Jeśli nie przeszkodzą politycy

Siemens-Nixdorf to jedyna znana firma komputerowa, która zdecydowała się na inwestycje na terenie Europy Wschodniej. W tym celu utworzono nową spółkę - Siemens Nixdorf Osteuropa GmbH z siedzibą w Dreźnie. Z prezesem Zarządu SNO - Hansem Augstem - romawiają Krystyna Karwicka i Andrzej Horodeński.

Siemens-Nixdorf to jedyna znana firma komputerowa, która zdecydowała się na inwestycje na terenie Europy Wschodniej. W tym celu utworzono nową spółkę - Siemens Nixdorf Osteuropa GmbH z siedzibą w Dreźnie. Z prezesem Zarządu SNO - Hansem Augstem - romawiają Krystyna Karwicka i Andrzej Horodeński.

- Skąd się wziął pomysł powołania do życia spółki Siemens- Nixdorf Osteuropa GmbH?

- Gdy w 1990 r. w Europie Wschodniej odbywał się bardzo interesujący proces polityczny, Siemens zareagował zasadniczą przebudową swoich priorytetów uznając, że powstawanie zupełnie nowych struktur jest interesującym i wielce obiecującym wyzwaniem. W październiku 1990 r. doszło do fuzji Zakładu Techniki Przetwarzania Danych Siemens AG z Nixdorf Computer AG i przekazania tej nowej firmie działalności w zakresie przetwarzania danych. Następnie S-N przejął Computer Elektronik Dresden (Comped), dawniej Robotron Elektronik Dresden czyli jedno z przedsiębiorstw wschodnioniemieckiego zjednoczenia Robotron specjalizujące się w budowie dużych komputerów. W efekcie powstała spółka Siemens Nixdorf Osteuropa GmbH, której powierzono cały zbyt i serwis w krajach byłego ZSRR, Polsce, Czecho-Słowacji, Bułgarii i Rumunii. Uznano bowiem, że tylko "będąc na miejscu" można w pełni dostrzec potrzeby i możliwości tych nowych rynków.

- Macie więc doświadczenie na polu przystosowywania socjalistycznego przedsiębiorstwa do warunków rynkowych? Czy udało się pogodzić dawne przyzwyczajenia z nowymi wymaganiami?

- Może zabrzmi to dziwnie, ale nie było z tym prawie żadnych kłopotów. W Robotronie zastaliśmy kadrę znakomitych specjalistów, którzy najzupełniej bezboleśnie i z ochotą przyjęli zmienione reguły gry. Także Uniwersytet Techniczny w Dreźnie, z którym przedsiębiorstwo to miało bliskie kontakty, reprezentuje sobą bardzo wysoki poziom wiedzy fachowej. Dobre przygotowanie fachowe kadry fabryki i uniwersytetu - były głównymi powodami, dla których zdecydowaliśmy się zainwestować w Robotron. Nawet różnica poziomów technologicznych między nami a NRD nie była aż tak ogromna, jak się powszechnie sądziło. Wystarczyło zaledwie 7 miesięcy, by przeorganizować fabrykę i przeprowadzić dodatkowe szkolenia, w Augsburgu i w Dreźnie. Pełne przystosowanie do nowej produkcji zajmie nieco więcej czasu. Dziś firma pracuje już całkowicie samodzielnie, prowadzona przez miejscową załogę, której kwalifikacje nie są w niczym gorsze od kadr naszych pozostałych zakładów.

Doświadczenie to traktujemy jako wstępne wobec całej Europy Wschodniej. Sądzimy, że w jakimś stopniu powtórzy się w pozostałych krajach byłego obozu. Nie wynika to z jakiejś mojej szczególnej skłonności do optymizmu. Zgadzam się, że nasze doświadczenia pozostają w sprzeczności z tym, co generalnie pisze o "Ossies" niemiecka prasa. Rozbieżność bierze się stąd, że prasa z reguły uogólnia, my zaś jesteśmy w tej szczególnej sytuacji, w której o sukcesie przesądzają kwalifikacje. We wszystkich krajach Europy Wschodniej obserwujemy zaskakująco duże umiejętności specjalistów i idącą w ślad za tym elastyczność postaw ludzi. Naprawdę jest z kim współpracować.

- Siemens-Nixdorf włączył się z całą determinacją w nurt systemów otwartych...

- Tak, z bardzo prostego powodu. System otwarty sprzyja użytkownikowi, zapewnia mu bezpieczeństwo w tym sensie, że wydane pieniądze nigdy nie będą wyrzucone w błoto. Pozostając na platformie systemu otwartego, zawsze można go zmodyfikować, rozszerzyć, zastąpić każdy jego element innym, i tak dalej. System otwarty nie jest zbyt wygodny dla producenta, za to bardzo dobry dla klienta. Z tego właśnie powodu cenimy sobie nasze związki z ACE, a zwłaszcza z MIPS.

