Korporacja rośnie i apetyt też

Google aktywnie poszukuje nowych obszarów ekspansji, a niebagatelny potencjał tej firmy może budzić niepokój nie tylko wśród znanych producentów oprogramowania, lecz także organizacji przeciwstawiających się monopolizacji rynku.

Google aktywnie poszukuje nowych obszarów ekspansji, a niebagatelny potencjał tej firmy może budzić niepokój nie tylko wśród znanych producentów oprogramowania, lecz także organizacji przeciwstawiających się monopolizacji rynku.

Nie ucichły jeszcze komentarze dotyczące premiery platformy </a>, a firma ta wprowadziła pakiet E-mail Migration API - zestaw narzędzi ułatwiających migrację z praktycznie dowolnego systemu pocztowego na platformę Google Apps Gmail. Wciąż brak jest ostatecznej decyzji amerykańskich i europejskich urzędów antymonopolowych w sprawie zapowiadanego od kwietnia br. przejęcia przez Google firmy DoubleClick, choć ostatnio widać aktywizację przeciwników tej fuzji. W Kongresie Stanów Zjednoczonych pojawiła się inicjatywa powołania specjalnej komisji, która miałaby ocenić potencjalne zagrożenie dla prywatności użytkowników Internetu wskutek powstania największej na świecie bazy danych integrującej informacje od lat gromadzone przez Google i DoubleClick. Została ona zgłoszona przez grupę 12 kongresmanów, którzy w uzasadnieniu piszą, że opinia publiczna nie zdaje sobie sprawy z możliwych zagrożeń, które może przynieść połączenie tych firm.

Platforma Android - choć wsparta praktycznymi narzędziami i aplikacjami - na razie jest przede wszystkim interesującym pomysłem. Jednak potencjalnie za kilka lat może spowodować zmianę układu sił na rynku urządzeń mobilnych oraz zasadniczo wpłynąć na wyniki i strategie biznesowe stojących obecnie po dwóch różnych stronach barykady firm, jak choćby Microsoft i Sun Microsystems. Google w tym roku trafił na pierwsze miejsce najcenniejszych marek na świecie. Przewidywany rozwój Internetu, handlu, bankowości i wszelkiego typu usług online sprzyja tej firmie, która rośnie wraz z globalną siecią. A jej ekspansja może wkrótce doprowadzić do powstania koncernu, który przyćmi firmy Microsoft, IBM, Intel czy HP.

Mały kamyk początkiem lawiny?

Platforma Android zawiera pełny, zintegrowany stos programowy - system operacyjny, oprogramowanie middleware, interfejsy i aplikacje (więcej na str. 18). Pod tym względem jest podobna do Apple iPhone. Oprogramowanie jest oparte na Linuxie, ale także platformie Java. Otwarte jest dla producentów sprzętu i operatorów telekomunikacyjnych, którzy mogą modyfikować jego funkcjonalność.

Android jest wspierany przez organizację Open Handset Alliance, do której należy aż 34 znanych koncernów. Ponieważ w organizacji tej znajdują się również niektórzy producenci telefonów komórkowych, pojawiły się przypuszczenia, że Google przymierza się do wprowadzenia sprzętu pod własną marką. Przedstawiciele tej firmy zaprzeczają na razie tym doniesieniom. Jak jednocześnie podkreśla Eric Schmidt, prezes Google, "plan jest bardziej ambitny niż wprowadzenie jednej rodziny telefonów z marką Google. Nasza wizja to tysiące różnych telefonów opartych na platformie Android".

