Kamień milowy ma postać komputera

Wynalazki wyznaczają epoki. W rozwoju współczesnych gospodarek wyróżnia się z reguły 5 cykli, zdeterminowanych kolejnymi "kamieniami milowymi" cywilizacji: maszyną parową (1800 r.), koleją żelazną (1850 r.), elektrycznością (1900 r.) oraz samochodem (1950 r.).

Wynalazki wyznaczają epoki. W rozwoju współczesnych gospodarek wyróżnia się z reguły 5 cykli, zdeterminowanych kolejnymi "kamieniami milowymi" cywilizacji: maszyną parową (1800 r.), koleją żelazną (1850 r.), elektrycznością (1900 r.) oraz samochodem (1950 r.). Warto zwrócić uwagę, że poszczególne cykle odległe są od siebie o równo pół wieku. Jest to więc podział umowny. Punkt wyjścia stanowi równy upływ czasu, przyjęta z góry data, do której dopasowuje się, dominującą w danym okresie i zmieniającą świat pod każdym względem, innowację cywilizacyjną. Mimo całej umowności tej zasady cykl 50-letni, jak wynika z historii, okazał się wyjątkowo trafny. Jest również niemal 100-procentowo pewne, że obok daty 2000 r. przyjdzie napisać "komputer".

Na progu XXI w. na miano prometejskiej, obalającej bariery, zasługuje jednak cała technika informatyczna, a więc obok komputerów i ich oprogramowania, robotów i sztucznej inteligencji przede wszystkim telekomunikacja. Niemal w każdej dziedzinie ludzkiej aktywności technika informatyczna stawia do dyspozycji technologie i rozwiązania logistyczne, bez których zastosowania przypominać będziemy za dwadzieścia lat pigmejów wygrywających na tam - tamie. Tymczasem - jak poinformował ostatnio GUS - udział produkcji przemysłu informatycznego w całej produkcji przemysłowej wynosi w Polsce... 0,4%.

O czym więc warto pamiętać, pukając do drzwi Europy. Zacznijmy od spraw już oczywistych. Nie ulega wątpliwości, że w najbliższym już czasie do lamusa ludzkości trafią banknoty, wyparte przez elektroniczne środki płatni-cze. Podobny los czeka zapewne czasopisma naukowo-techniczne, których funkcję przejmą elektro niczne banki danych. Czytelnik, którego zainteresuje konkretny problem, będzie mógł wydrukować na własnej domowej lub biurowej drukarce wszystko, co na temat tego problemu napisano w ostatnich dwóch latach. Czeka nas zapewne globalna wymiana (na elektroniczne) wszystkich mechanicznych urządzeń pomiarowych w gospodarstwach domowych. Poważnie powinni zastanowić się nad swymi perspektywami rynkowymi producenci np. papieru oraz tradycyjnych zamków do drzwi, bram, samochodów i sejfów.

Sroczka kaszkę ważyła... Temu dała na spodeczku, a tamtemu w garnuszeczku...

Najważniejszym jednak problemem, z którym przyjdzie się uporać chcąc zachować pozycję na rynku, będzie działanie, dla którego ukuto trudno przetłumaczalny na język polski termin: "customi-zing". Chodzi o zaspokajanie potrzeb definiowanych przez poszczególnych klientów lub wąskie ich grupy.

Jest swoistym paradoksem, że przemysł samochodowy, w którym wykluła się standaryzacja, staje się dziś prekursorem destanda-ryzacji. Oferuje on pojazdy w coraz bardziej urozmaiconych wariantach. U podstaw customizingu leżą zarówno komputeryzacja projektowania produkcji jak i procesów badania rynku. W kolejce czeka już przemysł konfekcyjny. Nie tak odległe są zapewne czasy, gdy klient w szanującym się magazynie będzie mógł przy pomocy projektanta - informatyka obsta-lować garnitur, rysując jego model na ekranie komputera. Garnitur nie zostanie bynajmniej uszyty potem specjalnie dla niego przez znakomitego krawca, ale sklecony z optymalnie dobranych standardowych kawałków materiału, podobnie jak każdy z serii.

Dziedziną, w której customi-zing już dziś króluje i w której perspektywa, że zostaniemy dzikusami Europy, wydaje się najbardziej realna są niewątpliwie tzw. usługi dla ludności i sprawy urzędowo-finansowe. Stojąc osobno w kolejce do ADM lub kasy spółdzielni mieszkaniowej, aby zapłacić czynsz, osobno na poczcie z rachunkami za gaz, telefon i elektryczność, osobno w banku po pieniądze, w PZU lub (na szczęście) innym towarzystwie ubezpieczeniowym, aby wykupić polisę, jakże dalecy jesteśmy od świata usług nazwanych "kompleksowe rozwiązywanie problemów". A przecież łatwo już dziś wyobrazić, sobie nasz domowy komputer, połączony z komputerem takiego usługodawcy, którego odwiedzamy raz w życiu, aby wręczyć mu upoważnienie oraz uzgodnić kod. Dzięki temu, nie wstając z łóżka, wysyłamy zlecenie: "zapłacić rachunek za futro z lisów, kupione wczoraj przez panią Z. w PDT Wola, podwyższyć byłej żonie alimenty do 300 tys. zł miesięcznie, zamówić bilet lotniczy na Hawaje na 25 września, zawiadomić szefa, że przestał nam się podobać". W odpowiedzi możemy na ekranie przeczytać lakoniczną informację, że wszystko to zostało zrealizowane i że numery losu, na które padła wczoraj główna wygrana, na skutek awarii komputera podano pomyłkowo.

