Kolejność alfabetyczna

Tak to się porobiło w biznesie, że jak komuś coś kiedyś nie całkiem wyszło, to zostaje z tego uraz i później, przy jakiejś kolejnej okazji, nawet rokującej krociowe korzyści, obchodzi się tę działkę z daleka i z obawą. Poza tym, takie wejścia kosztują co nieco i gdy się raz straci, to nikt nie ma ochoty jeszcze raz wydawać pieniędzy na wątpliwe przedsięwzięcie.

I nie tylko o ryzyko porażki tu chodzi, bo za nią, w takim przypadku, poszedłby jeszcze zarzut niewyciągania wniosków z własnej przeszłości. Zawsze też jednak znajdują się nieliczni tacy, co się tego wszystkiego i tak nie boją.

Ponad dwadzieścia lat temu Nokia, jak wtedy wielu innych, inwestowała na prawo i lewo, i obok urządzeń telekomunikacyjnych produkowała także komputery osobiste oraz terminale komputerowe. Finowie też, w tym samym czasie, oferowali jeden z pierwszych programów do automatyzacji prac biurowych, o nazwie OfficePower.

Celowo napisałem "jeden z pierwszych", bo pierwsze w ogóle było LEO, czyli Lyons Electronic Office z roku 1953. Powstało ono w wyniku desperackiego posunięcia firmy Lyons (tak, tak - tej od herbaty!), która, nie mogąc się dogadać z ówczesnymi twórcami oprogramowania (jak niewiele pod tym względem się zmieniło...), postanowiła zrobić wszystko samemu i tak właśnie powstało LEO. Było ono tak udane, że stosowano je jeszcze pod koniec lat 70-tych.

Wracając do Finów i Nokii - na początku lat 90-tych Finlandia miała kłopoty gospodarcze (m.in. echo utraty pewnych, nie wymagających specjalnych starań rynków w ZSRR), co dotknęło jakoś i Nokię, zmuszając ją do ograniczenia zakresu działania i sprzedaży części informatycznej. W efekcie, terminale, komputery i oprogramowanie trafiły do brytyjskiego ICL-a, a potem, wraz z nim całym, do Fujitsu.

W międzyczasie zmieniano nazwę OfficePower, najpierw bodaj na TeamOffice, eksponując cechę zespołowości, a potem - próbując, jak inni, podpiąć się pod wysoką falę powodzenia novellowskiego NetWare - na TeamWare. Jakie były dalsze losy tego udanego i pionierskiego w swej dziedzinie oprogramowania nie wiem, bo znikło ono jakoś u nas wraz z ICL-em..

Również ponad 20 lat temu w najlepsze trwały zmagania "mainframe przeciw reszcie świata" (czyli przeciw różnym x86om, Sparcom, Powerom, RISCom i innym takim). Próbując przy różnych okazjach godzić oba zwaśnione światy, odwoływałem się do przykładu muzyki typu fusion, która powstała z mieszanki jazzu i rocka (kolejność alfabetyczna!). Gatunków, których zwolennicy przez długie lata odsądzali się od wszelkiej czci i szacunku, uzasadniając na tysiąc sposobów, sobie i światu, wyższość tego nad tamtym. Dziś spory o to, czy lepsza jest wielka ciężarówka, czy dziesięć samochodów dostawczych (ortodoksi obu stron - proszę się nie czepiać, przesadzam celowo!), zdaje się już całkiem wygasły, chociaż tu czy tam pojawiają się jeszcze czasem jakieś ogniki. Ale samo ognisko sporu ledwo, ledwo się żarzy, bo skoro blisko 20% całej, światowej mocy obliczeniowej mainframów napędza dziś różne Linuksy, to nie bardzo nawet jest co do tego ognia dorzucać...

Ten sam proces zbliżania się - o dziwo, całkowicie pokojowego - daje się obserwować między komputerami a telefonami komórkowymi (na wszelki wypadek - kolejność znowu alfabetyczna). Te pierwsze dość gwałtownie maleją, te drugie - potrafią coraz więcej.

I na to zapewne liczy Nokia, nie zrażając się przeszłymi niepowodzeniami i ponownie próbując wejść do gry z komputerami, tym razem jednak typu netbook. Życzę im jak najlepiej, ale dla mnie ten rozmiar, to ani dla oka, ani do ucha (kolejność i tu alfabetyczna). A może to jest tak, że to tylko ja już trochę i niedowidzę, i niedosłyszę?