- Czy S-N produkuje już dzisiaj sprzęt zgodny z normą ARC?

- Jeszcze nie, ale usilnie nad tym pracujemy i już wkrótce wprowadzimy na rynek produkty zgodne z normą ARC. To bardzo istotna część naszej strategii.

- Kiedy?

- Jeszcze nie mogę powiedzieć.

- Listę światowych liderów przemysłu komputerowego bardzo silnie zdominowały firmy amerykańskie; europejskie są na niej zaledwie nielicznymi wyjątkami: ICL, Olivetti, Bull, Siemens-Nixdorf. Udział Europy wydaje się więc w tym przemyśle proporcjonalnie niewielki. Dlaczego tak się dzieje?

- Rzeczywiście, między Europą a Stanami i Japonią istnieje duża różnica poziomów zaawansowania w dziedzinie informatyki. Jest to zjawisko dla Europy niekorzystne. Sami sobie jesteśmy trochę winni, bowiem korzenie tej sytuacji tkwią w braku należytej współpracy. W połowie lat 70. miała miejsce (z inicjatywy Siemensa i Philipsa) próba założenia organizacji UNIDATA, integrującej europejskich wytwórców komputerów. Miałem nawet osobisty udział w pracach nad jej realizacją. Niestety, nie udało się. Idea została pogrzebana wskutek wąsko pojmowanych interesów narodowych. Teraz Europie już nie będzie łatwo dołączyć do światowej czołówki w tej, tak bardzo strategicznej dziedzinie.

- Dziś jednak pogłębiająca się integracja wewnątrzeuropejska może doprowadzić do zamknięcia Europy przed narastającą ekspansją amerykańską i japońską. Czy o to chodzi?

- Zamykanie drzwi przed światem zewnętrznym nie jest żadnym rozwiązaniem. Integracja europejska nie powinna stawiać sobie takich celów.

- Czy ma Pan jakąś inną receptę? W Europie pojawia się coraz więcej fabryk półprzewodników z kapitałem pozaeuropejskim, a równocześnie większość producentów komputerów ze starego kontynentu poniosła w ub.r. straty, wśród nich również Siemens-Nixdorf...

- Rok 1991 był bardzo ciężki dla wszystkich, nie tylko dla europejskich producentów. Tak wielkich strat nie da się odrobić w krótkim czasie. Trzeba uważnie przeanalizować to, co się stało i dobrze się zastanowić nad przyszłością. Nie jest jednak prawdą, że nasza firma odnotowała straty z tytułu zachwiania się jej pozycji na rynku. Rok 1991 przebiegał u nas pod znakiem reorganizacji mającej na celu zintegrowanie Siemensa z Nixdorfem. Była to ogromna i bardzo pracochłonna operacja. Gdyby od naszego bilansu odliczyć jej koszta, okazałoby się, że nasz wynik handlowy jest przyzwoity, wcale nie gorszy niż w latach poprzednich. Nasze straty nie są w istocie stratami. Ich źródłem są wydatki inwestycyjne, a nie straty operacyjne. W tym sensie są to straty pozorne lub czysto księgowe. Wkrótce zaczną procentować.

- Jak dotąd, Siemens-Nixdorf jest obecny w Polsce raczej symbolicznie. Czy nie ma Pan wrażenia, że wchodzicie do Polski trochę zbyt późno?

- Powiem to, co przed kilkoma godzinami powiedziałem waszemu ministrowi przemysłu. Nasza firma powoli przygotowuje się do nowych przedsięwzięć. Gdy już się na coś zdecyduje, jest to z reguły operacja bardzo dokładnie przygotowana. Nasze posunięcia nigdy nie mają charakteru doraźnego. Są zawsze długofalowe i mają na celu tworzenie wartości, a nie łatwe "zarabianie".

- Co wam w Polsce pomaga, a co przeszkadza? Czy sytuacja tutaj jest w jakimś stopniu podobna do tej, którą zastaliście w byłej NRD?

- W Polsce występuje bardzo duże zapotrzebowanie na wysoką technologię. Dysponujecie również dużym potencjałem intelektualnym. Z drugiej strony, niestety, nie daje się zauważyć strategicznego myślenia wśród elity politycznej. Kolejną istotną różnicą jest bariera językowa. Polska informatyka ma wszelkie szanse odnieść sukces - jeśli tylko polski rząd jej w tym nie przeszkodzi.