Kopernik był kobietą

Zmniejszony udział kobiet w wielu grupach zawodowych jest faktem, podobnie jak mężczyzn w innych. Czy w pierwszym przypadku jest to wynik dyskryminacji, w drugim zaś niezdolności płci brzydkiej do wykonywania np. funkcji pielęgniarki? A może, jakby chciały feministki, oba przypadki dowodzą upodlenia kobiety. Lecz gdy kobiety kierowały traktorami, też było niedobrze. O co więc chodzi?

Zmniejszony udział kobiet w wielu grupach zawodowych jest faktem, podobnie jak mężczyzn w innych. Czy w pierwszym przypadku jest to wynik dyskryminacji, w drugim zaś niezdolności płci brzydkiej do wykonywania np. funkcji pielęgniarki? A może, jakby chciały feministki, oba przypadki dowodzą upodlenia kobiety. Lecz gdy kobiety kierowały traktorami, też było niedobrze. O co więc chodzi?

Jeśli rozważyć wszelkie możliwe statystyki, kobiety są w życiu zawodowym traktowane gorzej niż mężczyźni. Stopień dyskryminacji zależy też od rodzaju społeczeństwa. Kobiety na podobnych stanowiskach zarabiają z reguły mniej, mają zamkniętą drogę do wielu zawodów. Sytuacja ta zmienia się systematycznie - i w krajach, takich jak Stany Zjednoczone, dyskryminacja jest w odwrocie. Dowodem może być choćby to, że ok. 20% kobiet wykonuje tam najbardziej męski zawód - są żołnierzami, i to często w jednostkach bojowych.

Trudno. Jest źle, ale może być lepiej. Tyle tylko, co oznacza stan optymalny? Jak zdefiniować równouprawnienie? Jeśli założymy, że mężczyzna i kobieta to taka sama osoba (abstrahujemy od właściwości biologicznych), to rzeczywiście nie widać powodu, by mówić o zawodach męskich i damskich. Mężczyzna może teoretycznie być sekretarką, pielęgniarką, telefonistką, jak kobieta żołnierzem lub policjantem. Skoro tak nie jest, to czy mamy do czynienia z dyskryminacją, czy może też z naturalnym podziałem ról?

Damska teoria względności

Wszelako co jest naturalne również trudno zdefiniować. Uwzględnić trzeba, oprócz abstrakcyjnych atrybutów przynależnych osobie, właściwości biologiczne. Uwzględniając je, dochodzi się do stwierdzeń, że jednak istnieją funkcje bardziej kobiece, i bardziej męskie. Jednakże taka naturalna interpretacja szeroko otwiera drzwi do seksistowskich argumentacji. Bazują na niej różni pseudosocjologowie twierdzący, że nie tylko biologia decyduje o różnicy między mężczyzną a kobietą, ale również kondycja umysłowa.

Paradoksalnie, argument ten podchwytują łatwo feministki (również Anna Wosińska w artykule Ta męska szowinistyczna technika, CW 42/99). One również twierdzą, że umysłowo (na korzyść, rzecz jasna) różnią się od tępych mężczyzn - są bardziej praktyczne itd. Założeniem tym niszczą jednak resztę prokobiecej argumentacji.

Bo jeśli kobiety są inne, zarówno pod względem biologicznym (co oczywiste), jak i umysłowym (co nie jest udowodnione), to wówczas trudno się dziwić, że świat jest nierówno urządzony. Ma po prostu nierówność wpisaną w swą strukturę. Jedyne, co pozostaje, to tylko sprowadzać dysproporcje do uczciwych relacji. Wcześniej jednak należy relacje te naukowo zdefiniować.

Oczywiście, napotkamy tu zapewne trudności, ponieważ nauka jest znowu zdominowana przez mężczyzn. A zgodnie z postmodernistycznym opisem świata, nie ma możliwości dojścia do prawdy obiektywnej nawet w nauce. A skoro naukę uprawiają mężczyźni, to uprawiają naukę męską i szowinistyczną. W najbardziej agresywnej wersji feminizmu nawet fizyka może mieć odmiany męską i damską. Wynikałoby stąd, że teoria względności, opracowana przez kobietę, opisywałaby inną rzeczywistość. Nie warto zatrzymywać się nad takimi absurdami.

Feminizacja techniki

Warto natomiast zastanowić się nad argumentem, że świat gadżetów - notebooki, palmtopy, pagery, (ale już nie telefony komórkowe) - to kolejny przejaw męskiego szowinizmu. Taki stan rzeczy wynikać ma z faktu, że np. w Stanach Zjednoczonych ok. 90% inżynierów to męscy szowiniści. Zostali zapewne zatrudnieni w swych firmach przez innych szowinistów (znowu większość menedżerów wyższego stopnia to mężczyźni), by dawać upust swemu rodzajowemu egoizmowi.

