Kino na życzenie

W toczącej się od lat dyskusji na temat stosowania technologii Video on Demand do tej pory dominowały akcenty "ideologiczne". Dopiero teraz, gdy w dziedzinie tej zaczęto przechodzić od teorii do praktyki, można przystąpić do porównywania konkretnych rozwiązań technicznych.

W toczącej się od lat dyskusji na temat stosowania technologii Video on Demand do tej pory dominowały akcenty "ideologiczne". Dopiero teraz, gdy w dziedzinie tej zaczęto przechodzić od teorii do praktyki, można przystąpić do porównywania konkretnych rozwiązań technicznych.

Z początkiem 2001 r. firma CinemaNow rozpoczęła odpłatną transmisję filmów na żądanie w Internecie. Podobną usługę oferuje od listopada 2002 r. serwis Movielink, za którym stoi pięć głównych "fabryk snów" Hollywoodu.

Kilkusetpozycyjny zestaw filmowy jest sukcesywnie rozszerzany, w miarę pojawiania się kolejnych tytułów w wersji DVD (z półtoramiesięcznym opóźnieniem). Typowy plik filmowy ma objętość pół gigabajta. Jak łatwo policzyć, jego pobranie w ciągu godziny wymaga zawrotnej dla przeciętnego internauty przepustowości rzędu 10 Mb/s.

Film ten może być uruchomiony wyłącznie na komputerze, na którym został pobrany. Można go obejrzeć wielokrotnie w ciągu doby. Użytkownik może to zrobić w ciągu miesiąca od chwili pobrania. Dokonywanie płatności za projekcje na żądanie z technologicznego punktu widzenia jest rzeczą drugorzędną i może odbywać się zarówno w trybie abonamentowym, jak i jednostkowym (pay per view), po potwierdzeniu zamówienia połączonego z rozkodowaniem filmu.

Twórcy legalnej alternatywy dla popularnych metod kopiowania plików wideo, naruszających prawa własności przy nie kontrolowanych transmisjach filmowych w Internecie, stają przed trudnym dylematem. Odbiorca pirackiej kopii filmu macha ręką na jakościowe niedociągnięcia materiału uzyskanego za darmo, ale gdy zostanie poproszony do kasy, żąda towaru bez zarzutu - zresztą zupełnie zasadnie. Zatem tylko technologie oferujące doskonałą jakość mogą stanowić alternatywę dla rozwiązań pirackich.

W świecie kodeków

Wielkie dni przeżywa obecnie oprogramowanie kompresji danych graficznych. W rozważanym obszarze mówi się tu o kodekach (codec). Termin ma podwójne znaczenie i określa zarówno sprzęt, jak i oprogramowanie zdolne do cyfrowo-analogowych konwersji danych względnie ich kompresji, co odpowiada źródłowym pojęciom coder/decoder lub compression/decompression.

Świat kodeków można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich to obszar panowania MPEG (Moving Pictures Expert Group). Gremium ekspertów, tworzących grupę MPEG, dąży do popularyzacji otwartych standardów przetwarzania filmu. Z drugiej strony mamy do czynienia z de facto zamkniętymi standardami lansowanymi m.in. przez Apple, Microsoft czy RealNetworks.

Teoretycznie programy tej wielkiej trójki mają współpracować z oprogramowaniem konkurencji (różne systemy operacyjne), w praktyce jednak szczegóły rozwiązań utrzymywane są w tajemnicy. Sama końcówka nazwy pliku (suffix) nie informuje w pełni o skojarzonym z nim programie. Pliki typu .wmv, .avi czy .asf to w gruncie rzeczy "skrzynie" wypełnione różnorodnie formatowanymi informacjami. Rekordzistą jest tu chyba QuickTime, który pod rozszerzeniem .mov ukrywa ponad dwie dziesiątki (!) różnych podtypów danych. W dodatku nikt nie broni posługiwania się identycznym sufiksem dla różnych formatów plików. Miłośnik filmów z komputera musi więc stawiać czoła problemowi niezgodności dostępnych technologii.

Oczywiście teoretycznym optimum byłoby upowszechnienie się norm proponowanych przez organizacje typu MPEG. Działania tego gremium jednak przypominają często walkę z wiatrakami, tutaj akurat występujących pod postacią informatycznych gigantów, których zasoby pozwalają im na tworzenie nieformalnych standardów de facto. W tej dziedzinie często mamy do czynienia z parafrazą kopernikańskiego prawa: gorsza technika wypiera lepszą. Tak było z magnetowidowym standardem VHS, który nie dał szans Beta2000. Czy podobny los czeka VoD (Video on Demand)?

Kolejność numerów

Pierwszym multimedialnym standardem grupy MPEG była słynna norma ISO-IEC 11172, znana później jako MPEG-1. Standard zakładał odtwarzanie sekwencji wideo za pośrednictwem czytnika CD o prędkości podstawowej (1x), co odpowiada parametrom akustycznym ludzkiego ucha (ok. 150 Kb/s) - przyjęto tu wartość 1,5 Mb/s. Z kolei jako podstawowy optyczny parametr jakościowy przyjęto format SIF (Source Input Format), co dawało rozdzielczość 352 x 288 pikseli. Parametry te z grubsza pozwalają na zapamiętanie co najwyżej kilkudziesięciominutowego filmu (o bardzo ograniczonej jakości) na krążku CD (ok. 650 MB).