Komu bliżej do E-świata?

Czy globalne społeczeństwo informacyjne będzie sumą społeczeństw narodowych, regionalnych, lokalnych czy nową jakością? Czy w tych rozważaniach w wystarczającym stopniu uwzględniamy taki czynnik, jak kultura?

Czy globalne społeczeństwo informacyjne będzie sumą społeczeństw narodowych, regionalnych, lokalnych czy nową jakością? Czy w tych rozważaniach w wystarczającym stopniu uwzględniamy taki czynnik, jak kultura?

W maju br. Ministerstwo Łączności przygotowało "ePolskę" - roboczą wersję strategii rozwoju społeczeństwa informacyjnego w najbliższej pięciolatce. Rzut oka na ten dokument pokazuje, że strategia wpisuje się w europejską wizję "eEurope", przyjętą w ub.r. w Portugalii. Dla europejskiego i polskiego programu charakterystyczne jest to, że społeczeństwo informacyjne jest traktowane jako projekt do zrealizowania. Program stawia na aktywny udział polityki w jego realizacji. Amerykanie przed kilku laty także ogłosili plan budowy Narodowej Infrastruktury Informacyjnej, ale jego wypełnienie wolą powie-rzyć procesom spontanicznym, przede wszystkim siłom rynku. Na tym rynku w pełni manifestują się siły kreacji i destrukcji, które opisał przed laty Joseph Schumpeter w swej diagnozie natury kapitalizmu.

Niewidzialny parametr: kultura informacyjna

Unia Europejska wcześniej czy później doścignie Amerykę i Japonię (gdzie notabene już w latach 80. zaczęto wdrażać plan informatyzacji Kraju Kwitnącej Wiśni autorstwa Jonei Masudy) w standardach społeczeństwa informacyjnego. Ale czy taką samą szansę ma reszta świata? Zdania są podzielone. Infrastruktura (tele)komunikacyjna może nie wystarczyć, liczy się także tak niewymierny parametr, jak kultura. To właśnie za przyczyną kultury w kręgu śródziemnomorskim bary McDonaldsa nie cieszą się tak wielkim powodzeniem jak gdzie indziej, bo tutaj ludzie lubią celebrować jedzenie. Wolą slow food. Francja zapewne obroni się przed modą na szybkie jedzenie, nie będą wszak się spieszyć powolne ze swej natury ślimaki.

Mówiąc trochę poważniej, czynnik kulturowy ma niebagatelne znaczenie w spowolnieniu albo przyspieszeniu rozwoju społeczeństwa informacyj- nego. Czy to przypadek, że Francja czy inne kraje tego kręgu kulturowego mają mniejszy wskaźnik internautów na 100 mieszkańców niż kraje nordyckie? A przecież poziom cywilizacyjny Francji czy Włoch nie odbiega od standardów krajów skandynawskich. Coś na tym waży. Antropologowie dzielą spo- łeczeństwa na high i low contact level society. Otóż, te pierwsze nadal wolą bezpośrednią komunikację "twarzą w twarz" niż przez pośrednika, sieciowy komputer. Ruth Benedict podzieliła kiedyś kultury na apollińskie - powściągliwości i umiaru, oraz dionizyjskie - zabawy i spontaniczności. Można z pewnym uproszczeniem powiedzieć, że "ludzie apollińscy" chętniej uciekają się do komunikacji zmediatyzowanej.

Kultury zawsze wpływały na sposób użycia narzędzi i tak jest także w przypadku komputera i sieci. Z tym wszakże zastrzeżeniem, że sieć nie jest tylko narzędziem, jest także bowiem środowiskiem społecznym. Ciągle jednak jest jeszcze za mało badań na ten temat.

Liczy się także młodość kultury. Tu ujawnia się różnica spojrzenia Amerykanów i Europejczyków. Amerykanie są bardziej optymistyczni. Wierzą w to, że uda się stworzyć paralelny do rzeczywistego cybersystem społeczny, polityczny i kulturowy. Europejczycy są bardziej sceptyczni, obawiają się o erozję tradycji demokratycznych i kultury humanistycznej. Tu właśnie ujawnia się rola czynnika kulturowego: młode historycznie społeczeństwo amerykańskie wykazuje się większą neofilią (chęcią przyswajania nowości) i zdolnością do transgresji. Stare kulturowo społeczeństwa europejskie są bardziej podatne na neofobię. To widać np. na uniwersytetach, w Europie przetrwał zwyczaj rozmawiania na korytarzach i w ten sposób przekazywania informacji. W Ameryce od razu po przyjściu do pracy siada się do "e-mailboxu" i czerpie informacje o planie dnia.

Działa tu hipoteza opóźnienia kulturowego, sformułowana przez Williama Ogburna. Zgodnie z nią, jeśli zachodzi zmiana w narzędziowej części kultury, to zmiany w pozostałych obszarach następują z opóźnieniem. Od skali tego opóźnienia zależy to, czy niektóre społeczeństwa znajdą się w czołówce, a inne w ogonie, że gdzieś szybciej wytwarzana jest kultura adaptacyjna nowych narzędzi. To aksjomat, że powodzenie projektu społeczeństwa informacyjnego w decydującym stopniu będzie zależeć od wytworzenia kultury, w której może ono funkcjonować.

Jeśli jakieś narzędzie jest konieczne do przetrwania, to dyfuzja innowacji wcześniej czy później wyrównuje dysproporcje. Sprawia to, że żadna kultura nie odrzuca Internetu, ponieważ już wszędzie jest on niezbędny. Ale zawsze ktoś przoduje, bo pojawiają się innowacje. Dla wielu społeczności jest to pogoń za horyzontem. Pozostaje mieć nadzieję, że nie spotka to również nas.


TOP 200