał, że żadna inna firma nie może pochwalić się takim publicity jak Google. Od ubiegłorocznego debiutu giełdowego trwa "miesiąc miodowy", a może raczej okres ochronny. Wszyscy zachwycają się kolejnymi błyskotliwymi ideami, krytyka zdarza się rzadko. Tymczasem imperium Google powiększa się każdego dnia. Według ostatnich firma ma apetyt na norweskiego producenta przeglądarki internetowej Opera Software. Silna pozycja Norwegów na rynku mobilnym - Opera jest instalowana w wielu urządzeniach kieszonkowych i telefonach komórkowych - pozwoli wzmocnić pozycję swojego serwisu Google Mobile. Przy okazji Opera dawałaby Google narzędzie, które mogłoby z czasem stworzyć poważną konkurencję dla dominującego na rynku Internet Explorera. Dotychczas Google wspomagał rozwój przeglądarki Firefox, ale ze względu na to, że jest to oprogramowanie open source, firma nie mogła przejąć nad nim kontroli. Jednak sukces Firefoxa dowiódł, że podjęcie walki z Internet Explorerem nie jest mrzonką.

Kto się boi Google?

Google Inc. to jedno z najmodniejszych miejsc pracy w USA.

W październiku Google zawarł porozumienie z Sun Microsystems. Efektem wieloletniej umowy o współpracy będzie oferowanie paska narzędzi Google Toolbar wraz z Java Runtime Environment, oprogramowaniem do uruchamiania aplikacji Java. Tyle wiadomo na pewno. Nieoficjalnie spekuluje się, że prawdziwym przedmiotem umowy jest pakiet biurowy StarOffice, który Sun przed laty kupił z nadzieją wypromowania alternatywy dla Microsoft Office. To, co nie udało się Sunowi w pojedynkę, może powieść się w spółce z Google. Naturalną drogą rozwoju dla Google jest zaoferowanie pewnych funkcji pakietu biurowego jako rozszerzenia dla edytora wbudowanego w usługi poczty elektronicznej.

Strategia Google jest czytelna. Panuje powszechne przekonanie, że użytkownicy wyszukiwarek internetowych nie zachowują lojalności wobec serwisów, z których korzystają. Dlatego firma chce sama oferować jak największą liczbę usług dodatkowych. Dotychczas usługi te znajdowały się przede wszystkim w ofercie portali internetowych, takich jak Yahoo!, MSN czy America Online. W przeciwieństwie do wyszukiwarek, usługi portalowe, np. komunikatory internetowe, umożliwiają zbudowanie bazy lojalnych użytkowników.

Jednocześnie od dłuższego czasu Microsoft i America Online (w połowie grudnia Google kupił za okrągły miliard dolarów akcje AOL) podejmują - dotychczas bez widocznych efektów - wysiłki mające na celu zdetronizowanie Google na rynku motorów wyszukiwawczych. Wprowadzanie do oferty usług portalowych to jeden ze sposobów obrony Google.


TOP 200