Kroniki roku 2000

Rok 2000 potwierdził, jak bardzo szkodliwa jest fascynacja technologią. Potwierdził także, jak bardzo zdrowa jest wiara w sprawdzone od wieków zasady prowadzenia biznesu.

Rok 2000 potwierdził, jak bardzo szkodliwa jest fascynacja technologią. Potwierdził także, jak bardzo zdrowa jest wiara w sprawdzone od wieków zasady prowadzenia biznesu.

Preludium. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. Te i inne słowa cisną się na usta, gdy zaczynamy wspominać Niezapomniany Rok 2000 na świecie. W roku tym pękła z dużym hałasem bańka mydlana detalicznego handlu elektronicznego.

Euforia

Pierwszy kwartał 2000. Barometr Nowej Gospodarki, Nasdaq, 10 marca osiąga najwyższą wartość: 5048 pkt. Inwestorzy, analitycy i doradcy łykają tabletki e-ekstazy jak aspirynę. Rozkwita rynek elektronicznego handlu detalicznego (B2C). Rosną w siłę tzw. integratorzy internetowi, czyli firmy konsultacyjne specjalizujące się w strategiach i przedsięwzięciach Nowej Gospodarki. Czołówkę tworzą: Razorfish, Scient, Sapient i Viant.

W pierwszym kwartale nabiera rozpędu także wiara w handel między firmami (B2B). Rynek ten znajduje się w cieniu B2C, ale jest potencjalnie o wiele większy i ostrzą sobie na niego zęby dostawcy stosownych technologii. Przewiduje się, że handel B2B zrewolucjonizuje sektory gospodarki światowej. Mają tego w szczególności dokonać niezależne, publiczne rynki elektroniczne, np. Ventro, VerticalNet i FreeMarkets. W lutym ub.r. ogłoszono także powstanie pierwszego rynku koalicyjnego, założonego przez General Motors, Forda i DaimlerChrysler. Ma on połączyć wymienione firmy z dziesiątkami tysięcy swoich dostawców i posłuży do racjonalizacji zaopatrzenia materiałowego założycieli. W rewolucji B2B na pewno weźmie udział Wielka Trójka - IBM, Ariba oraz i2. Firmy te w marcu ub.r. ogłaszają alians, dostarczając usługi i oprogramowanie do tworzenia i obsługi potężnych rynków elektronicznych, najchętniej koalicyjnych.

Do ładowni rynku tradycyjnych systemów zintegrowanych zaczyna powoli wlewać się woda. Obawy przed problemem roku 2000 rozkręciły koniunkturę na oprogramowanie ERP w latach poprzednich, ale przyhamowały ją w roku 2000. Uwaga analityków i inwestorów skupia się teraz na wschodzących gwiazdach, firmach dostarczających oprogramowanie CRM do zarządzania relacjami z klientem (Siebel), oprogramowanie SCM do zarządzania łańcuchem dostaw (i2) i oprogramowanie na rynek elektroniczny (Ariba i Commerce One). Firmy ERP, takie jak SAP, tracą sympatię. Analitycy i inwestorzy powtarzają jak wampiry: "Czas na świeżą krew". Oracle zapowiada więc wprowadzenie na rynek oprogramowania Oracle Applications 11i, będącego połączeniem ERP i CRM. Firma SAP ma nieco inny pomysł. Wspólnie z Commerce One powołuje firmę SAPMarkets, która ma dostarczać rozwiązania integrujące systemy ERP z oprogramowaniem B2B. Wielu jest szczerze rozbawionych tym pomysłem i publicznie wątpi w przyszłość tego przedsięwzięcia.

Katzenjammer

Drugi kwartał 2000 r. Rozpoczyna się bombardowanie Nasdaq i powolne równanie rynku B2C z ziemią. Europejska firma internetowo-odzieżowa Boo.com rozpoczyna falę bankructw. Na ogół panuje przekonanie, że jest to nieuniknione zjawisko selekcji i konsolidacji firm, w przeludnionej cyberprzestrzeni.

Znacznej przecenie uległy także akcje firm dostarczających technologie B2B. Inwestorzy nagle zdali sobie sprawę, jak bardzo przewartościowane są te akcje i jak długa będzie droga do zysków. Wartość akcji wielu tych firm przewyższała 100-200 razy ich roczne przychody. W połowie lat 90. wielokrotność 10-15 była uważana za ryzykowną. Podobnie jak w sektorze B2C, nadszedł czas na zdrową, naturalną selekcję.

Na arenę B2B coraz śmielej wkraczają firmy starej gospodarki. O rynku elektronicznym gigantów samochodowych Covisint już wspomniano. Firmy starej gospodarki zapowiedziały utworzenie 60 rynków koalicyjnych we wszystkich sektorach gospodarczych, o łącznej teoretycznej sile nabywczej 3 bln USD. Niezależne rynki elektroniczne i ich zwolennicy tymczasem minimalizują to zagrożenie. Wielu twierdzi, że większość zapowiadanych rynków konsorcjalnych po prostu nie powstanie, ponieważ konsorcja tworzą firmy zaciekle walczące między sobą o klienta.

Czarne chmury

Oczywiście, trzeci kwartał 2000. W ślad Boo.com poszły kolejne firmy internetowe. W pierwszym półroczu padło ok. 20 dotcomów, w wyniku czego (i redukcji w innych) pracę straciło 5400 niedoszłych milionerów. Zaczyna się reakcja łańcuchowa. Kursy akcji takich firm, jak Viant, Scient, Razorfish i Sapient zaczynają spadać w dół jak zmęczone mewy nad oceanem. Fachowcy nie są jednak tym przerażeni. "Sądzę, że jesteśmy świadkami dramatycznej zmiany w strukturze wydatków, nie na całym rynku" - uspokaja wiceprezes Boston Consulting Group. - "Obecnie trzeba wykonać ciężką pracę w takich obszarach, jak integracja z systemami zaplecza. A to wymaga więcej czasu".


TOP 200