Każdy ratuje po swojemu

Unia Europejska nie wymaga ujednolicenia systemów ratowniczych w państwach członkowskich. Zaleca natomiast stosowanie wspólnych standardów w zakresie komunikacji i łączności.

Unia Europejska nie wymaga ujednolicenia systemów ratowniczych w państwach członkowskich. Zaleca natomiast stosowanie wspólnych standardów w zakresie komunikacji i łączności.

Każdy kraj musi we własnym zakresie zadbać o bezpieczeństwo obywateli i możliwości ratowania ich zdrowia i życia. "Służby ratownicze są we wszystkich krajach europejskich inne, każde państwo organizuje ich działalność wg uznanych przez siebie za optymalne zasad. Działający w Polsce Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy (KSRG) jest natomiast przygotowany do współpracy w sferze bezpieczeństwa z podobnymi strukturami działającymi w innych krajach europejskich" - wyjaśnia brygadier Witold Maziarz, zastępca dyrektora Gabinetu Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej. Unia Europejska nie narzuca w tym zakresie żadnych regulacji czy standardów. Każdy kraj powinien stworzyć system reagowania na zagrożenia i sytuacje kryzysowe na podstawie swoich najlepszych doświadczeń, wg własnych, sprawdzonych u siebie metod i rozwiązań.

Funkcjonujący w Polsce system ratowniczo-gaśniczy jest systemem scentralizowanym. Oznacza to, że dla wszystkich jednostek ratowniczo-gaśniczych są jednakowe procedury działania i jednakowy czas reagowania. Dzięki stałemu przepływowi informacji "z dołu do góry" istnieje możliwość szybkiego dostosowania potencjału ratowniczego z terenu całego kraju do potrzeb i warunków akcji ratowniczej w dowolnym miejscu. Nie ma żadnej rejonizacji, aczkolwiek każda jednostka ma przydzielony swój obszar pierwszego reagowania. Jeżeli jednak istnieje konieczność zadysponowania jednostek z innych województw, czyni to stanowisko kierowania wyższego szczebla. Strażacy uważają, że dzięki centralizacji następuje optymalizacja wykorzystania sił i środków.

Taki system może działać sprawnie tylko pod warunkiem zapewnienia odpowiednich kanałów komunikacji i przepływu informacji. W Państwowej Straży Pożarnej służą temu m.in. stosowne systemy komputerowe. Dzięki nim wiadomo np. które wozy bojowe są w danym momencie w akcji, które nie mogą nigdzie wyjechać z powodu awarii itp. Strażacy w jednostkach ratowniczo-gaśniczych dysponują także bazami danych substancji niebezpiecznych czy też bazami danych ujęć wody. Znacznym ułatwieniem dla strażaków byłaby możliwość naniesienia ważnych dla prowadzenia akcji ratowniczych informacji na mapę cyfrową. W niektórych powiatowych stanowiskach kierowania (np. w Warszawie) planuje się wdrożenie takich rozwiązań. Nie ma jednak na razie funduszy na realizację takiego projektu o charakterze ogólnopolskim.

Każdy musi wiedzieć, co ma robić

Działalność w warunkach Unii Europejskiej może spowodować wzrost zapotrzebowania ze strony Państwowej Straży Pożarnej na informatyczne systemy analityczne. "Wzrośnie odpowiedzialność za podejmowane decyzje i działania. Służby ratownicze muszą być do tego przygotowane, gdyż inaczej trudno im będzie obronić się przed ewentualnymi roszczeniami ze strony obywateli i reprezentujących ich adwokatów" - tłumaczy Ignacy Baumberg, krajowy koordynator ratownictwa medycznego w Komendzie Głównej Państwowej Straży Pożarnej. Trzeba więc postawić na coraz większą jakość działania i zwiększone rygory kontroli działań. Każdy musi mieć pełną świadomość, za co konkretnie ponosi odpowiedzialność.