Wielu ekspertów zaczyna analizować, jakie będą skutki dla przyszłości rynku urządzeń mobilnych tej nowej koalicji zawiązanej przez Google. Rob Enderle, główny analityk z Enderle Group zauważa, że strategia Google - wejście na rynek systemów operacyjnych dla urządzeń mobilnych, to nawiązanie bezpośredniej konkurencji z Microsoft, Symbian i Apple. "Inicjatywa Google zasadniczo zmienia obraz rynku. Jest to poważne wyzwanie zarówno dla RIM i Apple iPhone, jak i dla Microsoftu, bo może spowodować dramatyczną zmianę względnie ustabilizowanego układu sił rynkowych, w którym operatorzy są obecnie elementem dominującym. Jeżeli Google odniesie sukces, może stać się siłą wyznaczającą kierunki rozwoju technologii mobilnych, do których producenci telefonów i firmy telekomunikacyjne będą musiały się dostosować" - stwierdza.

Jak jednak zauważa Rob Enderle, aby taki scenariusz został zrealizowany, Google musi dążyć do spopularyzowania platformy Android jako narzędzia przeznaczonego do zastosowań korporacyjnych. Wielu analityków sądzi, że może to być zadanie bardzo trudne. "Użytkownicy korporacyjni podejrzliwie traktują sposób, w jaki Google analizuje słowa w poczcie e-mail i dane dotyczące przeszukiwanych stron, aby później generować spersonalizowane reklamy, teraz także na ich komórki" - mówi Michelle Warren, analityk z Info-Tech. Oprócz tego duże firmy z reguły już zdecydowały się na wdrożenie jakiejś, odpowiadającej ich potrzebom, platformy i jej ewentualna zmiana na pewno będzie wymagała czasu i zastanowienia.

Czy lub w jakim stopniu Google będzie wspierał korporacyjne zastosowania Android okaże się za pół roku, gdy opublikowane zostaną wyniki konkursu na aplikacje dla tej platformy i przyznane dofinansowanie na ich rozwój, na co firma przeznaczyła 10 mln USD. Niewątpliwie jednak użytkownicy korporacyjni nie powinni lekceważyć koalicji zawiązanej przez Google i przewidywać jej możliwe skutki w perspektywicznych planach rozwoju systemów teleinformatycznych.

Szorstka przyjaźńW platformie Android Google nie zdecydował się na wykorzystanie standardowej wersji Java Micro Edition jako silnika dla aplikacji, a opracował własną wersję maszyny wirtualnej pod nazwą Dalvik. "Być może wynika to z tego, że Google chciał ominąć konieczność uzgadniania z Sun Microsystems warunków ewentualnego licencjonowania JME" - uważa Stefano Mazzocchi, programista i członek zarządu Apache Labs. Producenci telefonów muszą bowiem licencjonować JME, jeśli chcą wprowadzić modyfikacje kodu. Mogą oni oczywiście korzystać z otwartej wersji Java Micro Edition, ale licencja wymaga wówczas udostępnienia kodu, czego producenci starają się uniknąć.

Wirtualna maszyna Google ma umożliwić ominięcie tych ograniczeń - jest to mechanizm do konwersji kodu Java na format obsługiwany przez Dalvik. W praktyce oznacza to, że producenci telefonów nie będą musieli uzgadniać z Sun warunków licencji na JME, co byłoby niezbędne, gdyby był on elementem Android. Z formalnego punktu widzenia Google może też mówić, że Dalvik nie jest platformą Java. Stefano Mazzocchi sądzi, że to "bardzo inteligentne posunięcie Google, którego Sun pewnie nie przewidział". Jeśli okaże się, że Dalvik wykorzystuje jakieś elementy Java, które należą do Suna, co jest prawdopodobne, może to oznaczać problemy dla Google i groźbę procesu sądowego o naruszenie własności intelektualnej. "Jestem bardzo ciekaw jak w takiej sytuacji postąpi Sun" - zastanawia się Stefano Mazzocchi. Firma ta jest bowiem jednym z najbardziej znanych promotorów otwartego oprogramowania i trudno jej będzie narazić swą reputację w środowisku open source, co byłoby nieuniknione, gdyby podjęła decyzję o wytoczeniu procesu.

