Jesienny Comdex

Siedzibą jesiennego centrum komputerowego w USA, czyli Comdex/Fall '92 była Convention Center w Las Vegas (16- 20 listopada 1992 r). Przewodnik po wystawie liczył 723 strony i przypominał książkę telefoniczną dużego miasta. Zgodnie z powiedzeniem "jeden obraz wart jest tysiąc słów", tę samą informację zmieszczono na dyskietce 5,25". Nie wyprodukowano natomiast wersji na dyskietkę 3,5", co wywoływało niekończące się skargi maszerujących po wystawie gości z laptopami w ręce.

Siedzibą jesiennego centrum komputerowego w USA, czyli Comdex/Fall '92 była Convention Center w Las Vegas (16- 20 listopada 1992 r). Przewodnik po wystawie liczył 723 strony i przypominał książkę telefoniczną dużego miasta. Zgodnie z powiedzeniem "jeden obraz wart jest tysiąc słów", tę samą informację zmieszczono na dyskietce 5,25". Nie wyprodukowano natomiast wersji na dyskietkę 3,5", co wywoływało niekończące się skargi maszerujących po wystawie gości z laptopami w ręce.

Nowy standard

Najważniejszym wydarzeniem było przyjęcie standardu dla baz danych. Borland International Inc., IBM, Novell Inc. i WordPerfect Corp. przedstawiły wspólny projekt zapisywania i importowania danych, niezależnie od tego, w jakiej architekturze baza została zbudowana. Nowy standard interfejsu kodowania danych nazwano IDAPI (Integrated Database Application Programming Interface). Przyjęty sposób zapisu pozwala importować dane zarówno z baz relacyjnych jak i "nawigacyjnych", czyli opartych na stałych adresach. Interfejs będzie więc działać zarówno na bazach Borlanda dBase i Paradox, jak i na bazach IBM-a, pracujących metodą sekwencyjnego dostępu (Index Sequential Access). IDAPI uwzględnia istniejące już standardy, w szczególności tzw. SQL/CLI (SQL/Call Level Interface).

Przygotowano już zestaw zaleceń dla twórców oprogramowania, który pozwala tworzyć aplikacje do baz danych, zgodny z przyjętym standardem IDAPI. Może on być wykorzystany przez firmy produkujące aplikacje dla DOS-u, OS/2 i Windows. Nie podano jednak, kiedy gotowy będzie sam interfejs. Wiadomo jednak, że będzie miał podwójne znaczenie: dla mikrokomputerów powstaną nowe biblioteki DLL (Dynamic Link Library), zaś w sieciach będzie działał jako uniwersalny router bazy danych.

Propozycja nowego standardu została dobrze przyjęta na wystawie. Dołączyło się do niej wiele firm, w tym Banyan, Cognos, Computer Associates, Crystal Services, Delrina, Frame, Gupta, Intersolve, MicroDecision Ware, MicroFocus, MicroRim, Oracle, SAS, Watcom i XDB.

Hybrydy

Poważne zainteresowanie wzbudziły też hybrydowe notebooki/penbooki. Grid Systems Corp. przedstawiła Grid Convertible - kombinację komputera klawiszowego z piórem elektronicznym. Komputer jest wyposażony w procesor Intel 25-MHz 80386SL. Kosztuje 3495 USD i pracuje przy systemie operacyjnym Microsoft Windows for Pen Computing. Program ten zespolony jest z arkuszem kalkulacyjnym PenCell firmy Penware, Inc.

Brent Rogers, dyrektor działu informatycznego firmy ubezpieczeniowej Colonial Life & Accident Insurance Co. złożył zamówienie na 1500 egzemplarzy hybrydowego penbooka dla swoich agentów. Jego zdaniem penbook/notebook jest idealnym urządzeniem dla tych pracowników, którzy dotąd nie posługiwali się komputerem w swojej pracy i czują do niego niechęć. Jeśli się ich wyposaży w zwykłe penbooki, to tylko zwiększa się ich strach przed komputerem klawiszowym. Hybrydowy komputer pokazuje im, że międy dwoma rodzajami komputerów nie ma istotnych różnic funkcjonalnych.

cc:Mail pod Workplace Shellem

Autorem innego, wysoko ocenionego pomysłu był Lotus. Pokazał on obiektowo zorientowaną wersję cc:Mail, pracującą pod systemem OS/2 2.0. Zapewnia ona większą elastyczność i łatwość manipulacji. Wykorzystuje interfejs graficzny Workplace Shell wbudowany przez IBM dopiero do OS/2 2.0. Workplace Shell pozwala przedstawić każdą żądaną operację sieciową, np. inbox, message folders, bulletin boards czy directories, jako osobny obiekt, reprezentowany przez własną ikonę. Funkcja "przenoszenia i upuszczania" (drag-and-drop) ułatwia przejście między rozmaitymi ikonami, oraz pozwala dowolnie połączyć dokumenty z poszczególnymi oknami. Demonstracja tej aplikacji przekonała wielu widzów, że OS/2 nie jest systemem skazanym na straty. Może być szczególnie przydatny np. ze względu na swą funkcję Workplace Shell. Przedstawiciel IBM wykorzystał okazję, aby poinformować, że istnieje już 450 aplikacji na Workplace Shell. Nowa wersja cc:Mail ma kosztować 495 USD i będzie w sprzedaży za trzy miesiące.