Mówiąc jednak poważnie, zwiastunem "usług kompleksowych" są już dziś niemal wszystkie szanujące się linie lotnicze, które prosty system rezerwacji miejsc rozwinęły w uniwersalną obsługę podróżnych, obejmującą przeloty, rezerwację hoteli, ubezpieczenia, wynajem samochodów itp.

Tak więc u progu ery informatycznej praktycznie każdy przedsiębiorca, działający w warunkach gospodarki rynkowej, musi rozważyć kilka podstawowych kwestii i odpowiedzieć na kilka zasadniczych pytań. Oto niektóre z nich, uznawane przez specjalistów za najważniejsze:

- które z produkowanych przeze mnie wyrobów dają się już zastąpić produktami wyższej "informatycznej" technologii?

- czy mogę korzystać z informacji zawartych w elektronicznych bazach danych i czy sam po winienem zamieszczać informacje w takich bazach ?

- czy mogę precyzyjniej i w sposób mniej standardowy dosto sowywać swoje wyroby do oczekiwań klientów, o ile będę miał szansę poznać bliżej i w sposób bardziej zindywidualizowany owe oczekiwania?

- co szczególnego powinien zawierać mój wyrób (usługa), aby mógł się wyróżnić od oferty konkurentów?

- czy w przypadku mojej firmy kombinacja różnych wyrobów lub usług lepiej rozwiązuje problemy klienta niż pojedyncza oferta?

- czy mogę produkować wyro by dla przemysłu informatycznego?

Ta lista problemów, usystematyzowana przez prof. Huberta Os-terle - dyrektora Instytutu Informatyki Gospodarczej na uniwersytecie w St. Gallen (Szwajcaria) -podawana jest do rozważenia zachodnim biznesmenom jak gdyby na przekąskę i to bynajmniej nie ostatnią.

Jak cl leci w naszej sieci

Kolejna wiąże się bowiem z ko niecznością precyzyjnego określenia, które z posiadanych informacji powinien on. zachować dla siebie, a którymi szastać na prawo i na lewo. Żaden przedsiębiorca nie jest sam na tym najpiękniejszym ze światów, ale na dobrą sprawę kooperacja w pełnym tego słowa znaczeniu stanie się możliwa do piero dzięki technologiom wspomnianego piątego cyklu.

Polska okazała się niedawno krajem, w którym można zarabiać kokosy, trzymając te same pieniądze w dwóch bankach. Potrzebują one bowiem trzech tygodni na po informowanie się o przeprowadzonej operacji. Tymczasem świat poważnie rozważa możliwość takiego tempa przepływu danych, aby kupujący żyletkę, przez sam fakt jej kupienia, w sposób precyzyjnie wyważony wpływał na wielkość spustu stali, jaki następnego dnia nastąpi w hucie.

Jest w tym również coś z histo rycznego paradoksu. Bowiem gdy w Europie Wschodniej walą się struktury planowego centralizmu gospodarczego, specjaliści od zarządzania na Zachodzie piszą, iż: "elektroniczna wymiana danych tworzy podstawy do następnego kroku, a mianowicie integracji po ziomej." Pod tym terminem zaś ro zumie się informacyjne połączenie zakładów realizujących kolejne etapy produkcji, co ma dopro wadzić do koordynacji planów produkcyjnych, redukcji zasobów magazynowych (tylko na bieżące potrzeby) itp. Zalążków takich sieci nie ma jeszcze wprawdzie w przemyśle metalurgicznym i zapo trzebowanie na żyletki określa się tradycyjnymi metodami, ale pojawiają się już one w przemyśle tekstylnym. Jest to zrozumiałe ze względu na konieczność szybkiego reagowania producentów na tendencje w modzie, potwierdzane poziomem rozproszonego popytu na lansowane modele. Transmisja danych zawartych w kodach kreskowych metki przełomu wieków, ze stoiska w domu towaro wym do producenta barwników do tkanin jest technicznie możliwa. Wytwórcy mogą (choć sporo to kosztuje) już dziś uzyskiwać informacje niemalże prowadzące za rączkę w kierunku klienta.

