Korzystnie dla obu stron

Z dr. Markiem Miłoszem, członkiem Polskiego Towarzystwa Informatycznego i pracownikiem naukowym Politechniki Lubelskiej, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Z dr. Markiem Miłoszem, członkiem Polskiego Towarzystwa Informatycznego i pracownikiem naukowym Politechniki

Lubelskiej, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Stopnie zawodowe są bez wątpienia korzystne dla pracodawców. Ale czy w równej mierze dla najbardziej zainteresowanych, czyli samych informatyków? W czyim interesie działa tutaj PTI?

Dobry pracownik, profesjonalista będzie zainteresowany systemem stopni zawodowych nie mniej niż pracodawca. Strach mogą czuć tylko - powiedzmy - niedouczeni....

Dzisiaj młodzi pracownicy są często zaprzęgani w taki kierat, że nie mają czasu na dokształcanie, zdobywanie nowych wiadomości. Jakiś czas "jadą" na umiejętnościach i wiedzy wyniesionej ze studiów, ale potem nagle okazuje się, że są w tyle... Warto zauważyć, ze system stawia określone wymagania w stosunku do obu stron. Pracodawca ma nie tylko korzystać z systemu, ale i zapewniać pracownikom ciągły rozwój. Wreszcie płacić adekwatnie do zadań i umiejętności pracownika. To kontrakt obustronny i do tego pod nadzorem niezależnej organizacji, jaką jest PTI.

PTI nie chce wcale przejmować i utrzymywać całego systemu. My jesteśmy środowiskiem opiniotwórczym, bezstronnym i takim chcemy pozostać. Dlatego nasze obecne działania mają na celu popularyzację idei, rozbudzenie potrzeb, doprowadzenie do wrzenia w środowisku. Trzeba podkreślić wyraźnie, że pieniądze na system muszą pochodzić od pracodawców. Procedury nadawania stopni będą również u nich realizowane. Muszą oni skalkulować, czy im się opłaca wydawać na utrzymanie systemu, zważywszy na wymagania przetargów, łatwość poszukiwania nowych pracowników i ich weryfikowania u siebie. By system dobrze funkcjonował, musi być rzetelny i dopracowany. Stopnie muszą być adekwatne do kwalifikacji, by coś znaczyły na rynku. Choć przyznaję, że niektórym z nas - informatyków - może się to nie podobać.

Operacja wdrożenia całego systemu nie będzie łatwa. Trudności nastręczać może zwłaszcza jej początek. Porozumienie podpisze cześć firm informatycznych i one będą wdrażać system. Gdy ten zacznie wzrastać i krzepnąć, następni stopniowo będą dołączać - tak jak było w W. Brytanii. Ponadto, okres przejściowy musi być oczywiście rozciągnięty w czasie - jak chociażby wdrożenie systemu zapewnienia jakości ISO 9000.

W Polsce do niedawna niewiele osób dbało o udokumentowanie swojego CV. A przecież zbieranie na bieżąco informacji na temat swoich osiągnięć zawodowych nie wymaga kosztów. Informatyk, któremu zdarzyło się choć raz zmienić pracę poczuł na własnej skórze, jak bardzo jest to istotne. System wspomoże, wymusi i uporządkuje te działania.

To ważne pytanie, czy i po jakim czasie stopnie powinny być "odnawiane". To tak jak z lekarzami - jak nie pracuje w zawodzie, to traci uprawnienia. W informatyce, jeśli nie działa się w danej dziedzinie parę lat, to wiedza i doświadczenie się dewaluują. Czy system ma być statyczny, czy też dynamiczny - zadecyduje środowisko.

Czy wówczas nie powstaną elitarne kluby - informatyków ze stopniami i firm, które będą wdrażać u siebie ten system. A co z pozostałą reszta?

Wszyscy, którzy będą przestrzegać zasad, mogą się dołączyć. I chyba będą musieli, jeśli rynek przyjmie system. Boję się tylko jednego - spójny z europejskim system stopni zawodowych ułatwi drenaż naszego przemysłu informatycznego z najlepszych ludzi. Mam tylko taką nadzieję, że nim system zacznie funkcjonować, wysokość zarobków w naszym przemyśle informatycznym osiągnie poziom europejski.

Czy sytuacja polskiego rynku pracy dla informatyków nie ogranicza możliwości stosowania podziału pod względem stopni rozwoju zawodowego? Jak wiadomo, tylko część ludzi parających się zawodowo informatyką w Polsce ma odpowiednie ku temu formalne wykształcenie.

Profesor Maciej Sysło napisał kiedyś na łamach Computerworlda, że zaledwie jeden tysiąc spośród polskich informatyków ma wykształcenie kierunkowe. Może nie jest aż tak źle, ale przecież jeszcze kilkanaście lat temu nie było wydziału informatyki w żadnej polskiej uczelni. System porządkuje te sprawy. Daje wykaz stanowisk i wiąże je z określonym stopniem. Wszystkim ludziom bez formalnego wykształcenia (a więc i mnie, bo kończyłem Automatyczne Systemy Zarządzania) system nie zamyka drogi do, nazwijmy to, kariery. Umożliwi im uzyskanie formalnych kwalifikacji, przez poddanie się weryfikacji. Może także zmusi do uzupełnienia pewnych obszarów wiedzy, ale przecież z pożytkiem dla samych zainteresowanych.

