Krzywa rośnie

Według European Information Technology Observatory (EITO), Europa coraz więcej wydaje na teleinformatykę. Nie ma mowy o żadnym kryzysie - liczby ukazują zrównoważony wzrost sektora ICT. Jeszcze trochę, a dogonimy Amerykę. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Według European Information Technology Observatory (EITO), Europa coraz więcej wydaje na teleinformatykę. Nie ma mowy o żadnym kryzysie - liczby ukazują zrównoważony wzrost sektora ICT. Jeszcze trochę, a dogonimy Amerykę. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Optymizm bije z każdej strony rocznika EITO 2001. To obowiązkowa lektura po powrocie z targów CeBIT. Jeżeli ktoś nie wierzy w m-commerce, niech zajrzy do tej publikacji - o telefonach komórkowych napisano na każdej stronie, podczas gdy o komputerach PC jest wzmianka na co trzeciej. Widać wyraźnie, że telekomunikacja gra pierwsze skrzypce. Opis sytuacji na tym rynku jest znacznie obszerniejszy niż rynku IT. Analitycy wolą rozważać techniczne i biznesowe aspekty telefonii 3G, chwalić europejskie rządy za uwolnienie pętli lokalnej, niż zanudzać czytelników zawiłościami wdrożeń systemów informatycznych w przedsiębiorstwach. Dla EITO informatyka ma jedynie sens wtedy, gdy wspomaga rozwój mobilnego biznesu. Zatem ten, kto wymyśli tzw. killer application na potrzeby UMTS, może liczyć za rok na specjalny opis. Uznania EITO nie znajdą nowe Windows czy Office. Od lata 2000 r. następuje odwrót od akcji spółek technologicznych, zaś indeks Nasdaq wciąż szuka dna i widmo kryzysu zaczyna krążyć po świecie, ale o tym nie przeczytamy w tej publikacji. Wszak statystyka nie kłamie: krzywa rośnie!

Ile Polska wydaje na teleinformatykę

... 1%, 10%, a może 5% PKB? Proszę nie szukać odpowiedzi w raporcie EITO - opis rynku teleinformatycznego (ICT) w naszym regionie jest szczątkowy i na wysokim poziomie ogólności. Publikacja ta nastawia się na prezentację krajów Europy Zachodniej. Toteż lepiej skorzystać z opracowania Digital Planet 2000 - gospodarka globalnej informacji World Information Technology Software Alliance (WITSA), gdzie mamy dane ze wszystkich stron świata.

W roku 1999 świat wydał na teleinformatykę ponad 2 bln USD. Z tego na Europę Wschodnią przypada 1%, gdy na Amerykę Północną - 38%, Japonię - 17%, zaś na całą Europę Zachodnią - 28%.

Teleinformatyka ma największy udział w Produkcie Krajowym Brutto Nowej Zelandii (10,5%). My wydajemy 4,9% PKB, więcej niż Austria (4,8%), Włochy (4,7%) czy Hiszpania (4,0%). W liczbach bezwzględnych ogólne nakłady na informatykę w Polsce wyniosły 3 mld USD, w tym na sprzęt - 1,438 mld USD, oprogramowanie - 309 mln USD i usługi - 515 mln USD. Nakłady na telekomunikację wynoszą 5,3 mld USD.

Bardzo niski współczynnik nakładów na oprogramowanie w stosunku do nakładów na sprzęt oznacza z jednej strony słabe wykorzystywanie sprzętu, z drugiej, zdaniem autorów, stosowanie oprogramowania pirackiego.

Porównywanie danych o rynku komputerów PC z obu raportów może przyprawić o ból głowy. Trzeba więc przyjąć salomonowe rozwiązanie: jeśli chcemy udowodnić, że w Polsce jest za mało komputerów, sięgamy po dane EITO. W roku 1999 było ich trochę ponad 700 tys., w ub.r. - już 879 tys. Dopiero za dwa lata zbliżymy się do 1,2 mln komputerów PC. Jeśli jednak zależy nam na lepszych wynikach, bez oporów korzystamy z opracowania WITSA, bo według niej już w 1999 r. mieliśmy ponad 2 mln komputerów PC! Które dane są prawdziwe? Pewnego rodzaju wskazówką są szacunki z ubiegłorocznego raportu Computerworld TOP 200, gdzie oceniano wielkość sprzedaży komputerów PC na ok. 800 tys. Jeśli tak, to EITO podaje, ile sprzedano komputerów, zaś WITSA, ile w ogóle jest komputerów na rynku.

