Jednolita architektura aplikacji jako narzędzie zmiany

Wśród najważniejszych priorytetów dla dyrektorów IT w 2017 roku znajduje się umożliwienie szybkiego wprowadzania zmian w organizacji.

Przejście od wielu różnych dedykowanych aplikacji, które są trudne w utrzymaniu i rozwoju oraz powodują problemy na wielu firmowych frontach do pojedynczej platformy typu no-code, dzięki której uzyskujemy możliwość szybkiego reagowania, może się okazać kluczowe.

Według firmy Gartner ponad 2,5 tysiąca marek z 93 krajów, których dyrektorzy ds. informatycznych wzięli udział w badaniu “CIO Agenda” w 2016 roku wyda łącznie 292 miliardy dolarów na działania z obszaru IT. Zgodnie z raportem, topowe organizacje, biorące udział w badaniu w ciągu ostatnich dwóch lat potroiły liczbę procesów przebiegających w formie cyfrowej, a do 2018 roku liczby te wzrosną jeszcze dwukrotnie. Gartner nazywa to budowaniem cyfrowego ekosystemu firmy.

Zobacz również:

Należy jednak pamiętać, że w epoce toczącej się właśnie transformacji cyfrowej ważne jest, aby nie tylko cyfryzować dane i procesy, ale również, aby robić to we właściwy sposób. Wiele firm powinno się obecnie przyjrzeć portfolio aplikacji biznesowych wdrożonych na przestrzeni ostatnich lat i zadać sobie pytanie, jakie konsekwencje dla biznesu może przynieść utrzymywanie wielu różnych aplikacji, pochodzących od wielu różnych dostawców i czy nie zachodzi możliwość albo wręcz konieczność zoptymalizowania istniejącej architektury aplikacyjnej.

Sprawdzian dla działu IT

Z punktu widzenia działu IT sytuacja często jest trudna: jeśli zatrudnione są w nim trzy osoby i muszą się zająć utrzymaniem i rozwojem trzydziestu różnych aplikacji biznesowych, to naturalnym jest, że podzielą się zadaniami i każda z nich zajmować się będzie na przykład dziesięcioma programami. Układ ten ma prawo działać, ale tylko do czasu, aż jedna z osób nie pójdzie na dłuższy urlop. Wtedy napotykamy na problem, bo jako że każda z wdrożonych aplikacji jest inna, potrzeba konkretnych kompetencji do jej utrzymania. Zatem osoba, która zostanie w pracy będzie musiała zająć się nie tylko dziesięcioma aplikacjami, które już zna, ale i dziesięcioma, o których nie ma zielonego pojęcia.

Patrząc od strony utrzymania takiego systemu, mamy natomiast trzydzieści umów z trzydziestoma różnymi dostawcami, trzydzieści opłat typu SLA i trzydzieści osób, z którymi musimy współpracować, rozmawiając o ewentualnym rozwoju. Natomiast z punktu widzenia użytkowników końcowych mamy do czynienia z trzydziestoma interfejsami do obsługi aplikacji. W końcu dochodzimy do momentu, w którym musimy sobie zadać pytanie, co możemy z tym zrobić.

Ujednolicenie zamiast likwidacji

W pierwszym odruchu firmy często decydują się na rezygnację z części aplikacji, aby zaoszczędzić na ich utrzymywaniu i rozwoju. Problem w tym, że to nie zawsze wchodzi w grę, bo jeśli aplikacje działają, to zazwyczaj są przez pracowników wykorzystywane. Istnieje jednak inna droga. Alternatywą dla zbyt skomplikowanej architektury aplikacyjnej w przedsiębiorstwie mogą się okazać platformy typu Rapid Application Development czy Business Process Management, które pozwalają ją ujednolicić. Co zyskujemy dzięki homogenicznemu środowisku aplikacyjnemu?

Przede wszystkim jedna platforma oznacza standaryzację – firma może jednocześnie korzystać z trzydziestu aplikacji, ale dział IT, który się nimi opiekuje ma do utrzymania jeden system od strony sprzętowej. Wystarczy mu jeden zestaw kompetencji niezależnie od tego, za co odpowiada konkretna aplikacja, bo wszystkie są zbudowane na tej samej platformie. Zyskuje też pewną niezależność od zasobów ludzkich – bardzo łatwo jest wprowadzić do pracy nową osobę, chociażby po to, żeby przejęła utrzymanie i rozwój systemu na czas nieobecności innego członka zespołu ponieważ platformy RAD/BPM najczęściej pozwalają na dostarczenie aplikacji bez kodowania.

