Królowa patrzy na Polskę

Z Janem J. Klukiem, dyrektorem generalnym ICL POLAND rozmawia Iwona D. Bartczak

Z Janem J. Klukiem, dyrektorem generalnym ICL POLAND rozmawia Iwona D. Bartczak

IDB - Order Imperium Brytyjskiego, który za chwilę otrzyma Pan z rąk królowej brytyjskiej w uznaniu zasług dla polsko-brytyjskiej współpracy gospodarczej, nie jest odznaczeniem, o które można się ubiegać. Co więcej, rozpoczęcie jakichkolwiek zabiegów daje absolutną pewność, że się go nie otrzyma. Czy chociaż spodziewał się Pan tego zaszczytu?

JJK - Nie. Znajomi powiedzieli mi przez telefon, że przeczytali o tym w gazetach. Natychmiast wykupiłem pół kiosku z gazetami, żeby upewnić się, czy to prawda. I była to prawda. Poczułem się, jakbym zdał bardzo ważny egzamin. To kamień milowy w moim życiu: podsumowanie 17 lat pracy, tworzenia pomostu między polską a brytyjską gospodarką. Jestem bardzo dumny z orderu. Jeszcze nie zacząłem się denerwować spotkaniem z królową, ale ogromnie przeżywam sam fakt wyróżnienia mnie tym zaszczytnym odznaczeniem.

- Jest ono zapewne okazją do refleksji. Przez te kilkanaście lat kilkakrotnie zmieniały się w Polsce warunki do biznesu. ICL musiał przystosowywać się do nich. Gra między firmą dążącą do rozwoju i zniewalającymi ją przez większość tych lat warunkami, toczyła się ze zmiennym szczęściem. Dzisiaj ICL zatrudnia ponad 300 osób, obroty wynoszą około 40 mln dolarów, podczas gdy przybywając do Warszawy zastał Pan zaledwie kilku pracowników i 40 tys. USD obrotu. Czy zastanawiał się Pan, co w naszym kraju, bardziej niż gdzie indziej, przesądza o powodzeniu lub porażce?

- Przypominam sobie pierwsze wrażenie po przybyciu do Polski w 1979 r. Już lotnisko w Warszawie - jak wszystkie lotniska w Europie Wschodniej - tonęło w ponurej atmosferze tajności, intrygi i strachu. Tylko czekałem, kiedy wybuchnie draka: czy już przy wyjściu z samolotu, czy przy sprawdzaniu paszportu, czy może przy odbiorze bagażu. Draki nie było, a później okazało się, że z tą fasadą tajności trzeba się po prostu oswoić. W większości przypadków stanowiła przedstawienie teatralne, w którym aktorzy podkreślali przywiązanie do swoich ról - funkcji, tak naprawdą mało dbając o ich skuteczne wypełnianie.

Potem nastał okres romantycznego napięcia. Fantazje słowiańskiej duszy spotykały się z surowymi warunkami

biznesu. Człowiek zyskiwał zadowolenie, bo mógł wracać do domu nad ranem polewaczką "na łebka", ale za kilka godzin w firmie czekały go twarde negocjacje z pehazetami, które wówczas dyktowały warunki.

Jak już nauczyliśmy się zarabiać jakieś większe pieniądze, nastał stan wojenny. I wszystkie plany, szanse, nadzieje prysły. Słowiańska dusza uległa gwałtownemu rozbrojeniu. Wróciliśmy do problemów zupełnie podstawowych. Jak z obcym paszportem przedostać się z Saskiej Kępy do Ambasady Brytyjskiej, żeby nie zainteresować sobą żołnierzy na moście? Naprawdę nie wiedziałem, jak oni zareagują, jakie mają rozkazy.

Lata 1982 - 89 w Polsce charakteryzowały się tworzeniem podwójnego systemu: deklarowanej odgórnej reformy i wzrostu prywatnej przedsiębiorczości z jednej strony i trwania starych przepisów, mechanizmów, układów z drugiej. W tej sytuacji jedyną bazą do interesów stały się związki międzyludzkie. Tamte lata zapamiętałem, jako czas odtwarzania, utrwalania i nawiązywania kontaktów personalnych.

Po roku 1991 wszystko stało się bardziej normalne. Ale pojawiły się też frustacje wynikające z zachłyśnięcia się wolnością. Nastąpiło nieprawdopodobne tempo rozwoju kapitalizmu konsumpcyjnego. Doskwiera niestabilność układu politycznego, która odbija się negatywnie również na stabilności interesów. Urzędnicy państwowi i przepisy zmieniają się bowiem wraz ze zmianami ekip politycznych. Frustracja w Polsce w dużej mierze wynika z faktu, że nie możemy zrealizować ogromnego tkwiącego w nas potencjału biznesowego właśnie z powodu braku fundamentów (nowoczesnej bankowości i instrumentów finansowych, kompetentnych, apolitycznych urzędników, długofalowej strategii gospodarczej).

Dla obcego kapitału czas dzisiejszy niewątpliwie jest najlepszy. Namawiam do inwestowania w Polsce. Lokującym tu kapitał powiedzie się jednak pod warunkiem, że zdecydują się na inwestycje długookresowe. Decyzje inwestorów zależą jednak nie tylko od aktualnej sytuacji w naszym kraju, ale także od stanu gospodarki globalnej i od warunków w ich własnych krajach.

Przypominam sobie wszystkie te lata w Polsce, wszystkie interesy, które ICL zrobił tutaj i stwierdzam, że w naszym kraju ciągle jeszcze stosunki międzyludzkie odgrywają kluczową rolę w biznesie, większą niż gdziekolwiek indziej. Interesy robi się takie, jakie się ma stosunki z ludźmi. Tak jest i teraz. Dzisiaj co prawda nikt - lub prawie nikt - nie robi interesów "przy wódce", wszyscy mają świadomość ważności czynników ekonomicznych. Ale jak klient ma dwie oferty jednakowo atrakcyjne, wybierze tę, z której autorami lepiej się osobiście zaznajomił.


TOP 200