Kształtowanie

Scenariusz bywa często taki: przychodzi stary z młodym, niby to w roli opiekuna. Chociaż stary jest tu stary tylko w oczach młodego, bo przecież dopiero przekroczył czterdziestkę i może myśleć o sobie wszystko, tylko nie to, że jest stary.

Przychodzą więc młody ze starym, a ten młodego na krok nie odstępuje i jeszcze a to mu doradzi, a to pomoże albo i zrobi coś za niego. A jak zada pytanie, to tak, jakby to nie on, a młody pytał. Jest jednak jedno, czego młody nie wie i nawet się nie domyśla – bo tak naprawdę to stary zapłacił za niego i za siebie i sam, tak samo jak on, uczy się, tylko się do tego nie przyznaje, nie chcąc stracić pozycji wszechwiedzącego.

A czego to obaj się uczą? Biorą otóż udział w kursie druku przestrzennego (potocznie zwanego drukiem 3D) dla dzieci i młodzieży.

Zobacz również:

Ta, względnie nowa, dziedzina techniki rozwija się nader burzliwie i trafia już pod strzechy. O tym, że zabawę tego rodzaju, i to całkiem serio, udaje się rozpocząć w domu za mniej niż 5 tys. zł, można było przekonać się podczas dopiero co zakończonych targów i wystawy o dość skromnej i mało jednoznacznej nazwie „3D Show” (czy nie trafili tam też, zwabieni nazwą, amatorzy filmów 3D?). Impreza miała spory rozmach – ponad 50 wystawców, oferujących sprzęt, materiały i usługi z tej dziedziny i prezentujących liczne ciekawe dokonania.

Jedną z usług było wspomniane szkolenie, z założenia przeznaczone dla dzieci i młodzieży, a które – co wynikło z rozmowy z jego organizatorami – pod pozorem sprawowania opieki przyciąga także rodziców.

Sama impreza, zorganizowana bardzo sprawnie i fachowo, miała jakieś cechy – w pozytywnym sensie – amatorskiej świeżości. Takiej, jaką miały np. pierwsze Targi e-handlu, gdzie wszelkie niedociągnięcia skutecznie maskowały świeżość i improwizacja, w sumie zostawiając nader miłe wrażenie.

Targom towarzyszyły bezpłatne warsztaty i wykłady, podczas których można było zyskać całkiem sporą porcję wiedzy i umiejętności praktycznych. Dla wielu zwiedzających zresztą formą edukacji była cała impreza, bo wszystko można było obejrzeć w działaniu, o wszystko wypytać i uzyskać wyczerpujące wyjaśnienia.

Pośród gości sporo było dzieci i młodzieży (wiadomo, pod czujnym okiem starych...). Może to szczere i autentyczne zainteresowanie tą nową a fascynującą dziedziną techniki, o trudnych do przecenienia możliwościach, choćby w niewielkim stopniu przełoży się na odbudowę gwałtownie nam zanikającego stanu inżynierskiego. Zawsze to lepiej bawić się w druk 3D, niż oddawać grom komputerowym (nawet z kategorii 3D).

W potocznym inżynierskim wyobrażeniu przydatność druku 3D to głównie sporządzanie modeli (zarówno tych rozumianych dosłownie, jak i stosowanych w odlewnictwie). A okazuje się, że zastosowania te rozciągają się w praktyce na wszelkie dziedziny – od mody po chirurgię. Skanowanie w trzech wymiarach, kształtu spodniej strony ludzkich stóp stojących na szklanej płycie pozwala na niemal doskonałe wyprofilowanie podeszwy buta, a sporządzony na drukarce 3D na podstawie zapisu cyfrowego z tomografu model czaszki pacjenta jest bezcenną pomocą dla chirurga w planowaniu operacji tej części ciała.

O stopniu powszechności każdej dziedziny najlepiej można się przekonać, sprawdzając ofertę materiałów wytwarzanych na jej potrzeby. Na warszawskiej imprezie pokazano tego całkiem sporo, a przede wszystkim tzw. filamenty, przypominające wyglądem nylonowe żyłki, o różnych średnicach i kolorach, z których drukarki 3D pracowicie kleją oczekiwane kształty. Są pośród nich i takie z domieszkami np. sproszkowanego drewna, dające w efekcie przedmioty trudno od drewna odróżnialne i naśladujące różne jego rodzaje.

Pośród sprzętu, jak wszędzie, wyróżnia się tu urządzenia profesjonalne, drogie, ale bardzo dokładne i często duże, jak i nieco mniej dokładne, ale za to znacznie tańsze. A kto nie chce bawić się w to samemu, może wszystko zlecić.

Czytałem niedawno, że podstawowe wykształcenie pilota myśliwca F16 kosztuje ok. 10 mln zł. W obsłudze całego procesu drukowania przestrzennego, od skanowania, poprzez dobór materiału i samo drukowanie, można się wyszkolić za tysiąc razy mniej. I to nie ruszając się z kraju.


TOP 200