Koniec z punktami za pochodzenie

Skończyła się moda na IT wśród inwestorów finansowych. Mimo bitych przez warszawską Giełdę Papierów Wartościowych rekordów i pozytywnych prognoz płynących z rynku IT fundusze venture capital i private equity wolą dziś inwestować w przedsięwzięcia z innych dziedzin lub lokować swoje środki w spółki z Czech, czy Rumunii.

Skończyła się moda na IT wśród inwestorów finansowych. Mimo bitych przez warszawską Giełdę Papierów Wartościowych rekordów i pozytywnych prognoz płynących z rynku IT fundusze venture capital i private equity wolą dziś inwestować w przedsięwzięcia z innych dziedzin lub lokować swoje środki w spółki z Czech, czy Rumunii.

Kilka miesięcy temu do Executive Networks Polska - firmy doradczej Grzegorza Kozłowskiego i Andrzeja Widerszpila, specjalizującej się w restrukturyzacji firm oraz przygotowywaniu i finalizacji fuzji oraz przejęć w branży informatycznej - z nietypowym zleceniem trafili przedstawiciele zagranicznego funduszu venture capital. Szukali firmy programistycznej o ustabilizowanej pozycji, specjalizującej się w obsłudze sektora budowlanego, która mogłaby zostać partnerem spółki ze stajni tego funduszu.

Ekspertyza wyłoniła 60 potencjalnie atrakcyjnych polskich firm, z których do ostatniego etapu zakwalifikowano 15. Niestety, żadna z nich nie znalazła uznania w oczach finansistów, którzy zdecydowali się dalej szukać w Rosji i Arabii Saudyjskiej. Nie wiadomo co bardziej zastanawiające, czy to, z jakimi rynkami porównywany jest nasz rynek IT, czy też fakt, że przy całej lokalnej specyfice nie można w Polsce znaleźć firmy, z którą przedstawiciele funduszu chcieliby zasiąść do negocjacji? I to w czasach, gdy Polska staje się jednym z liderów wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej.

Rok rekordów

Koniec z punktami za pochodzenie

Dariusz Duma

Rok 2005 był na warszawskiej giełdzie rokiem rekordów. W ciągu 12 miesięcy indeks WIG 45 razy pokonywał historyczne maksima, aby ostatecznie zatrzymać się pod koniec roku na poziomie o prawie 34% wyższym niż podczas ostatniej sesji roku 2004. Indeks spółek technologicznych TechWIG był tylko niewiele gorszy i wzrósł o ok. 27%. Na giełdzie zadebiutowało 35 nowych spółek, co daje Warszawie drugie miejsce na liście najpopularniejszych parkietów Europy, a przy okazji stwarza ogromne możliwości kapitalizacji inwestycji dokonanych przez fundusze wysokiego ryzyka - venture capital i private equity.

Warunki niemal wymarzone, indeksy szukają kolejnych maksimów, a sam sektor informatyczny rozwija się dynamicznie. Tymczasem jednak - mimo działania w Polsce ponad 30 funduszy, z których co najmniej 7 deklaruje zainteresowanie inwestycjami w high-tech - więcej ostatnio słychać o inwestycjach funduszy działających w Polsce w spółki zagraniczne niźli o podobnych transakcjach w naszym kraju. Przykładem może być 12 mln USD zainwestowanych przez Polish Enterprise Fund V (PEF V), zarządzany przez Enterprise Investors i Intel Capital w rumuńską Siveco, czy finalizowana właśnie inwestycja Intel Capital i Enterprise Investors w wysokości 52 mln USD w czeski Grisoft. Najzwyczajniej polska informatyka przestała być modna. W notesach zarządzających funduszami telefony właścicieli spółek informatycznych zastąpiły dane udziałowców firm dystrybucyjnych, spożywczych, przemysłowych, czy tak ostatnio popularnych - biotechnologicznych.

Kac po bańce

Koniec z punktami za pochodzenie

Rafał Bator

Na pewno inwestorzy finansowi są znacznie ostrożniejsi niż kilka lat temu. Rynek funduszy podwyższonego ryzyka odczuwa jeszcze kaca po inwestycjach dokonanych na przełomie XX i XXI w. Kto dziś zresztą pamięta o części dokonanych wówczas inwestycji w spółki, takie jak eCenter, Poland.com czy Formus Polska? Kaca tym bardziej dotkliwego, że zgodnie z cyklem inwestycyjnym właśnie dziś - po 5, 7 latach - przyszedł okres wyjścia z inwestycji. Tymczasem w niektórych przypadkach odzyskanie zainwestowanych pieniędzy - nie ma mowy o zysku - może być bardzo trudne.