Chodzi o to, by ratownicy mieli szczegółowo opracowane plany działań na różne sytuacje, żeby nikt im nie mógł zarzucić, że czegoś zaniechali lub nie dopatrzyli. Stworzenie takich procedur ratowniczych jest możliwe tylko na podstawie ścisłej analizy dotychczasowych działań oraz uwarunkowań związanych z posiadanymi środkami i występującymi na miejscu prowadzenia akcji ratowniczej. Gromadzone w strażackich bazach danych informacje mogą być bogatym materiałem wyjściowym do sporządzania różnorodnych zestawień, raportów i analiz. Do ich obróbki potrzebne są jednak odpowiednie narzędzia informatyczne, którymi straż pożarna w tej chwili nie dysponuje.

Przykładowo, bardzo ważnym parametrem działań ratowniczych jest czas dojazdu na miejsce zdarzenia i rozpoczęcia akcji ratowniczej. Wiadomo że będzie on inny w terenie zurbanizowanym niż w lesie, inny w dzień, a inny w nocy, inny dla lekkiego, a inny dla ciężkiego wozu bojowego. Najlepiej, gdyby można było na bieżąco nanosić na mapę cyfrową informacje o miejscu wypadku i dane na temat zadysponowanych środków, a system sam, automatycznie, wg zadanego algorytmu obliczałby czas, w jakim dany zespół ratowniczy powinien pojawić się na miejscu wypadku. Posądzenie o zwłokę jest bowiem często wykorzystywane jako pretekst do dochodzenia roszczeń od służb ratowniczych przez poszkodowanych. Wszyscy powinni mieć więc możliwość dokładnego ustalenia, jaki minimalny czas reakcji jest w danym przypadku rzeczywiście osiągalny. Trudno to zrobić bez odpowiednich systemów komputerowych.

"Dysponowanie odpowiednimi narzędziami analitycznymi pozwoliłoby na lepsze, dokładniejsze planowanie działań ratowniczych oraz maksymalne dostosowanie decyzji i czynności do sytuacji" - wyjaśnia Ignacy Baumberg. Tylko na podstawie wszechstronnej analizy zagrożeń i interwencji można opracowywać coraz lepsze, coraz dokładniejsze plany ratownicze - żeby było od razu wiadomo, co robić w przypadku zagrożeń. Przykładowo, nie można dopiero w trakcie akcji ratowania dzieci zatrutych gazem w szkole zastanawiać się, skąd wziąć dla nich sprzęt ochrony dróg oddechowych. Dane wszystkich instytucji i podmiotów dysponujących takim sprzętem powinny być w bazie danych na bieżąco aktualizowanej.

CPR w każdym powiecie

Idealnym miejscem do aktualizacji planów ratowniczych i weryfikacji skuteczności przyjętych procedur oraz analizy lokalnych uwarunkowań działań ratowniczych mogłyby być centra powiadamiania ratunkowego(CPR). Takie funkcje były zresztą dla nich przewidywane w pierwotnej koncepcji tworzenia ich sieci na terenie całego kraju. Niestety, realizacja projektu tworzenia ogólnopolskiej sieci CPR-ów wciąż nie może zostać rozpoczęta - a to z powodu braku odpowiednich funduszy w budżecie państwa, a to z powodów zmian prawnych, a to z powodu dyskusji na temat zakresu kompetencji poszczególnych służb.

Przedstawiciele służb ratowniczych w środowiskach lokalnych nie czekają jednak na ostateczne, centralne rozstrzygnięcia rządowe i sami wraz z władzami samorządowymi tworzą centra powiadamiania ratunkowego w powiatach. Obecnie funkcjonuje ich już prawie 90. Najczęściej tworzone są na bazie struktur Państwowej Straży Pożarnej. Ich rolą jest wspólne przyjmowanie zgłoszeń i koordynacja działań pomiędzy strażą pożarną i pogotowiem ratunkowym, a także w niektórych przypadkach innymi służbami, np. strażą miejską. Są trudności z włączeniem w działania CPR-ów policji, m.in. ze względu na obowiązującą w niej tajemnicę śledztwa czy niejawność działań operacyjnych.

