Karpie, szczupaki, leszcze

Aktywny zawodowo człowiek, choć w wielu przypadkach należałoby napisać: aktywny towarzysko człowiek, spędza na różnorakich konferencjach i szkoleniach kilkanaście dni w roku. Rekordziści potrafią w tzw. sezonie konferencyjnym jeździć z imprezy na imprezę z krótką przerwą na pobyt w firmie. Niektórzy częściej widzą się ze znajomymi z innych miast niż z najbliższą rodziną. Myli się ten, kto sądzi, że znaczenie ma w tym przypadku treść referatów. Ważniejsze jest kto przyjedzie, czy będzie czas na wspólną, zakrapianą kolację czy dancing.

Aktywny zawodowo człowiek, choć w wielu przypadkach należałoby napisać: aktywny towarzysko człowiek, spędza na różnorakich konferencjach i szkoleniach kilkanaście dni w roku. Rekordziści potrafią w tzw. sezonie konferencyjnym jeździć z imprezy na imprezę z krótką przerwą na pobyt w firmie. Niektórzy częściej widzą się ze znajomymi z innych miast niż z najbliższą rodziną. Myli się ten, kto sądzi, że znaczenie ma w tym przypadku treść referatów. Ważniejsze jest kto przyjedzie, czy będzie czas na wspólną, zakrapianą kolację czy dancing.

Uwielbiam konferencje. Są takie, o których nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć, poza przybliżonym określeniem ich tematyki. Były tak nudne, że wychodziłem z nich już po kwadransie. Bywałem też na spotkaniach, z których nie pamiętam, o czym były referaty, ale wiem, że się świetnie bawiłem i uczyłem, tzn. przeprowadzałem wiele kuluarowych rozmów, podczas których (broń Boże, nie na sali konferencyjnej) pogłębiałem wiedzę na różne tematy czy dowiadywałem się o nowych zagadnieniach w sztuce wygrywania przetargów. Za niezwykle udane uważam spotkania, z których wyjeżdżam bogaty w wiedzę, bo referenci mówili ciekawie i potrafili zatrzymać mnie na sali, a przy tym spotkałem interesujących uczestników.

Genius loci

Gdy konferencja odbywa się w Warszawie, to, czy będę wytrwałym słuchaczem wykładów, zależy przede wszystkim od jakości wystąpień. Nie nastawiam się na dodatkowe atrakcje (wiadomo, rodzina czeka...) ani na długie pogaduszki. Zauważyłem, że podobnie postępują - kilka referatów i do domu - mieszkańcy miejscowości, w której odbywa się konferencja. Dlatego cenię sobie konferencje, które odbywają się kilkaset kilometrów od Warszawy, np. w Jeleniej Górze, Międzyzdrojach lub Muszynie, ponieważ uczestnicy, zmuszeni nocować, mają czas i na wykłady, i na rozmowy (przynajmniej jedno okazuje się wartościowe, a bywa, że w obu przypadkach nie mam powodu do narzekań).

W ponadstutysięcznym Tarnowie, kiedy odbywała się tam jeszcze konferencja "Miasta w Internecie" - przeniesiona w tym roku do Zakopanego z powodu sporów politycznych w tarnowskiej radzie miasta - wieczorami opanowywaliśmy rynek i kawiarnie ulokowane w gotyckich piwnicach lub wychodzące ze świeżo odrestaurowanych kamieniczek pod parasole. Długo w noc trwały opowieści o Internecie i samorządzie. Genius loci tarnowskiego rynku wpływał tak korzystnie na uczestników, że w Zakopanem - notabene modnej konferencyjnej miejscowości (moim zdaniem z lenistwa organizatorów, którym brakuje fantazji i ochoty na szukanie innych miejsc) - IV konferencja "Miasta w Internecie" się nie udała. Jej bywalcy ginęli w tłumie uczestników innych imprez, kongresów, kursów i szkoleń, co byłoby nie do pomyślenia w Tarnowie.

Impreza dla ludzi

Kiedy poznać, że konferencja przyciąga ludzi ze względu na... ludzi, a nie dla referatów? Gdy na sali siedzi zaledwie tuzin osób, reszta zaś spaceruje korytarzami, popija kawę lub piwo na tarasie hotelu, słowem gada i gada, i nagadać się nie może. Mądrzy organizatorzy wiedzą, po co są konferencje, i odpowiednio układają program, by wystarczyło czasu na rozmowy. Służą do tego wieczorne bankiety, potańcówki, a nawet huczne zabawy.