Powstał też nowy termin: "sieć logistyczna", pod którym rozumie się takie powiązanie uczestników procesu gospodarczego, że wzajemny przepływ informacji oraz tempo, w w jakim się on odbywa, doprowadza faktycznie do optymalnego wydatkowania środków z punktu widzenia rzeczywistych potrzeb. Czyżby więc to, co okazało się mrzonką w wydaniu ekono mii marksistowskiej, miało stać się rzeczywistością dzięki technice informatycznej....?

Rodzi się jednak w tym miejscu niepokojące pytanie: co z konkurencją, jako główną siłą napędową gospodarek zachodnich i imma-nentną cechą ustroju, który w okresie od pierwszego do czwartego cyklu udowodnił "wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiejnocy." Zdaniem speców od zarządzania, w miarę rozbudowy sieci informatycznych i baz danych, informacja o uwarunkowaniach zewnętrznych straci na wartości. Przestanie bowiem być towarem, jaki można mieć, przez odpowiednio długi czas na wyłączność i dzięki temu uzyskiwać przewagę nad konkurentem. Już dziś obserwuje się tzw. integrację pionową. Coraz liczniejsze bazy danych, organizowanych przez konkurencyjne wobec siebie banki, instytucje finansowe i ubezpieczeniowe są najlepszym dowodem, iż wspólne stworzenie (z reguły bardzo kosztowne) takiej bazy, gwarantującej wszystkim równoprawny dostęp do informacji, daje w efekcie więcej niż okazjonalne dojścia do dobrych, a przez to również kosztownych, źródeł. Nie zmienia to faktu, że mniejsze przedsiębiorstwa stają w obliczu problemu dopuszczenia do takiej sieci, nie mówiąc już o zainstalowaniu się w niej. Problemy mieć będzie nie tylko tzw. smali business. Rozbudowa sieci i baz danych skłania specjalistów do zasugerowania przedsiębiorcom kolejnej listy pytań, na które sami sobie powinni odpowiedzieć:

- jakie korzyści przyniesie mi elektroniczna wymiana danych z dostawcami i odbiorcami?

- czy istnieją i jakie są możliwości integracji (funkcjonalnej, nie kapitałowej) z jednymi i drugimi?

- czy sieć lub baza danych, do której zamierzam się wpisać (jeżeli zamierzam), utrzymywana jest tylko kosztem jej uczestników, a więc jest zamknięta dla reszty, czy też zarabia na siebie na ogólno dostępnym informatycznym rynku?

Osiołkowi w żłoby dano

Wiele wskazuje więc na to, że nie tyle dostęp do informacji co szybkość przetwarzania i umiejętność dostosowania do jej potrzeb procesu produkcyjnego i podejmowania decyzji stanie się czynnikiem rostrzygającym w konkurencyjnych zmaganiach. Dziś infor-matyka wciąż jeszcze zaprzęgana jest u nas głównie w ułatwianie księgowości, rozliczeń, w procedury ewidencyjno - kalkulacyjne. Większość przedsiębiorstw na Zachodzie rozbudowała ten wachlarz skomputeryzowanych czynności o planowanie produkcji a niekiedy sterowanie nią. Nowe możliwości polegają więc przede wszystkim na doskonaleniu instrumentarium, przy czym chodzi tu nadal o optymalne kojarzenie techniki komputerowej z obszarem jej zastosowań. Rzecz warta na pewno osobnego eseju, nie tylko dlatego, że w tej dziedzinie plączemy się ciągle w powijakach, lecz głównie dlatego, że proces owego kojarzenia jest procesem dynamicznym. Technika informatyczna kreuje coraz to nowe i relatywnie coraz tańsze obszary zasto sowań. Dla użytkownika stwarza to nieustanny problem: czy jego dzisiejszy wybór za parę lat oznaczać będzie ścinanie zboża kosą i zwożenie wozem drabiniastym, czy też dziś wybierze się na żniwa najnowszym modelem Porche.

Systemy kojarzcie się...

Jedno natomiast fachowcy od zarządzania twierdzą z całą pewnością: bardzo liczne już dziś zastosowania informatyki przynoszą korzyść dopiero wtedy, gdy się je odpowiednio skojarzy. Systemy kierowania produkcją rozwinięte tak dalece, że potrafią sterować maszynami na hali produkcyjnej, będą jedynie niezwykle kosztowną zabawką bez skojarzenia ich z procesem projektowania i piano wania. Owo skojarzenie musi być tak daleko idące i na tyle skuteczne, aby maszyny potrafiły automatycznie przejmować nowopowstające projekty do realizacji i aby planowanie uwzględniało wszystkie bodźce płynące z rynku, splatając je z rachunkiem kosztów. Jak z tego widać - zdaniem fachowców od organizacji i zarządzania - integracja to dominujący temat lat 90-ych. Szkoda, że po przednie 40 lat tak dokładnie obrzydziło nam to pojęcie.


TOP 200