Kto, gdzie, na jakie stanowisko

Firmy IT, przynajmniej te duże i znane, nie obserwują na razie wieszczonego od dawna braku specjalistów na rynku pracy. Pomimo tego, że kilka prowadzi akcje rekrutacyjne na niespotykaną dotąd skalę.

Firmy IT, przynajmniej te duże i znane, nie obserwują na razie wieszczonego od dawna braku specjalistów na rynku pracy. Pomimo tego, że kilka prowadzi akcje rekrutacyjne na niespotykaną dotąd skalę.

Na Zachodzie dawno już dostrzeżono spadek zainteresowania kierunkami inżynierskimi. Tamtejsze uczelnie techniczne mają wręcz problemy z rekrutacją. Tymczasem w Polsce, choć to zjawisko też daje o sobie znać, na większości dobrych uczelni wciąż jest po kilka osób starających się o jedno wolne miejsce. Inna różnica między Polską a Zachodnią Europą to liczebność doświadczonej kadry działającej już na rynku pracy. Paweł Molenda, szef krakowskiego Laboratorium IBM twierdzi, że polski rynek jest płytki, stosunkowo niewiele jest osób z dziesięcioletnim doświadczeniem. "W Krakowie 30% zatrudnianych osób to absolwenci, podczas gdy w laboratoriach IBM w Europie jest ich zaledwie 3-5%. Trzeba jednak przyznać, że pod tym względem sytuacja w Polsce i tak poprawia się z roku na rok" - dodaje.

Fala powrotów

1000

co najmniej tyle etatów czeka na programistów, testerów, specjalistów od sieci i pracowników service desk w firmach posiadających centra usługowe w Polsce.

Wrocław, Poznań, Kraków i Warszawa to silne ośrodki akademickie, które co roku wypuszczają rzesze absolwentów. Tam też powstaje najwięcej centrów badawczo-rozwojowych międzynarodowych koncernów. Stąd niekiedy problem miejscowych firm z pozyskaniem specjalistów IT. "Można to było obserwować kiedyś w Krakowie. Teraz obserwuje tę samą sytuację we Wrocławiu, gdzie niedawno centra badawczo-rozwojowe umiejscowili Siemens i Google" - mówi Jacek Szczepański, szef konsultingu SAP Polska.

Centra przyciągają nie tylko świeżo upieczonych absolwentów, ale także Polaków, którzy wracają z zagranicy po fali masowej emigracji rozpoczętej wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Kinga Bloch, menedżer HR w Atos Origin potwierdza, że wielokrotnie zatrudniała już osoby, które wracały z Anglii, Belgii, Holandii a nawet z Czech. Taka sytuacja ma miejsce od początku 2007 r. "Po pierwszym zachłyśnięciu się pracą za granicą wracają do Polski, choć bardzo często są to przypadki związane z prywatnym życiem" - mówi.

"Jednocześnie na rynku pracy pojawia się dużo obcokrajowców, przede wszystkim z krajów spoza Unii Europejskiej. Bardzo dobrze dają sobie radę" - mówi Witold Rogowski, dyrektor Accenture Technology Solutions. Także do Laboratorium IBM w Krakowie zgłaszają się kandydaci z całego świata - z Irlandii, Wielkiej Brytanii, a nawet Kanady. Trzy osoby z zagranicy zatrudnił w polskim centrum zarządzania siecią Ericsson. "Ogłoszenie zamieszczone w Internecie, szczególnie po angielsku, przyciąga wszystkich" - mówi Edyta Bryk, specjalista HR w Ericssonie. Tu także zgłosili się Polacy, którzy wyemigrowali po 2000 r. Są to inżynierowie z doświadczeniem, przed którymi Europa stała otworem.

Poszukiwania na dużą skalę

Jedną z firm rozpoczęła niedawno szeroko zakrojoną rekrutację jest Atos Origin, polski oddział dużej europejskiej firmy usługowej. Do końca przyszłego roku firma chce zatrudniać w Polsce 500 osób. Obecnie w polskim oddziale pracują 322 osoby, a tylko w tym roku zespół Atos Origin już zwiększył się o 100. Firma poszukuje w Polsce specjalistów od sieci mobilnych i stacjonarnych, bezpieczeństwa sieci, systemów Business Intelligence i billingowych, rozwiązań firm Siebel i SAP, inżynierów ze znajomością systemów Windows i Unix, programistów C/C++, Java, PHP.

Polski oddział Atos Origin obsługuje klientów z całej Europy, stąd od kandydatów do pracy wymagana jest znajomość języków obcych. Firma wręcz poszukuje lingwistów do działu service desk, którzy chcą rozwijać umiejętności techniczne. Te zaś ostatnie można wykształcić w wymaganym zakresie szybciej niż dobrą znajomość języków, twierdzą specjaliści HR. Polski oddział Atos Origin obsługuje projekty z całej Europy. "Podstawowe wyzwanie dla mojego działu to zatrudnienie w bardzo krótkim czasie kilkunastoosobowego zespołu do konkretnego projektu" - opowiada Kinga Bloch. W jej opinii jednak trudność w pozyskiwaniu nowych pracowników jest raczej związana ze specyfiką biznesu, a nie z brakiem specjalistów.

Duże programy rekrutacyjne rozpoczęły także, nieobecne dotąd wcale lub obecne w Polsce od niedawna, dwie firmy hinduskie - Zensar i Tata Consulting Services oraz amerykańska firma Acxiom. Łącznie mogą zatrudnić nawet 2000 osób, choć część stanowisk nie jest przewidziana dla informatyków.

Tata poszukuje pracowników do krakowskiego BPO, a Zensar otworzył centrum usługowe w Gdańsku. Firma na razie zatrudnia 20 osób. Do kwietnia przyszłego roku chce jednak zwiększyć zatrudnienie do 100, a docelowo do 350 osób. Do tej pory firma zatrudniała studentów, teraz stawia na osoby z doświadczeniem. "W Gdańsku powstało centrum kompetencyjne Java obsługujące całą naszą grupę" - mówi Visvanathan Shankar, wiceprezes i szef CEE & Nordic w Grupie Zensar. "Jeśli chodzi o gotowość do podjęcia ciężkiej pracy, chęć uczenia się i eksperymentowania, Polacy są bardzo dobrzy. Wysoko oceniamy także umiejętności absolwentów polskich uczelni, choć rozczarowały nas nieco osoby, które deklarowały, że dysponują już doświadczeniem. Znaczna różnica między Polakami i Hindusami ujawnia się w gotowości do wyjazdów na projekty zagraniczne. Polskich pracowników trudniej do tego przekonać" - dodaje.


TOP 200