W okolicach Jeleniej Góry gościom proponuje się wieczór kowbojski na prywatnym rancho przewodniczącego Rady Miejskiej Karpacza, miłośnika westernów, który pieczołowicie odtworzył klimat miasteczka z Dzikiego Zachodu. Za trunki płacisz miejscowymi "dolarami" (przelicznik zależy od hojności sponsora), rodeo imituje elektryczny byk, na którym nie usiedzisz dłużej niż 30 sekund, sokole oko zaś wypróbujesz w saloonowej strzelnicy, o ile nie zasiedzisz się przy barze.

Po takich zabawach, służących ewidentnie zacieśnieniu znajomości ("A czy już piliśmy bruderszaft?"), na świat patrzy się inaczej. Traci on przykrą anonimowość, nazwiska prelegentów znane z prasy zastępuje się swojskimi Józkami lub Elami, a koledzy po fachu kontynuują znajomość przez e-mail. Gdy odkrywam ten ukryty sens konferencji, czuję się zawsze jak ryba w wodzie. Ale jaka?

Ryby na aby, aby, a rak byle jak

Jeden z moich znajomych porównuje uczestników konferencji do karpi, szczupaków i leszczy. Sam uważa się za szczupaka. Zafrapowany przenośnią, sięgnąłem do Multimedialnej Nowej Encyklopedii Powszechnej PWN, by skonfrontować encyklopedyczny opis z konferencyjną rzeczywistością.

KARP, Cyprinus carpio, ryba z rodziny karpiowatych, hodowana w licznych rasach (w Polsce od XIII w.); dł. do 1 m; zamieszkuje wolno płynące i stojące wody śródlądowe; kształt ciała zwykle silnie wygięty, otwór gębowy z 4 wąsami; k. dojrzewa w 3-4 roku, podczas tarła (maj) samica składa do 700 tys. jajeczek ikry; żywi się bezkręgowcami i roślinami wodnymi.

W potocznym odczuciu karp jest gruby, ciężko oddycha tuż pod powierzchnią wodą i symbolizuje człowieka na wysokim stanowisku, który nie błyszczy inteligencją. Pójdźmy tym tropem. Zdarza się, że na konferencje informatyczne przyjeżdżają dyrektorzy i członkowie zarządów firm z wyglądu w dość zaawansowanym wieku, w rzeczywistości postarzeni na własną prośbę. Uważają za dyshonor, gdy przewodniczący sesji radzi zdjąć mężczyznom marynarki i poluzować krawaty. Oj, nie ma o tym mowy. "Firma to ja" - myśli ciężko karp, łapiąc resztki tlenu w gęstniejącej od natłoku myśli i potu atmosferze. Prelegent prosi o pytania i opinie - karp, łypiąc dumnie oczkiem na pukające się w czoło szczupaki (patrz hasło "szczupak") i strachliwe leszcze (patrz hasło "leszcz"), wykrztusza z siebie zabójczy komentarz: "W moim przedsiębiorstwie dwóch informatyków obsługuje 300 osób i to wystarcza. Dlaczego pan mówi o jakimś jeszcze outsourcingu? To są nikomu niepotrzebne koszty. Jak trzeba, to moi ludzie pracują po godzinach". Następnie dumny jak paw, karp siada (przepraszam, on spoczywa) i dobrotliwie słucha odgłosów z sali. Na bankiecie zaś poucza nieustannie leszczy: "Młody człowieku, gdy byłem w pana wieku, to pracowałem na komputerze Odra i musiałem zawrzeć myśl w pięciu linijkach kodu, zaś panu nie starcza megabajtów..." Skulony leszcz słucha karpia i tylko z czasem dociera do niego złośliwa uwaga szczupaka: umysł karpia to nic innego, jak funkcja "random" - wciąż w koło opowiada to samo...

SZCZUPAK POSPOLITY, Esox lucius, ryba z rzędu śledziokształtnych (Clupeiformes); dł. do 1,8 m (zwykle do 1 m), masa do 65 kg; ciało wydłużone, głowa duża, pysk spłaszczony, z ostrymi, skierowanymi ku tyłowi zębami; ubarwienie zmienne, zależne od środowiska; drapieżny, czatuje na ryby, płazy, a także drobne ssaki i ptaki; zamieszkuje wody słodkie i słonawe prawie całej Europy (oprócz pd. krańców), Syberii i Ameryki Płn.; ceniony w wędkarstwie sport.; mięso smaczne.

