Kochać albo nienawidzić

Szybka ekspansja Microsoftu na rynku korporacyjnym przynosi rezultaty w postaci rosnących udziałów rynkowych, ale jednocześnie przysparza firmie wrogów.

Szybka ekspansja Microsoftu na rynku korporacyjnym przynosi rezultaty w postaci rosnących udziałów rynkowych, ale jednocześnie przysparza firmie wrogów.

Między polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych a strategią rynkową Microsoftu, wszak to amerykańska firma, można dopatrzyć się analogii. Podobieństwa ujawniają się zwłaszcza w sposobie postrzegania obu mocarstw. Dla jednych USA są gwarantem światowego bezpieczeństwa, dla innych przeciwnie - nowym imperium zła. Zwolennicy wskażą na Microsoft jako na ostoję ładu w korporacyjnych systemach informatycznych, lecz zagorzali przeciwnicy wytkną błędy Windows i zarzucą ignorancję Billowi Gatesowi, który zgładza kolejnych rywali. Kiedy Microsoft ogłasza plany wejścia na nowy rynek - aplikacji biznesowych, oprogramowania dla telefonów komórkowych, serwerów baz danych czy konsoli gier - wydarzeniom tym towarzyszy pomruk protestów, jak gdyby znowu piechota Marines miała interweniować poza swoim kontynentem. Oba mocarstwa mają czułe punkty i tu także nietrudno o analogię. Kiedy prezydent USA wypowiada wojnę terroryzmowi, mówi o groźnym, ale niespersonifikowanym wrogu. W podobnej sytuacji znalazł się , który musi odeprzeć opór ze strony Linuxa, rywala innego niż ci, z którymi przychodziło się potykać do tej pory.

Dobra cena

Sukcesy Microsoftu na rynku korporacyjnym muszą budzić gorycz wśród konkurentów. Część z nich starcie z gigantem przypłaciła zniknięciem z rynku. Dla tych, którzy mieli więcej szczęścia, skończyło się tylko poważną kontuzją. Pierwsze z brzegu przykłady to WordPerfect, Novell, Netscape - gdziekolwiek Microsoft się pojawia, dotychczasowi liderzy powinni zacząć rozglądać się za nowym zajęciem.

Utarło się mówić, że pierwszą bronią, którą Microsoft wyciąga, jest cennik. Całkiem zapomniany już WordPerfect musiał ustąpić, gdy Microsoft zaproponował klientom pakiet aplikacji biurowych Office w cenie zbliżonej do edytora tekstu. Aby utorować drogę swojemu LAN Managerowi, protoplaście Windows NT, Microsoft rozpoczął wojnę cenową z Novellem. Przykład Netscape'a jest najbardziej wymowny. Firma uważana za pioniera sieci Web stworzyła pierwszą... i - jak się niedługo później okazało - ostatnią przeglądarkę internetową, za której używanie trzeba było płacić. Microsoft rozdawał swojego Internet Explorera bez opłat licencyjnych, czym w niespełna dwa lata podciął skrzydła konkurentowi. Microsoft tłumaczy, że była to reakcja obronna przed zakusami Netscape'a, który zapowiadał, iż wyrzuci Windows z komputerów osobistych i zastąpi je przeglądarką uniwersalną. Jak jednak wytłumaczyć fakt, że Microsoft nie pobierał również opłat za serwery Web, które stanowiły główne źródło utrzymania Netscape'a? W gorącym okresie rywalizacji z Netscape'em Microsoft włączył swój serwer internetowy IIS do Windows NT, oferując go w cenie systemu operacyjnego.

Microsoft odpiera zarzuty o zaniżanie cen i finansowanie zakrojonej na długie lata kampanii na rynku korporacyjnym z zysków, jakie przynosi sprzedaż systemów operacyjnych i aplikacji dla komputerów osobistych. W ostatnim kwartale przychody grupy sprzedającej oprogramowanie dla serwerów wynosiły 1,6 mld USD, a zysk ok. 420 mln USD. Liczby wyglądają imponująco, ale tylko jeśli zaraz nie spojrzy się na zyski z oprogramowania desktop. Grupa zajmująca się Windows zarobiła w ciągu kwartału prawie 2 mld USD przy przychodach 2,5 mld USD. Prawie takie same proporcje przychodów do zysków osiągnął dział zajmujący się Office. "Nie uważam, żeby na rynku serwerów kiedykolwiek było możliwe uzyskanie takiej rentowności, jak w przypadku rynku aplikacji i systemów dla stacji roboczych" - mówi Michał Jaworski, dyrektor handlowy Microsoftu, odpowiedzialny za sprzedaż dla przedsiębiorstw. Wynika to z dłuższego cyklu sprzedaży i konieczności znacznie większego zaangażowania w obsługę tego procesu.

Ceny nie są jedynym argumentem Microsoftu, co dobrze widać na przykładzie bazy Server. Produkt historycznie wywodzący się z bazy Sybase dość szybko stał się najpopularniejszą bazą danych dla Windows, dystansując Oracle'a i Informixa. SQL Server jest znacznie tańszy i pochlebne opinie zbiera za funkcjonalność. Zbudowany niemal od podstaw serwer SQL 7 i jego następca SQL 2000 uchodzą za najlepsze produkty Microsoftu na rynku korporacyjnym. Platforma ta regularnie wygrywa niezależne testy wydajności. SQL Server jest prosty w zarządzaniu i łatwo z jego wykorzystaniem można tworzyć aplikacje. Na przestrzeni ostatnich lat Microsoft wzbogacił SQL Server w wiele mechanizmów - do analizy danych, obsługę XML czy łatwą w konfiguracji replikację zdalnych baz. Wprowadzenie MSDE (darmowego motoru bazodanowego) praktycznie wyeliminowało Sybase Anywhere - bazę dotychczas często wykorzystywaną jako "osadzony" motor w danej aplikacji.


TOP 200