W efekcie powstają, zdaniem autorki, produkty nie uwzględniające istnienia pań na świecie. W argumentacji tej widzę kilka niespójności. Nie mogę dopatrzyć się prostej zależności, że jeśli coś projektuje mężczyzna, to będzie nadawało się tylko dla mężczyzn. Na podobnej zasadzie najlepszymi projektantami zabawek powinny być dzieci. O ile wiem, robią je dorośli.

Jestem przekonany, że o funkcjonalności nie decydują najczęściej inżynierowie, ale projektanci zajmujący się wzornictwem (tu udział kobiet jest znacznie większy). Notebook jest ciężki, gdyż trudno zrobić lekki. Dobry projektant może natomiast tak zaprojektować obudowę, by trudności związane z noszeniem czarnej teczki zminimalizować.

To, że projekty są bardziej męskie niż damskie - obawiam się - wynika raczej z rzeczywistości rynkowej niż uprzedzeń inżynierów i projektantów. Otrzymują oni z działu planowania strategicznego założenia, by opracować produkt, który ma trafić na określony segment rynku. Jeśli ten segment zdominowany jest przez mężczyzn, tworzy się produkt dla takiego właśnie odbiorcy. Nie widziałbym tu szowinistycznego spisku. Najlepszy dowód na to, że go nie ma, to rozwój wzornictwa telefonów komórkowych. Pierwsze wielokilogramowe "kaloryfery" rzeczywiście mógł nosić tylko dobrze umięśniony troglodyta. Dziś najnowsze cacka coraz bardziej przypominają gustowną konfekcję i mieszczą się w kieszonce żakiecika, nie burząc przy tym naturalnej harmonii kształtów. Feminizacja wzornictwa komórek wynika z faktu, że panie szturmem zdobywają ten segment rynku.

30% miejsc w Sejmie dla kobiet

Zgódźmy się, iż kobiety są ciągle jeszcze dyskryminowane. Jaki stan będzie jednak oznaczał brak dyskryminacji? Trudno stwierdzić - nauka nie rozstrzyga jednoznacznie, także panie same tego nie wiedzą, prowadzone na manowce przez agresywny feminizm. A sprawa to wręcz zasadnicza, bo jak projektować działania afirmatywne, gdy cel, do którego mamy dążyć, nie jest wyznaczony?

Oto możliwe konkluzje. Jeśli kobiety, jak chcą feministki, stoją pod względem umysłowym wyżej niż mężczyźni, to sprawa rozwiąże się automatycznie. Dominacja mężczyzn to tylko chwilowy epizod, wynikający z faktu, że pewien etap rozwoju ekonomicznego ludzkości premiował brutalną siłę. Społeczeństwo rolnicze, potem przemysłowe było społeczeństwem męskim, bo o przetrwaniu i sukcesie decydowała siła fizyczna. Ale oto mamy rewolucję. Rodzi się społeczeństwo wiedzy, decyduje intelekt. Dzień zwycięstwa kobiet bliski! Już niebawem to one zdominują świat.

Gorzej, jeśli rację mają męscy szowiniści, uznający za prawdę przeciwne twierdzenie, tj. że kochamy panie, ale wcale nie za ich umysłowe cnoty. W takiej sytuacji efektywna dominacja mężczyzn może tylko się utrwalić. Osobiście nie podzielam ani przekonań feministek, ani męskich szowinistów. Zarówno panie, jak i panowie są wolnymi osobami i powinny kształtować swoje losy na własny rachunek. Dlatego, jeśli kobiety chcą jeździć czołgami, latać bombowcami i wędrować w kosmos - nie widzę w tym nic zdrożnego.

Nie akceptuję natomiast wszelkiego rodzaju akcji afirmatywnych, jak np. pomysł Unii Wolności, by ustalić minimalny udział kobiet w różnego rodzaju gremiach politycznych. Jeśli rzeczywiś-cie chcą w tych gremiach zasiadać, niech sobie to wywalczą w normalnych zmaganiach demokratycznych. Podobnie, jeśli chodzi o pozycję kobiet w nauce i innych zawodach. Istnieją przecież dowody pokazujące, że nawet w tak tradycyjnych i zdominowanych przez mężczyzn społeczeństwach, jak Indie lub Pakistan, kobiety mogą, uzyskując powszechną akceptację, osiągać najwyższe stanowiska.

W pewnym żydowskim dowcipie Icek bardzo pragnie wygrać na loterii. "Modli się do Boga codziennie: Panie Boże, Ty daj mnie wygrać na loterii, to ja Ci dam dużą ofiarę! Po trzech dniach tych modlitw odzywa się Pan Bóg: Icek, ty daj mnie przynajmniej szansę, ty kup los!" Drogie Panie. Wielu mężczyzn nie ma żadnych wątpliwości, że możecie być doskonałymi inżynierami, informatykami, naukowcami, politykami itd. Dajcie tylko nam szansę.

--------------------------------------------------------------------------------

Edwin Bendyk jest dziennikarzem tygodnika Polityka.