Kolejny zawał RUM-u

Ten rok zaczął się dla projektu Rejestru Usług Medycznych od ''ostrego stanu przedzawałowego''. Pacjent już od jesieni 2004 r. czuł się źle. Prawdziwy kryzys przyszedł jednak w styczniu br., kiedy Marek Balicki, ówczesny minister zdrowia, podjął decyzję o wycofaniu projektu RUM z listy przedsięwzięć realizowanych w ramach offsetu.

Ten rok zaczął się dla projektu Rejestru Usług Medycznych od ''ostrego stanu przedzawałowego''. Pacjent już od jesieni 2004 r. czuł się źle. Prawdziwy kryzys przyszedł jednak w styczniu br., kiedy Marek Balicki, ówczesny minister zdrowia, podjął decyzję o wycofaniu projektu RUM z listy przedsięwzięć realizowanych w ramach offsetu.

"To jedyny z projektów zapisanych w offsecie, który nie przysparza interesowi publicznemu widocznych korzyści. Co więcej, forma jego realizacji ma charakter zobowiązania, pokrywanego z publicznych środków. Póki jestem ministrem, nie przyłożę ręki do takiego marnotrawienia środków" - przekonywał Marek Balicki, kwestionując tym samym wyliczenia specjalistów z własnego resortu, którzy ocenili oszczędności z tytułu wprowadzenia RUM na 2-3 mld zł rocznie z ponad 30 mld zł wydatkowanych co roku na służbę zdrowia.

Zdjęcie projektu RUM z listy projektów offsetowych miało - w zamyśle resortu zdrowia - ochronić niedopracowany projekt przed blamażem. Przy okazji prawdopodobnie pozbawiło go jednak niezbędnego napędu, który gwarantowałby stałe zainteresowanie mediów i presję na realizację kolejnych etapów.

Rozwój rejestru usług medycznych - nazywanego teraz eRUM - wziął na siebie Narodowy Fundusz Zdrowia. Jerzy Miller, prezes funduszu, na konferencji prasowej anonsującej wprowadzenie Europejskich Kart Ubezpieczenia Zdrowotnego mówił dziennikarzom dokładnie to, co chcieli usłyszeć. Wspominał, że RUM będzie systemem możliwie otwartym, który korzystać będzie z dotychczasowych doświadczeń w zakresie rejestracji usług medycznych, m.in. Śląskiej Kasy Chorych. Za jego wdrożenie odpowiadał ówczesny szef tej kasy - Andrzej Sośnierz.

Prace nad projektem eRUM ugrzęzły jednak opóźniane przez konieczność rozstrzygnięć co do zakresu kompetencji Narodowego Funduszu Zdrowia, Ministerstwa Zdrowia i podległego mu Centrum Systemów Informacyjnych w Ochronie Zdrowia. W połowie 2005 r. koncepcja systemu została przedłożona Jerzemu Hausnerowi, ówczesnemu wicepremierowi i ministrowi gospodarki i pracy; Michałowi Kleiberowi, ministrowi nauki i informatyzacji oraz Markowi Balickiemu. Potem jednak dalszy rozwój przysłonił konflikt Marka Balickiego z Jerzym Millerem, a następnie wybory parlamentarne.

Dziś o projekcie Rejestru Usług Medycznych wiemy jeszcze mniej niż na początku roku. Nie wiemy także, jaki kształt przybierze system ochrony zdrowia w najbliższych latach. Znowu czeka nas kolejny "stan przedzawałowy"?


TOP 200