Klub czy organizacja lobbingowa

W rozumieniu ustawy działalnością lobbingową jest każde działanie dozwolone prawnie dotyczące m.in. stanowienia prawa, kształtowania polityki państwa na szczeblu centralnym i lokalnym czy też przyznawania przez organy władzy publicznej w formie np. koncesji, zezwoleń, licencji, ulg i umorzeń. "Tak, jesteśmy lobbystami" - dobitnie podkreśla Wacław Iszkowski. "Co za tym idzie, musimy zmodyfikować naszą działalność, gdy wejdzie w życie ustawa lobbingowa" - dodaje. Podczas marcowego Walnego Zgromadzenia Izby prezes Iszkowski postawił kilka znaczących pytań. Jak przygotować się do przyszłego działania w warunkach obowiązywania tej ustawy? Czy Izba powinna zarejestrować się i występować jako lobbysta, czy lepiej utworzyć firmę lobbystyczną? A może wpisać się do Krajowej Izby Gospodarczej, łącząc się z Krajową Izbą Gospodarczą Elektroniki i Telekomunikacji (KIGEiT) lub przenieść się do Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych (PKPP)?

Tyle że w pierwszym przypadku trzeba mieć kogoś, kto w imieniu Izby będzie rzetelnie reprezentował jej członków. Prace nad nowelizacją ustawy Prawo telekomunikacyjne ujawniły konflikt interesów wśród firm telekomunikacyjnych należących do Izby. Atmosfera będzie jeszcze bardziej napięta, gdy pod obrady najpierw rządu, potem zaś Sejmu, trafi projekt całkowicie nowej Ustawy telekomunikacyjnej zgodnej z nowymi dyrektywami Unii Europejskiej. Być może jedynym sposobem na pogodzenie interesów będzie wynajęcie zawodowych lobbystów. Ale taką decyzję musi poprzedzić dyskusja w PIIiT. Nie byłoby nic zaskakującego w tym, gdyby sprawa np. konwersji opłat za licencje UMTS na inwestycje doprowadziła do opuszczenia szeregów Izby przez operatorów komórkowych. Będą działać w konkurencyjnej Izbie - KIGEiT - której zresztą są już członkami.

Natomiast fuzje, nad którymi zastanawia się prezes Iszkowski, mogą nie dojść do skutku, jeśli dojdą do głosu różnego rodzaju ambicje i waśnie osobiste. Izbie nie udało się nawiązać poprawnych stosunków z PKPP, w której aktywnie udziela się Tomasz Sielicki, prezes ComputerLandu. W sprawozdaniu PIIiT czytamy, że "w ramach Konfederacji Pracodawców Prywatnych działa Związek Pracodawców Prywatnych Informatyki i Telekomunikacji (ZPPIiT), do którego należy obecnie 10 firm. W lipcu 2002 r. związek ten powołał na swojego przewodniczącego Wacława Iszkowskiego, prezesa PIIiT. To powiązanie personalne nie spełniło zamierzonego celu skoordynowania działań środowiska w kierunku polepszenia warunków działalności gospodarczej i funkcjonowania rynku teleinformatycznego w Polsce. W związku z tym w grudniu 2002 r. prezes Izby zrezygnował z tej funkcji w ZPPIiT. Niestety Konfederacja Pracodawców Prywatnych, pomijając swój związek, zajmowała i zajmuje się sama sprawami teleinformatycznymi".

Biuro w Brukseli

Składki w PIIiT

Składki w PIIiT

Chociaż lobbing w Sejmie Rzeczypospolitej prowadzony przez Izbę ma charakter pospolitego ruszenia, z różnym skutkiem, często wszakże korzystnym dla branży, w taki sposób nie możne być prowadzony na forum unijnym. Każda szanująca się organizacja, a nawet większa firma, stara się wynająć lobbystów w Brukseli lub wręcz otworzyć tam swoje biuro.

Skoro większość obecnych regulacji dotyczy rynku telekomunikacyjnego, a w planach jest również utworzenie Agencji Bezpieczeństwa zajmującego się bezpieczeństwem teleinformatycznym, co wymusi powstanie nowych dyrektyw, wydaje się konieczne stworzenie przedstawicielstwa PIIiT w Brukseli.

Jednakże Izba nie ma na to pieniędzy. Jej sytuacja finansowa - jak wynika ze sprawozdania Rady za lata 2001-2002 - jest w miarę stabilna, ale składki 180 firm, w tym ponad połowa pochodzi z tzw. małych i średnich przedsiębiorstw, nie wystarczą na utrzymanie lobbystów w Brukseli. Firmy - oprócz ComArchu, który takie biuro utrzymuje z własnej kieszeni - nie widzą w tym jeszcze korzyści. Wszelkie decyzje o zmianie wysokości składek członkowskich musi podejmować Walne Zgromadzenie PIIiT. Najbliższe odbędzie się dopiero za rok i nic na to nie wskazuje, że członkowie Izby cokolwiek zmienią.

Członkostwo zobowiązuje

Branża teleinformatyczna powinna wziąć przykład ze Związku Banków Polskich, gdzie przynależność banków do tej organizacji jest w dobrym tonie, można nawet powiedzieć, że jest wręcz niezbędna. Oczywiste jest, że na Walnym Zgromadzeniu występują prezesi banków, którzy nie uchylają się od pełnienia funkcji w ZWB. Natomiast w pracach PIIiT bardzo rzadko udzielają się prezesi największych firm teleinformatycznych. Oczywiście argumentują to brakiem czasu i licznymi obowiązkami, innymi niż działalność na rzecz branży, ale można odnieść wrażenie, że po prostu bardziej są w cenie osobiste "dojścia" do parlamentarzystów, urzędników czy ministrów (o premierze czy prezydencie nie wspominając), niźli grupowe działania.

Ogólnie nie widać chęci członków do angażowania się w prace Izby. Przykładowo, Polskie Towarzystwo Informatyczne musiało w ubiegłym roku zmienić swój statut, aby umożliwić wybranie na trzecią kadencję prof. Zbigniewa Szyjewskiego. Taka sytuacja ma również miejsce w Izbie, której nieprzerwanie od 10 lat, od chwili powstania, prezesuje Wacław Iszkowski. Jak jednak sam zauważa, w ciągu tych lat we władzach PIIiT było łącznie ok. 80 osób reprezentujących różne podmioty gospodarcze.

Coraz częściej pojawia się opinia, że Izba nazbyt ulega dużym zagranicznym przedsiębiorcom. Może powinna skupić się wyłącznie na ochronie interesów polskiego kapitału i rodzimej myśli technicznej?

Na tym tle bardzo kusząco przedstawia się wizja samorządu gospodarczego, jaką prezentuje Andrzej Arendarski, prezes KIG i Tel-Energo. Jego zdaniem wszystkie ważne decyzje gospodarcze powinny być podejmowane po konsultacji z samorządem. Samorząd musi mieć charakter publiczny, powszechny i apolityczny, bronić respektowania kodeksu etycznego w gospodarce i reprezentować interesy wszystkich przedsiębiorców. To ma być partner do rozmów z rządem i administracją państwową, ale również współtwórca pozytywnych zjawisk gospodarczych i współautor inicjatyw ustawodawczych. Miejmy nadzieję, że w takim kierunku pójdzie PIIiT.