Wnikliwi czytelnicy zapewne dostrzegli, że raport Digital Planet 2000, który ukazał się w listopadzie ub.r., publikuje dane za 1999 r. EITO nie jest wcale lepsze - cykl produkcyjny zakończono w grudniu 2000 r. i podejrzewam, że informacje za ten rok są w miarę przybliżonymi szacunkami na podstawie wyników trzech kwartałów. Tak oto informacje statystyczne wciąż otrzymujemy z ponad rocznym opóźnieniem. Na niewiele zdaje się terminowy obowiązek wypełniania zestawień dla urzędów statystycznych pod każdą szerokością geograficzną. Liczby długo dojrzewają w urzędniczych biurkach, ale w końcu wyskakują jak Filip z konopi ku radości analityków i dziennikarzy, przepadających za aktualnymi danymi...

Kto wie, w co inwestować w 2001 r.

... w telekomunikację i oprogramowanie. Według EITO, w tym roku sprzedaż końcowych urządzeń telekomunikacyjnych wzrośnie o ponad 17%, podczas gdy sprzętu komputerowego tylko o 7,5%. Potwierdzałyby to analizy mówiące o nasyceniu rynku komputerami. Za to warto powalczyć na rynku oprogramowania, bo 14-procentowy wzrost zapewni godziwy zarobek.

O szczęściu mogą mówić ci, którzy działają na rynkach: bankowym i telekomunikacyjnym, a także w usługach typu B2B. Nie powinni narzekać na brak klientów przy prawie 18-procentowym wzroście.

Doskonałym pomysłem na biznes są giełdy elektroniczne. Już działające w Europie wycenia się na 664 mln euro (6% światowego rynku). W ciągu dwóch lat wartość ich wzrośnie do 2,2 mld euro (11-procentowy udział w światowym rynku).

Usługodawcy, zwłaszcza nastawieni na pomoc przy aplikacjach handlu elektronicznego, najwięcej zarobią wdrażając internetowe systemy zamawiania (tzw. e-ordering) oraz regulowania płatności. Ok. 25% europejskich organizacji zamierza w tym roku zainwestować w takie systemy. Za rok już tylko 5%. O dziwo, tak gwałtowny spadek dotyczy również implementacji innych systemów internetowego biznesu. Czy rzeczywiście w tym roku większość przejdzie na e-biznes?

Nic nie pomogą inwestycje w e-biznes, jeśli nie zwiększy się liczba użytkowników Internetu w Europie. Na razie tylko 120 mln Europejczyków korzysta z serwisów internetowych (31% populacji). EITO prorokuje, że w 2003 r. europejskich internautów będzie już 215 mln (55%), ale nadal nie zostaną zlikwidowane różnice między skomputeryzowanymi wyposażonymi w komórki społeczeństwami Skandynawii a południem Europy.

Kto wie, gdzie inwestować

... w Skandynawii i Wielkiej Brytanii. Ale także we Francji i w Hiszpanii. Dlaczego? Jeśli świadczymy usługi internetowe i transmisji danych albo szerzej telekomunikacyjne, to powinniśmy wybierać kraje, w których w 2001 r. nastąpi uwolnienie pętli lokalnej, czyli pełne otwarcie rynku. Dzięki temu spadną koszty pozyskania abonenta, zwiększy się konkurencyjność rynku, a co za tym idzie więcej małych i średnich przedsiębiorstw zdecyduje się na szerokopasmowy dostęp do Internetu. Przykładowo, na lipiec planowane jest uwolnienie pętli lokalnej w Wielkiej Brytanii. EITO przewiduje eksplozję nowych usług telekomunikacyjnych, w tym - uwaga - operatorzy będą oferować klientom telefonii stacjonarnej telefony komórkowe. Takie pakiety komórkowo-stacjonarne z odpowiednim planem taryfowym mają być bardziej atrakcyjne dla klientów niż sprzedawane oddzielne. Natomiast hiszpańska Telefonica po uwolnieniu pętli lokalnej zamierza wynajmować linie niezależnym operatorom, zwłaszcza usługodawcom ADSL.

Gwoli przypomnienia, polskie Prawo telekomunikacyjne zezwala na udostępnienie pętli lokalnej, ale tylko na potrzeby transmisji danych. Na pełne uwolnienie rynku trzeba czekać do 2003 r.

Ci, którzy myślą o m-usługach, największe szanse na sukces mają w krajach skandynawskich. Jest tam najwięcej telefonów komórkowych w Europie, przyjął się WAP (ewenement!) i rzesze użytkowników przygotowanych do korzystania z cyberprzestrzeni.

Dobrze jest, będzie lepiej

Zbytni optymizm skraca perspektywę rozwoju europejskiego ICT. EITO nie zauważa problemów amerykańskiej gospodarki ani kłopotów dotcomów. "Nasza wieś spokojna, nasza wieś radosna" - tak należy podsumować raport, który jak co roku, aż do następnego CeBIT-u, będzie "obowiązkowym" źródłem danych wyświetlanych na konferencyjnych prezentacjach.


TOP 200