Kiedy brzemię, kiedy interes

Gdy szef informatyki zaczyna myśleć o pracy swojego działu jak o biznesie, w którym trzeba dbać o koszty, rentowność inwestycji, perspektywy rozwoju, ścieżki kariery itd., to jego przełożeni mają powody zarówno do radości, jak i niepokoju.

Gdy szef informatyki zaczyna myśleć o pracy swojego działu jak o biznesie, w którym trzeba dbać o koszty, rentowność inwestycji, perspektywy rozwoju, ścieżki kariery itd., to jego przełożeni mają powody zarówno do radości, jak i niepokoju.

Powody do niepokoju?! To przypuszczenie może się wydać bardzo dziwne. Przecież dzisiaj tego właśnie oczekuje się od pracowników, a przynajmniej pracowników na kierowniczych stanowiskach: odpowiedzialności, inicjatywy, przedsiębiorczości. A od szefów informatyki - dziedziny tak mocno obciążonej piętnem kosztownych, ale biznesowo wątpliwych inwestycji - wymaga się szczególnej ostrożności i przebiegłości w gospodarowaniu groszem. Koszty informatyzacji, a potem utrzymania systemów i sprzętu są znaczącą pozycją w budżecie każdej firmy, każdej organizacji, i będą coraz bardziej znaczącą. Im bardziej przedsiębiorstwo będzie opierało swoją przewagę konkurencyjną na rozwiązaniach informatycznych, tym więcej będzie wydawało na informatykę. Tym bardziej drażliwy będzie to temat i większe wymagania - właśnie biznesowej efektywności - wobec menedżerów za niego odpowiedzialnych. Od informatyki zarządy już dzisiaj spodziewają się - a to oczekiwanie będzie się pogłębiać, przekształcając w obligatoryjny wymóg - konkretnych, wymiernych korzyści, jasno widocznych w zwiększonych zyskach firmy albo innych jednoznacznie określonych parametrach biznesowych firmy. Ten pożądany efekt można osiągnąć: wybierając i wdrażając odpowiednie dla biznesu systemy informatyczne, wspomagające jego efektywność, i jednocześnie redukując - lub ciągle racjonalizując - koszty własne działu informatyki i obsługi informatycznej organizacji.

O ile pierwszy obszar aktywności jest całkowicie służebny wobec interesów firmy, o tyle drugi otwiera nowe perspektywy dla działu informatyki, niekonieczne służebne. Nakierowuje myślenie szefów i pracowników działu informatyki na siebie jako na podmiot działań biznesowych. Informatyka zaczyna się zajmować sama sobą. Jest to zainteresowanie całkiem innego rodzaju niż zarzucano jej wcześniej: technologicznej fascynacji, zamknięcia na użytkowników czy uprawiania sztuki dla sztuki.

Moim zdaniem, świadomość biznesowa - czy inaczej nazywając żyłka przedsiębiorczości - nie ujawnia się wtedy, gdy człowiek dostrzega zysk ze swojego działania, lecz wówczas, gdy zaczyna zauważać, że coś można zrobić taniej lub drożej, że na czymś można zaoszczędzić, że ten sam efekt można osiągnąć, angażując skromniejsze środki. Myślenie w kategoriach zysku jest domeną handlowców, którzy niczego nie tworzą, natomiast myślenie w kategoriach kosztów jest domeną przedsiębiorców, którzy tworzą nową wartość (towar, usługę, informację itd.). Informatycy są twórcami, w sprzyjających okolicznościach mogą stać się przedsiębiorcami. Uwrażliwienie szefów informatyki na koszty działalności w ich sferze może obudzić w nich demona biznesu. Demona, bo nie musi to być biznes zbieżny z interesami macierzystej organizacji. Może się zdarzyć, że będzie całkowicie autonomiczny wobec niej. I to jest ta przesłanka do niepokoju menedżerów, o której wspomniałam na początku. Zgodzę się, że może to być twórczy niepokój. Biznes prowadzony bądź zaproponowany przez informatyków może być bardziej pociągający niż dotychczasowy, własny. Również w Polsce jest kilka przypadków porzucenia tradycyjnej działalności na rzecz biznesów informatycznych, a zwłaszcza internetowych. A już całkiem dużo jest działów informatyki, które usamodzielniły się do tego stopnia, że macierzysta organizacja jest tylko jednym z wielu klientów, często nawet nie najlepszym czy najlepiej traktowanym. Czasem te działy przekształciły się w odrębne podmioty. Są efektywne, nieźle prosperują. Pozostaje jednak pytanie, czy biznesowa sprawność zarządców informatyki naprawdę przekłada się na dobro obsługiwanych przedsiębiorstw? A jeśli tak, to czy już od momentu posiadania własnego budżetu czy dopiero w modelu outsourcingowym?


TOP 200