Komputerowcy też ludzie

Istnych, pozbawionych uczuć potworów uczyniła Małgorzata Czartoszewska z Życia Warszawy z osób posługujących się na co dzień komputerem. W artykule "Posłuszny niewolnik" autorka pisze:"Po dłuższej pracy z komputerem zanika wrażliwość na przeżycia innych ludzi, pojawia się uczucie wszechmocy, zanika pokora. Gdy nie ma kontaktu z komputerem, pojawia się przygnębienie i niewiara w siebie. Zanika cnota pracowitości i chęć pokonywania trudności życiowych, utrwala się obojętność na złe czyny. W logice komputerowej nie ma bowiem miejsca na oceny moralne podejmowanych decyzji.Rządzi nimi skuteczność."

Istnych, pozbawionych uczuć potworów uczyniła Małgorzata Czartoszewska z Życia Warszawy z osób posługujących się na co dzień komputerem. W artykule "Posłuszny niewolnik" autorka pisze:"Po dłuższej pracy z komputerem zanika wrażliwość na przeżycia innych ludzi, pojawia się uczucie wszechmocy, zanika pokora. Gdy nie ma kontaktu z komputerem, pojawia się przygnębienie i niewiara w siebie. Zanika cnota pracowitości i chęć pokonywania trudności życiowych, utrwala się obojętność na złe czyny. W logice komputerowej nie ma bowiem miejsca na oceny moralne podejmowanych decyzji.Rządzi nimi skuteczność."

Trzeba przyznać, że mocno powiedziane.

W naszym odczuciu jednak ta generalizacja, podobnie jak każda inna, tylko częściowo znajduje odzwierciedlenie w praktyce. Fascynacja jakimkolwiek martwym przedmiotem, a takim mimo wszystkie osiągnięcia, nawet z zakresu sztucznej inteligencji, jest nadal komputer, może oczywiście prowadzić do zaniku uczuć wyższych i wrażliwości na bliźnich. Jest to jednak wynik pewnych cech osobowościowych. Podobnie zachowują się często fanatyczni użytkownicy samochodów, ludzie zafascynowani technikami wideo, nie mówiąc o wszelkiego rodzaju graczach w ruletkę, "jednorękiego bandytę", czy w koniki.

To co w informatyce jest jednak specyficzne, polega głównie na odkrywaniu coraz to nowych możliwości oraz na tym, że komputer istotnie może stać się partnerem samosprawdzającym nasze umiejętości. Czy rzeczywiście nawet najbardziej pozytywne wyniki dialogu ze sprzętem, szybkie opanowywanie nowych programów, a dalej idąc, pisanie własnych i wreszcie hackerstwo, czyni z człowieka postać wyizolowaną ze społeczeństwa, przekonaną o własnej wyższości, zwłaszcza w stosunku do tych, dla których komputer pozostaje czarną magią?

Wydaje się, że takie niebezpieczeństwo istnieje. Nie ulega bowiem wątpliwości, że sposób, w jaki rozwijała się informatyka w naszym kraju, doprowadził do pewnej hermetyczności i elitarności władających narzędziem zwanym komputer. Ten stan rzeczy zmienić może jedynie upowszechnienie wcale nie tak skomplikowanej informatycznej wiedzy.

Jest jednak rzeczą charakterystyczną, że owe wymienione cechy spotykamy na ogół u ludzi o bardzo powierzchownej wiedzy informatycznej, którzy w ten sposób próbują podbudować swoje dobre samopoczucie, traktując tych, którzy o komputerach naprawdę nic nie wiedzą, ze swoistą pogardą.

Z reguły natomiast ci, których można nazwać mistrzami techniki komputerowej, podobnie jak wszyscy ludzie mający autentyczną świadomość swej wartości, tego typu metod łagodzenia dysonansu poznawczego nie potrzebują i nie stosują.

Być może autorka celowo wyostrzyła problem, prowokując do reakcji w postaci świętego oburzenia. Reakcja taka byłaby potwierdzeniem jej tezy.

Dlatego też jednak warto - i to jest niewątpliwie cenne w jej artykule - zastanowić się czasem na ile znajomość komputerowego świata stanowi o sposobie naszych zachowań w stosunku do bliźnich i na ile jest uzasadnioną miarą naszej samooceny. Jedna zasada powinna bowiem obowiązywać nas zawsze. Pamięć o tym, że nie komputerowiec też człowiek, taki sam, a być może nawet bardziej wartościowy.


TOP 200