Nie ulega wątpliwości, że Google zagraża biznesowej strategii Suna, która przynajmniej częściowo była oparta na przewidywaniach wzrostu dochodów ze sprzedaży licencji JME na szybko rosnącym rynku urządzeń mobilnych. Przedstawiciele Suna nie chcą komentować tego typu opinii, jednocześnie podkreślając swój pozytywny stosunek do inicjatywy Google. Jonathan Schwartz, prezes Suna, gratulując Google pomysłu wprowadzenia platformy Android, w swoim blogu pisał o nim jako o "platformie Java/Linux". Natomiast Google unika słowa Java, określając Android tylko jako "zestaw narzędzi, który umożliwia programistom tworzenie aplikacji przy wykorzystaniu tego języka".

Dodatkowo, podczas niedawnej konferencji Oracle Open World, Rich Green, wiceprezes Suna skomentował premierę Android mówiąc "zwracamy się do Google i oczekujemy, że firma ta odpowie pozytywnie na sugestię współpracy, która umożliwi zapewnienie zgodności API i aplikacji tworzonych na obie platformy". Dodał też, że Sun chciałby współpracować z Google, aby zapobiec dalszej fragmentacji środowiska do tworzenia aplikacji mobilnych.

Niewątpliwie jest to problem, bo aplikacje dla Android i JME muszą być obecnie tworzone niezależnie. Na razie jest to wyzwanie dla Google, bo telefonów zgodnych z Android nie ma, co nie zachęca programistów do przygotowywania dla nich aplikacji. Stąd zapewne pomysł Google na ogłoszenie konkursu z nagrodami finansowymi. Z drugiej strony pojawiają się opinie, że Google specjalnie wprowadził technicznie odmienną platformę, aby samodzielnie zdobyć lepszą pozycję na rynku, a niewielkie koszty licencji na JME nie mają większego znaczenia.

10 mln na nagrody

Google przeznaczył 10 mln USD na nagrody w konkursach na najlepsze aplikacje w 2008 r. dla platformy Android. W pierwszym etapie (do 3 marca 2008 r.) jury firmy przyzna 50 nagród w wysokości 25 tys. USD każda, w maju 10 nagród po 275 tys. USD i 10 - 100 tys. USD każda. Kolejna edycja konkursu jest planowana na drugą połowę 2008 r., gdy na rynku pojawią się smartfony oparte na platformie Android.

Pakiet narzędzi dla programistów Android SDK (Software Development Kit) jest dostępny pod adresem code.google.com/android. Choć 10 mln USD może się wydawać dużą sumą, to dla porównania warto zauważyć, że wcześniej Google ogłosił, że przyzna nagrodę w wysokości 20 mln USD dla tego, kto zbuduje pojazd kosmiczny, który wyląduje na Księżycu i prześle na Ziemię informacje o tym fakcie, a propozycja zakupu firmy DoubleClick przez Google opiewa na sumę 3,1 mld USD.

Oferta migracji do Gmail

Już po ogłoszeniu Android, Google wprowadził pakiet narzędziowy E-mail Migration API, który ułatwia administratorom IT lub programistom migrację korporacyjnych systemów pocztowych na platformę Google Apps Gmail. Wcześniej firma zaprezentowała tego typu zestaw narzędzi IMAP Migration Tools i obecnie oprogramowanie oferowane Google umożliwia migrację praktycznie z każdego systemu i przeniesienie nie tylko poczty e-mail, ale również kalendarza i list adresowych np. z Microsoft Outlook.

E-mail Migration API pozwala na przenoszenie centralnych, korporacyjnych systemów pocztowych, aplikacji zainstalowanych na pojedynczych komputerach PC, ale także równoległe działanie starego systemu obok Google Apps. Ta ostatnia funkcjonalność ma zachęcić użytkowników korporacyjnych niechętnie przeprowadzających gwałtowne zmiany systemu do stopniowej, łagodnej migracji na system Google.


TOP 200