Junior, co ty wiesz o informatyzacji?

Wizja informatyzacji wiceministra Wojciecha Szewki nie uwzględnia naszych interesów jako członka Unii Europejskiej. To może oznaczać trudne lata dla polskiej branży IT i utratę unijnych funduszy.

Wizja informatyzacji wiceministra Wojciecha Szewki nie uwzględnia naszych interesów jako członka Unii Europejskiej. To może oznaczać trudne lata dla polskiej branży IT i utratę unijnych funduszy.

Ostatnie artykuły o działalności Ministerstwa Nauki i Informatyzacji, które ukazały się w Computerworld, nabierają szczególnego znaczenia z perspektywy Brukseli. Szerokim echem odbiło się już negatywne stanowisko Wojciecha Szewki, podsekretarza stanu w tym ministerstwie, wobec wykorzystania oprogramowania open source w administracji publicznej. Stanowisko to zostało zaprezentowane podczas ministerialnej konferencji Unii Europejskiej nt. elektronicznego rządu w Como na początku lipca br. Z jednej strony, koledzy z Europy gratulują mi sukcesu w konkursie eEurope Awards, jakim było wyróżnienie dla polskiego zintegrowanego systemu celnopodatkowego Celina, z drugiej zaś pytają, czy w Como był "ten polski minister, który pracował w Microsofcie?". Po co więc nam takie Ministerstwo Nauki i Informatyzacji, które strzela gola do własnej bramki, skoro Komisja Europejska i poszczególne kraje członkowskie - jak to widać zwłaszcza w VI Programie Ramowym - stawiają na open source? Może lepiej jak najszybciej zrezygnować z tego tworu i porozdzielać kompetencje na poszczególne ministerstwa? Taką tezę stawia zresztą Andrzej Gontarz w artykule

Przegapiony czas.

Szewkosoft kontra Europa

Zgadzam się jednak z nią tylko częściowo. Faktycznie lista osiągnięć Wojciecha Szewki, zwanego ponoć przez podległych sobie urzędników "Juniorem", imponująca nie jest (o czym pisał już na tych łamach Sławomir Kosieliński w artykule Zaprogramować informatyzację). Podzielam też opinię, że sposób, w jaki MNiI zajmuje się informatyzacją, byłby dobry, ale 2, 3 lata temu. Szkoda już chyba jednak czasu na rozważania, czy jest to bardziej ekstrapolacja pomysłów na IT z czasów rządów i koalicji SLD-PSL (1993-1997) czy raczej z epoki walki z Problemem Roku 2000. Zostawmy to historykom informatyki. Natomiast nie zgadzam się zdecydowanie z tezą, że wydzielenie działu "informatyzacja" jest archaiczne i zbędne. Zapomina się w ten sposób o zewnętrznym, europejskim aspekcie takiej koordynacji, który jest dla nas najważniejszy. Innymi słowy, państwo powinno zająć się koordynacją informatyzacji, ale z punktu widzenia naszych interesów jako członka Unii: jak wiele z tego członkostwa możemy wydobyć i ile z naszego dorobku możemy sprzedać. Jak włączyć się w funkcjonujące programy, jak pomóc wypromować nasze firmy, jak dostarczyć im informacji, jak wesprzeć samorządy, w jaki sposób szukać sojuszników do przegłosowania pomysłów korzystnych dla nas. Może nawet jak "wkleić" naszych najlepszych ludzi do pracy w instytucjach wspólnotowych. Wszystko po to, żebyśmy byli podmiotem aktywnie uczestniczącym w obszarze informatyki wspólnego rynku, nie zaś tylko petentem w kolejce po wspólnotowe euro.

To nie herezje - weźmy przykład ze Słowenii, Czech czy nawet Malty, świetnie już sobie radzących na tym polu. Na plecach czuje się też oddech tych kandydatów, którzy czekają do 2007 r. A co się dzieje w Polsce? Ano niewiele. Wojciech Szewko zajmuje się głównie tym, co inni już zrobili (i to najczęściej lepiej - ciekawe, że nie ma jakoś oporów w przejmowaniu udanych pomysłów, wypracowanych m.in. przez "Miasta w Internecie"), albo tym, co gdzie indziej już zweryfikowano, uznając, że nie warto tego robić. Tracimy czas i środki, na dodatek skłócając środowisko IT.

Im bardziej patrzę na to z brukselskiej perspektywy, tym mniej rozumiem, dlaczego tak się dzieje. Być może ekipa "Juniora" nie ma doświadczenia lub jest katastrofalnie przeciążona pracą, czy też nie ufa ludziom spoza obecnej koalicji? Trudno mi bowiem przypuszczać, że istnieje jakiś "ukryty cel" takich akurat działań (jak wyraził się minister Jerzy Szmajdziński o przesłankach prac nad projektem ustawy medialnej, meritum afery Rywina).