Polski rynek informatyczny też się powoli stabilizuje i porządkuje. Zachodzą procesy konsolidacyjne, zaś mniejsze firmy coraz bardziej się specjalizują. Wymusza to na nich technologia informatyczna - szybko zmieniająca się, coraz droższa, wymagająca nieustannie większej wiedzy. "Normalnieje" rynek pracy - pracownicy będą częściej

zmieniać miejsca zatrudnienia. Z kolei pracodawcy będą poszukiwać specjalistów do realizacji określonych zadań, ale też nie na wieki.

Już dzisiaj jednym z warunków przystąpienia do dużych przetargów jest posiadanie przez firmę zespołów o określonych kwalifikacjach. Bez stopni zawodowych wszelkie "dowody" takiego stanu rzeczy są bardzo enigmatyczne. Zwykle wskazuje się na już zrealizowane "sztandarowe" dla danej firmy projekty i mówi, że to "ten zespół". Trudno wejść wówczas na rynek firmom, które dopiero rozpoczynają działalność.

Elementy podobnych działań są widoczne na rynku komputerowym. Duże firmy komputerowe wydają certyfikaty ludziom i firmom, prowadzą szkolenia, egzaminy i usiłują narzucić nam w Polsce swoje standardy, przy okazji zarabiając niemałe pieniądze. Przykładem są chociażby inżynierowie Novella czy uprawnienia do realizacji okablowania strukturalnego.

Wszystko to ma służyć zapewnieniu wysokiej jakości usług informatycznych, Dawać gwarancje klientowi, że usługa będzie dobrze wykonana, że ludzie, którzy ją wykonują, mają odpowiednie kwalifikacje i znają się na rzeczy. Jeśli niektóre firmy nie zechcą zapewniać o tym klienta - ich sprawa. Na pewno są sektory rynku, na których można sprzedawać takie sobie produkty.

Czy przykład Anglii, od której mamy czerpać wzorce, nie jest trochę zwodniczy? Dlaczego w innych krajach, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych nie ma analogicznych rozwiązań?

Pan ma częściowo rację. Wzorce angielskie są modelowe dla Albionu i tamtejszej spokojnej stabilnej gospodarki. Próba ich bezpośredniego przeniesienia np. do Francji nie powiodła się. Ale w chwili obecnej Wspólnota Europejska finansuje program dostosowawczy i my powinniśmy do tych działań dołączyć. Tu trochę winy leży po stronie PTI. Inicjatywy podejmowane przez nas jakoś się ślimaczyły. Nie ma na co czekać - opóźnienie w tej dziedzinie, nawet kilkuletnie, spowoduje brak konkurencyjności polskich firm informatycznych na rynkach zachodnich. Pesymistyczny scenariusz to sytuacja, w której do naszego będzie pełny dostęp, zaś blokada w drugą stronę - do tego z naszej winy.

Niektórzy zarzucają, że prowadzenie systemu stopni zawodowych to działanie prowadzące do wzrostu etatyzmu i biurokracji, dzięki któremu przewagę zyska grupa uprzywilejowanych.

Jeśli system ma być wiarygodny dla obu zainteresowanych stron, to system kontroli, nadzoru i weryfikacji musi być rozwinięty. Podobnie jak z normą ISO 9000. Każdy, kto nie potrafi udowodnić pracodawcy swoich umiejętności (a wiec nie podda się jakimś procedurom) nie będzie przez niego zatrudniony - takie są prawa rynku. No chyba, że to oosoba protegowana...

Czy PTi zamierza współdziałać z uczelniami informatycznymi, by w jakiejś mierze system stopni zawodowych wcielać "od podstaw"?

Uczelnie są "kopalnią" kadry i to wysoko wykwalifikowanej. Do wprowadzenia systemu niezbędna jest weryfikacja, komisje sprawdzające itp. Oczywiście, powinni w nich zasiadać obok "praktyków" również i naukowcy-teoretycy. Tym bardziej że niektóre wymagania są związane ze zdobywaniem wiedzy teoretycznej (obok praktyki). Ponadto system stopni to także system ciągłego dokształcania - tu rola uczelni może i powinna być ogromna. Jeśli chodzi o studentów, to programy nauczania na wydziałach informatyki w zasadniczej mierze modyfikuje rynek. Kończąc kierunek informatyczny, absolwent otrzyma stopień adekwatny do poziomu i przedmiotów nauczania. To zróżnicuje start początkowy i będzie świetnym narzędziem wymuszającym modyfikacje i specjalizacje poszczególnych kierunków czy też specjalności (bo tak na- prawdę za słowem mgr informatyk powinna stać nazwa specjalności).