Katalogowanie świata

Z Jadwigą Woźniak, z Instytutu Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Andrzej Gontarz.

Z Jadwigą Woźniak, z Instytutu Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Andrzej Gontarz.

Bibliotekarze i specjaliści od informacji naukowej dysponują ogromnym dorobkiem i doświadczeniem w zakresie metod klasyfikacji książek i zbiorów dokumentów. Czy wypracowane przez nich narzędzia można zastosować do katalogowania zasobów elektronicznych? W jakim zakresie mogliby podzielić się swoimi doświadczeniami z twórcami serwisów internetowych?

Konieczne jest przede wszystkim stworzenie mechanizmów sprawnego, skutecznego wyszukiwania informacji w Internecie. Chodzi np. o poradzenie sobie z anegdotycznymi już przykładami otrzymywania stu tysięcy dowiązań w odpowiedzi na zadane wyszukiwarce proste zapytanie.

Tradycyjne, funkcjonujące w bibliotekach systemy katalogowania i wyszukiwania mogą być zastosowane do pracy w sieci tylko w ograniczonym zakresie. W czytelni zawsze można poprosić dyżurującego bibliotekarza o wyjaśnienie czy pomoc. Porządek klasyfikacyjny dla pracującego zdalnie internauty musi być na tyle jasny i przejrzysty, by do skutecznego poruszania się po zawartości sieci wystarczał mu tylko końcowy interfejs widoczny na ekranie monitora. Inaczej rzecz ujmując, bibliotekarze skupiali się głównie na tworzeniu jak najlepszych sposobów opisu zbiorów, zaś w przypadku zasobów internetowych bardziej potrzebne są dobre, wygodne i jednoznaczne narzędzia poruszania się po nich, dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników.

Sytuacja, z którą mamy dzisiaj do czynienia, jest wyzwaniem dla obu stron - zarówno pracowników informacji naukowej, jak i twórców internetowych zasobów informacyjnych. Współdziałanie i wzajemne inspirowanie się tych środowisk może przybliżyć nas do stworzenia sprzyjającego użytkownikowi ładu i sposobów orientacji w sieciowych zasobach.

Nad czym trzeba najpierw pracować?

Potrzebne są bardziej przyjazne metody kategoryzacji zbiorów. Dotyczy to nie tylko zasobów internetowych, lecz także zbiorów bibliotecznych. Jeżeli coraz więcej katalogów bibliotecznych ma być udostępnianych w sieci, to ich układ musi być dostosowany do warunków tego nowego medium. Chodzi o to, by zlikwidować ich dotychczasową sztuczność, hermetyczność czy obcość wynikającą ze sztywnych i kategorycznych podziałów. Klasyfikacja powinna być bardziej naturalna, podziały zrozumiałe nie tylko dla bibliotekarzy, ale też użytkowników. Nie chodzi o to, by wyrzucić wszystkie dotychczasowe katalogi biblioteczne, lecz by ich konstrukcja coraz bardziej odzwierciedlała potrzeby i oczekiwania dzisiejszego czytelnika oraz przesłanki kulturowe i cywilizacyjne.

Czy już wiadomo, jak to osiągnąć? Czy może Pani podać przykłady bardziej przyjaznych kategoryzacji?

Problematyka ta jest obecnie w sferze badań naukowych. Wiadomo jednak, że sami badacze nie zdołają wypracować konkretnych rozwiązań ani wprowadzić ich do powszechnego użytku. Tu jest potrzebna ścisła współpraca teoretyków i praktyków. W najbliższym czasie kontakty te z pewnością zaowocują różnymi, ciekawymi propozycjami.

Na jakich przesłankach czy podstawach teoretycznych mają się opierać te poszukiwania?

Badania naukowe idą obecnie w dwóch kierunkach. Pierwszy jest związany z wykorzystaniem dorobku nurtu kognitywnego. Kognitywizm dysponuje wiedzą o tym, jak człowiek przetwarza w mózgu informacje. Mówi też o tym, jak różne kategorie językowe używane przez ludzi porządkują ich obraz świata.

Czy chodzi o to, że dla nas śnieg jest tylko biały lub szary, czysty albo brudny, a Eskimosi mają nieporównanie więcej określeń na nazwanie różnych jego stanów, których my nie jesteśmy w stanie nawet zaobserwować?

Tak, to również. Z punktu widzenia problematyki, o której mówimy, ciekawszy jest jednak inny przykład. Czy melon to owoc czy jarzyna? Czy zegar lub piec to mebel? Można to rozstrzygnąć arbitralnie lub popatrzeć, jak to jest odbierane w poszczególnych językach czy grupach społecznych.

Serwisy internetowe i katalogi sieciowych zasobów miałyby wtedy lokalne, specyficzne dla danego obszaru zabarwienie znaczeniowe.

Niekoniecznie. To będzie zależało także od konkretnych potrzeb użytkowników. Drugi, socjologiczno-psychologiczny nurt naukowych dociekań bada, w jakich sytuacjach jest ludziom potrzebna informacja, jaka ona ma być, do czego ma im służyć, co oni z nią zrobią.

To może być przydatne w konstruowaniu serwisów specjalistycznych.

Tak, to pomaga tworzyć różne profile serwisów dla różnych grup użytkowników. Inne dla biznesmenów, inne dla turystów, inne dla graczy giełdowych, inne dla miłośników starych motocykli, a jeszcze inne dla dziennikarzy. Co więcej, inne dla dziennikarzy prasy codziennej, inne dla dziennikarzy tygodników, a inne dla redaktorów miesięczników. Każda z tych grup potrzebuje bowiem innego rodzaju informacji, różniącej się chociażby szczegółowością danych. W każdym z tych przypadków inaczej trzeba będzie porządkować zasoby wiedzy. Nie będzie można posłużyć się jednym, uniwersalnym układem. Jak napisałam w swojej pracy habilitacyjnej, moc wyszukiwawcza kategorii internetowych nie będzie tkwiła w ich "poprawności", lecz w gotowości internautów do akceptowania proponowanych kategorii, jeśli można za ich pomocą odnaleźć potrzebną informację.

Potrzeby informacyjne ludzi mogą być najróżniejsze, czasami wręcz zaskakujące. Na przykład na Zachodzie robią w tej chwili furorę bazy danych dla dziennikarzy prasy codziennej, zawierające niepochlebne cytaty o politykach i osobach publicznych. Jest to swego rodzaju forma obrony prasy przed oskarżeniami o manipulowanie informacjami.

Czy w nowej rzeczywistości nie będzie już miejsca dla bibliotekarzy?

Tradycyjnych bibliotekarzy, tych "kapłanów wiedzy" stojących na straży księgozbiorów, będzie potrzeba coraz mniej, chociażby ze względu na nowe zasady organizacji pracy bibliotecznej. Już niebawem opisy książek będą wykonywane centralnie i udostępniane poszczególnym bibliotekom przez Internet. Potrzeba będzie natomiast więcej "bibliotekarzy-negocjatorów". Będą oni wychodzić do czytelników i rozmawiać z nimi o ich indywidualnych potrzebach. Będą również potrafili zrozumieć jednostkowe czytelnicze oczekiwania i wiedzieli, w jaki sposób je spełnić - zarówno dzięki zasobom tradycyjnym, jak i mediom elektronicznym.