Po drugie mamy jednego dostawcę, ewentualnie dwóch lub trzech, z którymi możemy współpracować wymiennie. Mamy też tylko jedną umowę utrzymaniową, co więcej - mamy jeden serwer i jedną platformę sprzętową, w ramach której może być rozwijane całe środowisko.

Jedna platforma

Platformy typu RAD/BPM osiągnęły taką dojrzałość, że dzisiaj stają się realną alternatywą dla tworzenia aplikacji dedykowanych. I to nie tylko w przypadku małych, pomocniczych aplikacji o niewielkim znaczeniu biznesowym, ale także w odniesieniu do aplikacji krytycznych z punktu widzenia biznesu. Do tej pory było to nie do pomyślenia. Jeszcze 5 lat temu krytyczne rozwiązania oznaczały dedykowane rozwiązania. Dziś okazuje się, że nawet tak istotne aplikacje mogą być budowane z wykorzystaniem jednej platformy.

Bardzo ważna jest też reużywalność danych. Niemal 30 lat temu zaczęły się pojawiać systemy ERP zintegrowane w tym rozumieniu, że zamiast posiadania osobnych modułów finansowych, kadrowych, sprzedażowych, czy magazynowych, które były kompletnie niezależne i „nie rozmawiały ze sobą“, firma otrzymywała połączony system. Wystarczyło zarejestrować kontrahenta w jednym module, aby następnie korzystać z wprowadzonych danych w innym. Dzięki temu unikaliśmy redundacji fizycznych danych oraz czynności biznesowych, związanych z ich administracją, utrzymaniem i ponownym wykorzystaniem. Teraz dokładnie to samo dzieje się w kontekście platform aplikacyjnych. Dzięki RAD/BPM nie mamy już kilkudziesięciu niezależnych wysp, które trzeba integrować za pomocą żmudnego budowania mostów, a jeden system, który pozwala wykorzystywać raz wprowadzone dane w różnych procesach biznesowych. I staje się to prostsze niż kiedykolwiek.

Elastyczna zmienność

Ujednolicenie środowiska aplikacyjnego firmy przynosi również znaczne usprawnienia pod kątem działań strategicznych – a to jest głównym celem wdrażania Architektury Korporacyjnej. Ponieważ platformy RAD/BPM są aplikacjami typu low-code, niektóre z nich oferują bardzo dużą elastyczność w zakresie zarządzania zmianami. Zatem firma jest w stanie w bardzo prosty sposób dostosowywać aplikacje biznesowe do zmieniających się potrzeb biznesu. Kiedy pojawia się nowy model prowadzenia biznesu, a wraz z nim konieczność zmiany aplikacji, która obsługuje poprzedni model, firma jest w stanie bardzo szybko to nowe rozwiązanie dostarczyć. Nie mówimy tu już o kilku miesiącach prac, a o kilku tygodniach, a nawet dniach, potrzebnych na wybudowanie nowych aplikacji czy kompletną zmianę tych obecnie funkcjonujących. W efekcie otrzymujemy lepszą kontrolę nad biznesem, lepszą koordynację działań oraz pełen pakiet informacji, potrzebnych do podejmowania kluczowych dla biznesu decyzji w jednym miejscu, za sprawą jednego kliknięcia.

Z biznesowego punktu widzenia to daje nam gotowość na Czwartą Rewolucję Przemysłową.

Łukasz Wróbel - Chief Business Development Officer, SVP w spółce WEBCON, która od 2006 roku tworzy autorskie oprogramowanie klasy RAD/BPM (Rapid Application Development / Business Process Management) dla platformy Microsoft SharePoint. Humanista, a jednocześnie pasjonat technologii, od lat związany z branżą IT i narzędziami, które pozwalają zwiększać efektywność przedsiębiorstw i skutecznie wprowadzać najlepsze praktyki zarządzania. Początkowo odpowiedzialny za business intelligence i systemy ERP w Comarch, od 2010 roku współtworzy WEBCON, gdzie odpowiada za rozwój biznesu. Źródłem satysfakcji zawodowej są dla niego prawdziwie zadowoleni klienci i konsekwentny podbój rynków międzynarodowych. Prywatnie pasjonat motoryzacji, fotografii i dobrej lektury.


TOP 200