Nie dziwi zatem opinia Andrzeja Jasienieckiego z MCI Management, który mówi, że współcześnie liczba podmiotów inwestycyjnych jest mniejsza, a te, które przetrwały na rynku, nauczyły się ostrożności. Za to konkurencja o te zasoby jest dziś niemal równie duża co w czasach boomu. "Zgłasza się do nas sporo spółek, choć nieco mniej niż w czasie hossy internetowej. Są one za to znacznie lepiej przygotowane i mają dobrze przemyślany model biznesowy. Często z propozycjami przychodzą te same osoby, które trafiały do nas kilka lat temu, tyle że mają one już znacznie większe doświadczenie" - mówi Piotr Pajewski, członek zarządu bmp Polska. Ubiegający się o inwestycje mają dziś większą wiedzę. Na gorzkiej lekcji czasów bańki internetowej skorzystali także przedsiębiorcy z innych branż. "Dziś nawet gdy przychodzi do nas spółka z ambicjami odniesienia sukcesu w biotechnologii, to zwykle ma dobry plan i strategię" - twierdzi Andrzej Jasieniecki z MCI Management.

Minęła moda na IT

Koniec z punktami za pochodzenie

Piotr Pajewski

Jako że minęła moda na IT, właściciele firm teleinformatycznych nie mają co liczyć na "punkty za pochodzenie". W czasach boomu niejeden z zarządzających funduszami, zwłaszcza tych notowanych na giełdzie, bądź tych, których jednostki należą do zamkniętej grupy inwestorów (private equity), musiał tłumaczyć się przed analitykami bądź udziałowcami z braku spółek "nowej technologii" w portfolio. Kierując się taką logiką, fundusze dokonywały często inwestycji o charakterze symbolicznym w informatykę, bardziej z myślą o relacjach inwestorskich i public relations, niż o wynikach analizy fundamentalnej.

Te czasy minęły, choć nowoczesne technologie nadal stanowią jeden z głównych obszarów zainteresowań funduszy. Dziś termin high-tech oznacza już jednak coś innego. Kryją się pod nim dostawcy rozwiązań mobilnych, treści i platform dla telewizji internetowej i cyfrowej, czy rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa. Stają się one - jak zauważają dziennikarze w przedostatnim numerze miesięcznika Wired ("Fear Inc.") - jednym z atrakcyjniejszych segmentów rynku, działającym na inwestorów tak, jak słówko Internet w czasach hossy. Rację mają ci, którzy podkreślają, że i tak podstawą tych wszystkich rozwiązań są technologie informatyczne. Ich rola nie jest już jednak tak eksponowana, co wpływa na priorytety inwestycyjne funduszy. Zarządzający funduszami są dziś raczej pytani o inwestycje w sektor biotechnologiczny albo o to, jaki procent portfolio stanowią aktywa z rynków rumuńskiego i bułgarskiego.

Rozmiar rozleniwia

Żeby odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak się dzieje, warto spojrzeć na polski rynek informatyczny oczami inwestorów finansowych. Jak piszą autorzy informatora "Fundusze Venture Capital w Polsce" wydanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w 2002 r., podczas analizy szczegółowej wniosku inwestycyjnego brane pod uwagę są trzy czynniki - przedsiębiorca i menedżerowie, produkt oraz rynek. Zostawmy na boku produkt, który zawsze jest kwestią indywidualnych rozstrzygnięć, i przyjrzyjmy się dwóm pozostałym, zaczynając od tego mniej ważnego - realiów rynkowych.

Zgodnie z danymi raportu Computerworld TOP 200, rynek IT rozwijał się w ostatnich latach w tempie 20% rocznie. Wszystkie sygnały z rynku wskazują, że mijające 12 miesięcy także nie były gorsze. Dla funduszy wysokiego ryzyka, dla którego atrakcyjna stopa zwrotu z inwestycji to 30-35% rocznie (oczywiście w perspektywie cyklu inwestycyjnego 5, 7 lat), to zbyt mało. W związku z tym na rynku IT atrakcyjne są już tylko nisze. "I to potwierdzone nisze. Nie ma już chętnych do inwestycji w czyste start-upy, które nie mogą wykazać się konsekwentnie rosnącymi przychodami" - podkreśla Andrzej Jasieniecki z MCI Management.

Wyższe tempo wzrostu można by zapewne osiągnąć, konsekwentnie rozwijając działalność na rynkach międzynarodowych. "Niewiele polskich firm ma jednak taką strategię. Cicho nawet o tych kilku spółkach, które 2, 3 lata temu zaistniały na rynkach zagranicznych" - zauważa Rafał Bator, wiceprezes Enterprise Investors. "Przedsiębiorcy działający na mniejszych rynkach, takich jak czeski czy rumuński, chcąc osiągnąć sukces, muszą od razu brać pod uwagę rynki międzynarodowe. Nasz rynek poprzez swoje rozmiary nieco rozleniwia. Wiadomo, że można żyć dostatnio, sprzedając tylko w jego obrębie" - dodaje.


TOP 200