Sytuacja rozproszenia inicjatyw sprzyja skuteczności działań, ale powoduje też, że każdy CPR jest zorganizowany i działa w inny sposób. Nie ma jednego, ogólnopolskiego standardu funkcjonowania takich miejsc, nie ma ujednoliconej dokumentacji zdarzeń, nie ma wspólnych procedur reagowania we wszystkich przypadkach (w odróżnieniu od PSP, gdzie jednostki KSRG mają ujednolicony system dokumentowania zdarzeń i statystyki - EWID, jak również ujednolicone procedury). Nie ma też jednolitego, działającego na terenie całego kraju, systemu wymiany informacji pomiędzy centrami powiadamiania ratunkowego. Nie ma też jednolitych narzędzi informatycznych do obsługi zadań przypisanych takim placówkom. Obecnie w poszczególnych powiatach wykorzystywane są do tego celu różne systemy informatyczne - od pisanego specjalnie na zamówienie oprogramowania, po gotowe rozwiązania przejęte z Niemiec, Czech czy Słowacji.

Argumentem za wykorzystaniem zagranicznego oprogramowania ma być jego sprawdzenie w realiach służb ratowniczych. Polskie firmy informatyczne, zdaniem niektórych strażaków, nie są w stanie zaoferować w tej chwili w pełni niezawodnych rozwiązań. Inni twierdzą, że systemy zagraniczne może i są sprawdzone, ale oparte na przestarzałej technologii, co samo z siebie może stanowić zagrożenie dla ich niezawodności. Standaryzacja systemów informacyjnych CPR-ów byłaby potrzebna, bo komunikacja w ratownictwie jest rzeczą fundamentalną.

Wszyscy dzwonią pod ten sam numer

Centra Powiadamiania Ratunkowego wydają się też najlepszym miejscem do zainstalowania wspólnego dla wszystkich służb ratowniczych telefonu alarmowego 112. Wprowadzenie telefonu 112 jest jednym z tych nielicznych zaleceń Komisji Europejskiej pod adresem systemów ratowniczych państw członkowskich Unii Europejskiej. Jego wprowadzanie nie jest jednak łatwym zadaniem, nawet w krajach już należących do Wspólnoty Europejskiej. Staje się on coraz bardziej popularny w Europie, ale wiele państw stosuje nadal inne, lokalne numery alarmowe. Wynika to np. z przyzwyczajeń mieszkańców, którzy nauczyli się na pamięć używanych w przeszłości numerów i teraz wystukują je na klawiaturze telefonu niemal bezwiednie. Na przykład w Hiszpanii, obok numeru 112, funkcjonują nadal stare, ośmiocyfrowe numery zgłoszeniowe dla różnych służb ratowniczych.

W Polsce Prawo telekomunikacyjne przewiduje już od kilku lat możliwość uruchomienia nr 112. Aby tak się stało, potrzebne jest jeszcze przygotowanie organizacyjne poszczególnych służb i zapewnienie mechanizmów sprawnej współpracy między nimi. Konieczna jest też edukacja społeczeństwa. "Telefon 112 jest dla społeczeństw zdyscyplinowanych, w których nie dzwoni się po karetkę pogotowia z błahych powodów" - mówi Ignacy Baumberg. Żeby takie przypadki nie miały miejsca, potrzebna byłaby także reorganizacja w służbie zdrowia, gwarantująca wszystkim obywatelom odpowiedni poziom podstawowej opieki zdrowotnej. Decyzje odnośnie do możliwości korzystania w skali ogólnopolskiej z telefonu 112 znajdują się obecnie w gestii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.


TOP 200