Konferencyjny szczupak pływa w piwie i grasuje w kawiarni, pożerając wzrokiem co ładniejsze uczestniczki. Jeśli już zaszczyci swoją obecnością jakiś wykład, to siada w pierwszym rzędzie, szczerzy zęby w nieszczerym uśmiechu do referenta i czyha na jego błąd, by rozszarpać mówcę na kawałki. Gdy jakiś prelegent palnie głupstwo, wtedy rży jak koń. W końcu zawsze wie lepiej, co i jak. Zaprzyjaźniony z organizatorami, którzy uwielbiają szczupaki - nikt tak jak one nie potrafi rozgrzać atmosfery na sali w czasie dyskusji panelowych ani rozbawić towarzystwo na bankiecie - tępi karpie i lekceważy leszcze. Przyjeżdża na konferencje, bo lubi pooddychać dobrą atmosferą, gdzie łatwo upolować ofiarę, można pójść w góry na wycieczkę lub pozjeżdżać na nartach ze Szrenicy lub Kasprowego. Po powrocie z narciarskiej wyprawy, dopytuje się w nonszalancki sposób, kto dzisiaj mówił: "Zenon? Ten karp? Eee..., czy było znowu o Enigmie? Jeśli tak, to żałujcie, że nie macie ze sobą nart". Szczupak po prostu lubi aktywny wypoczynek. Konferencja zaś świetnie łączy przyjemne z pożytecznym. Proporcjonalnie szczupaki stanowią ok. 30% uczestników konferencji. A to zależy od tematyki. Im bardziej wyspecjalizowana impreza (np. konferencja użytkowników oprogramowania firmy X), tym więcej ich tam grasuje. Zwykle przeważają jednak leszcze.

LESZCZ, Abramis brama, ryba z rodziny karpiowatych; dł. do 75 cm, masa do 7 kg; ciało silnie spłaszczone bocznie, grzbiet czarniawozielony, boki i brzuch jasne; początkowo żyje blisko brzegów, żywiąc się planktonem, po 2 latach schodzi w głębię i żywi się większymi bezkręgowcami; eur. jeziora nizinne i rzeki powoli płynące, również wody półsłone; w Polsce pospolity; mięso smaczne, duże znaczenie gospodarcze.

Leszczem jest niedoświadczony uczestnik konferencji, początkujący pracownik, który dopiero nabiera ogłady w towarzystwie i życiu zawodowym. Na konferencjach zdobywa wiedzę i kontakty. Później z przejęciem opowiada, jak spotkał się z życzliwym przyjęciem szczupaków. Nie potrafi jeszcze rozróżnić konferencyjnej mowy - trawy od rzeczy godnych uwagi, dlatego często wpada na karpie, z czego pokpiwają sobie szczupaki. Podczas wykładów pilnie notuje, traktując prelegentów jak krynicę mądrości. Oblewa się potem, gdy jakiś szczupak w przypływie łaskawości proponuje mu narty lub piwo podczas trwania sesji. Nie wyobraża sobie, że można nie być na wykładach od A do Zet (typ kujona), skoro pracodawca zapłacił tysiąc lub więcej złotych za jego udział. Po dwóch latach bywania na branżowych konferencjach (co za zbieżność z losami rybiego pierwowzoru) w większości cudownie zmienia się w... szczupaka.

Ni pies, ni wydra

W zasadzie chciałem samowolnie ogłosić swoją przynależność do grona konferencyjnych szczupaków. W końcu okrzepłem w bojach, obyczaje konferencyjne znam na wylot, wiem, kiedy warto siedzieć na sali, a kiedy nie. Jednak co jakiś czas trafiam na imprezę, gdzie czuję się nieswojo i dopiero uczę się danej problematyki, niczym leszcz z miną karpia. Chyba jestem jednak bardziej obserwatorem niż uczestnikiem, pożeraczem cudzych myśli i poglądów: ot, taki ni pies, ni wydra. Z czego by wynikało, że wiem, po co jadę na konferencję.

Owocnego uczestnictwa!


TOP 200