Na wystawie w Las Vegas po raz pierwszy pojawiła się publicznie grupa Personal Software Products, jeden z usamodzielnionych oddziałów IBM. Od jej szefa, Lee Reiswiga, próbowano uzyskać informacje na temat przyszłości systemów operacyjnych, używanych w sprzęcie IBM. W przygotowaniu jest Pink, system opracowywany przez firmę Taligent, który ma znaleźć zastosowanie zarówno u Apple jak i w sprzęcie IBM.

Odpowiedź Reiswiga była celowo enigmatyczna: "W przyszłym roku na bazie OS/2 powstaną techniki obiektowe. Pozwolą one twórcom oprogramowania wytwarzać aplikacje, które w przyszłości znajdą zastosowanie w systemie Pink."

Słowom tym nie szczędzono szyderstw. Reiswig mówił tak, jakby przewidywał, co stanie się w IBM-ie i sam na to nie miał żadnego wpływu. Znaleziono jednak natychmiast jednoznaczną interpretację tej delfickiej wypowiedzi. Po pierwsze, że IBM zdecydowanie odrzuca NT, po drugie, zamierza w przyszłości oprzeć się na systemie Pink, a po trzecie, w dalszym ciągu nie wiadomo, co myśleć o systemie OS/2.

Co się rzucało w oczy?

Najpopularniejszymi nowościami technicznymi Comdex'u były rozmaite penbooki, systemy komunikacji bezprzewodowej oraz interfejsy graficzne dla multimediów i telekomunikacji.

Wypowiadano się jednak krytycznie o wszystkich trzech rodzajach urządzeń. Penbooki niewiele różnią się między sobą i ich przyszłość na rynku jest dość wątpliwa. Komunikacja bezprzewodowa napotyka na razie na zasadnicze trudności w ochronie przekazu. Wciąż nie wyeliminowano niebezpieczeństwa zakłóceń i nieuprawnionego dostępu do danych. Za dwa lub trzy lata spodziewane są nowe rozwiązania, uwzględniające te zastrzeżenia. Wreszcie multimedia stają się mniej popularne niż w zeszłym roku z uwagi na recesję. Amerykańskie firmy przeprowadzają "downsizing", czyli rozpadają się na oddziały o określonej specjalizacji. Budżet każdego oddziału jest oczywiście mniejszy niż macierzystej firmy. Większość z nich nie może sobie pozwolić na zakup drogich urządzeń do telekomunikacji. Tym bardziej, że atrakcyjne prezentacje w okresie ekonomicznego zastoju nie są w stanie ściągnąć dużej liczby klientów.

Sztuka dla sztuki

Zapewne pod wpływem tego sceptycznego nastawienia do rynku, niektóre firmy reklamowały się w sposób zupełnie nie zobowiązujący do kupowania czegokolwiek. Stargate rozdawała metalowe znaczki wpinane do klapy, wyposażone w bateryjkę i wyświetlające ich logo. Na tym nie koniec. Osobom noszącym znaczek obiecano, że jeśli przedstawiciel Stargate spotka ich w jakimś kasynie otrzymają gotówkę na jedną stawkę w dowolnej grze. Reprezentanci firmy najczęściej kręcili się w kasynach Mirtage i Caesar. Co bardziej sceptyczni goście wystawy twierdzili, że gotówkowe wypłaty pochodziły z samych kasyn.

Wystawa w Las Vegas, jak każde poważne przedsięwzięcie przemysłowe, miała też swoją lżejszą stronę. Microsoft przedstawił bazę danych Foxpro 2, która pracowała bez zarzutu. Gorzej natomiast wypadł jego program graficzny Access. Podczas demonstracji Access dwa razy błędnie przenosił graf, a na koniec gdy zgaszono światło by pokazać wynik na ekranie, ekran uparcie pozostawał pusty. Przedstawiciel Microsoftu znalazł naprędce wytłumaczenie, które zdobyło powszechne uznanie: "Ktoś musiał po ciemku kopnąć kabel i odłączył nas od prądu."

Doroczna nagroda dla firmy najbardziej sexy została przez feministki przyznana Computer Associates ponieważ w ich stoisku pracowały najskromniej ubrane panie.

T. S. Microtech, Inc. oferował 40 USD każdemu, kto nie bacząc na wysoką temperaturę na powierzchni ich procesora 486 zdołał utrzymać na nim palec przez 40 sekund. Eksperyment dowodził - w intencji jego organizatorów - że niemal w ogóle się nie grzeje. Zaczerwienione palce mówiły co innego.

W Las Vegas nie ma transportu publicznego. Jest to zrozumiałe, bo w bogatym mieście bogaci ludzie jeżdżą tylko taksówkami. Zasada ta jednak zawodzi, gdy naraz pojawi się tam kilka tysięcy informatyków. Bogaci ludzie stoją wtedy w kolejce do taksówki przez dwie godziny. Wysiadając na lotnisku mruczą pod nosem: "Nigdy więcej. Za mało mi płacą, żebym brał udział w takiej błazenadzie."

Tak mówili oczywiście tylko ci, którzy zdążyli na samolot. Pozostali nie godzili się na ich cytowanie.


TOP 200