Kto nie płaci, domenę traci

W przyszłym roku trzeba będzie płacić za utrzymanie internetowych domen. Dotyczy to wszystkich użytkowników, którzy je do tej pory zarejestrowali w NASK-u.

W przyszłym roku trzeba będzie płacić za utrzymanie internetowych domen. Dotyczy to wszystkich użytkowników, którzy je do tej pory zarejestrowali w NASK-u.

Internetowi usługodawcy, którzy narzekają, że Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK) nie chce przedstawić kalkulacji kosztów prowadzenia systemu DNS w Polsce, sami dyktują dość arbitralnie ustalone stawki za pośrednictwo w rejestracji domen własnych klientów. Rozpiętość jest tutaj zdumiewająco duża - 35-500 zł narzutu wobec cen ustalonych przez NASK!

Usługodawcy wyjaśniają, że dodatkowy koszt wynika z koniecznej pracy administracyjnej, utrzymania na serwerach usługodawcy obsługi serwera DNS, a także zauważalnego obciążenia sieci związanego z obsługą ruchu DNS. Usługodawca sporządza i składa pełną dokumentację wymaganą przez instytucję rejestrującą. Może prowadzić administrację domeny klienta lub umieścić ją na jego serwerze. Z punktu widzenia klienta pośrednictwo usługodawcy to znacznie mniej formalności, a co najważniejsze, nie musi on dysponować wiedzą techniczną, bez której trudno poprawnie wypełnić formularz rejestracyjny. Jego wypełnienie jest wymagane przez (http://www.nask.org.pl/formularz.html).

Podobnie jak w przypadku NASK-u, nikt nie chce przedstawić kalkulacji kosztów. Usługodawcy, którzy krytykują NASK za zbyt wysokie opłaty związane z rejestracją i utrzymaniem domen, nie potrafią obronić się przed zarzutem o zawyżanie cen. Oczywiście użytkownik ma najmniej do powiedzenia. Firmy, którym zależy na obecności w Internecie, muszą zarejestrować domenę, opłata zaś kilkuset złotych na ogół nie jest na tyle znacząca w ogólnych kosztach prowadzenia działalności biznesowej, by warto było z jej powodu wszczynać działania.

Kto pozbiera adresy?

Tegoroczne decyzje NASK-u, dotyczące wprowadzenia opłat za utrzymanie internetowych domen, to dodatkowy problem dla internetowych usługodawców. NASK domaga się od nich bowiem przedstawienia aktualnej listy adresowej wszystkich klientów, którzy za pośrednictwem tych właśnie usługodawców dokonali w przeszłości rejestracji domeny. "NASK chce przerzucić na nas część swojej pracy związanej z ustaleniem aktualnych danych" - uważa Dariusz Wichniewicz z firmy ATOM. Dane te są potrzebne NASK do wysłania faktur. Potencjalnie może on także obciążyć kosztami usługodawców albo usunąć domeny. Usuwanie domen (np. z powodu niezapłacenia za rejestrację lub po nieudanych próbach korespondencji) już dzisiaj stanowi problem.

Płać, bo musisz

Taki los spotkał np. domenę eurostyl.com.pl, obsługiwaną przez firmę Softland. "NASK idzie po najmniejszej linii oporu. Jeśli nie może skontaktować się z właścicielem domeny, powinien przed podjęciem drastycznej decyzji o jej skreśleniu, podjąć próbę uzyskania informacji od kontaktu technicznego" - twierdzi Piotr Kruza z firmy Softland. Kontakt techniczny jest drugą informacją adresową w DNS - najczęściej jest nim właśnie internetowy usługodawca. Skreślenie domeny przez NASK może także oznaczać utratę zaufania klienta do internetowego usługodawcy. Winą za zaistniałą sytuację zazwyczaj obarczony zostaje usługodawca.

"W regulaminie, który trzeba zaakceptować przy rejestracji domeny, jest wyraźnie określony wymóg informowania nas o wszelkich zmianach w podanych danych" - mówi Maria Ziółkowska, zastępca dyrektora ds. prawnych i organizacyjnych w NASK-u.

Można się obawiać, że jeśli na początku przyszłego roku NASK wyśle do wszystkich właścicieli domen faktury za utrzymanie w 1999 r. zarejestrowanych domen, to wiele z tych faktur nie zostanie zapłaconych z powodu niedotarcia do adresata lub uznania faktury za pomyłkę. Nie do wszystkich bowiem trafiła wiadomość o nowych zasadach odpłatności za rejestrację domen. Wówczas rysuje się realna groźba, że za dwa, trzy miesiące nagle z polskiego Internetu zniknie duża część firm i instytucji podłączonych do sieci.


TOP 200