Jedni drugich nie cenią

Trudności z wykorzystaniem możliwości V Programu Ramowego Unii Europejskiej pokazały, jak duży rozziew istnieje między działalnością naukową a życiem gospodarczym w Polsce.

Trudności z wykorzystaniem możliwości V Programu Ramowego Unii Europejskiej pokazały, jak duży rozziew istnieje między działalnością naukową a życiem gospodarczym w Polsce.

Pełne uczestnictwo w V Programie Ramowym oznaczałoby de facto całkowitą gotowość Polski do integracji z Unią Europejską w zakresie badań naukowych. 'Stopień zaangażowania Polski w V Program Ramowy jest pewną miarą nowoczesności naszej nauki' - zauważa prof. Wojciech Cellary, kierownik Katedry Technologii Informacyjnych Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

Ze zgłoszonych przez Polskę projektów odrzucono prawie dwa razy więcej niż w przypadku krajów należących do Unii. W Polsce w realizację projektów jest zaangażowanych jedynie 60 zespołów, podczas gdy - dla porównania - w Grecji czy Niemczech jest to odpowiednio: 500 i 1340. Co więcej, Polacy występują na ogół jako podwykonawcy, nie zaś organizatorzy czy partnerzy przedsięwzięć (konsorcjów gromadzących zarówno firmy komercyjne, jak i placówki naukowe). V Program Ramowy został przez nas przyjęty jako przedsięwzięcie z gruntu naukowe, gdy tymczasem nauka powinna pozostawać na drugim planie. Aktywny udział w nim powinny brać firmy z sektora MSP. U nas był on znikomy.

Papierek lakmusowy

Na początku wszyscy byli pełni optymizmu. Nieliczne opinie, że nie zdołamy w dofinansowywanych projektach odzyskać pieniędzy wniesionych przez Komitet Badań Naukowych z tytułu opłaty partycypacyjnej (ponad 110 mln euro) traktowano jako defetyzm. Niestety, okazało się, że to pesymiści mieli rację. Konfrontacja z kryteriami kwalifikacyjnymi V Programu Ramowego jednoznacznie uwidoczniła nie tylko nie najlepszą kondycję polskiej nauki, lecz również brak rzeczywistych powiązań między nauką a gospodarką. 'W realizację tego unijnego programu weszliśmy całkowicie nie przygotowani' - mówi prof. Michał Kleiber, dyrektor Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN. Zabrakło nie tylko wiedzy, jak należy się poruszać w biurokratycznych meandrach unijnego programu. Przede wszystkim ujawniła się nieumiejętność nawiązania dialogu z biznesem przez przedstawicieli instytutów naukowych. 'W krajach unijnych naukowiec występuje jako przedstawiciel konkretnych firm, wiążąc swoją działalność z ich potrzebami' - mówi Krzysztof Trojanowski, polski koordynator IST - najważniejszego elementu V Programu Ramowego, obejmującego różnorodne działania, pod zbiorczym hasłem budowy przyjaznego społeczeństwa informacyjnego.

Przedsiębiorca oczekuje, że zostanie mu przedstawiony prototyp z receptą na wdrożenie, nie zaś mgliste wizje. "Oczekuje również, że skoro ktoś chce mu coś sprzedać, to przyjmie postawę obowiązującą na rynku, a nie w laboratorium" - mówi Jeremi Mordasewicz, wiceprezes Business Centre Club.

V Program Ramowy ma na celu stworzenie swoistego rynku nauki, gdzie kupującym jest przemysł. Dlatego wygrywają na nim projekty użyteczne. Dzięki temu mają powstać ścisłe związki między nakładami na naukę a efektami gospodarczo-społecznymi prowadzonych badań. O to trudno dzisiaj w Polsce, gdy placówki naukowo-badawcze prawie w całości finansowane są ze środków budżetowych. Z kolei w polskich firmach brak jest działów badawczo-rozwojowych, a nawet osób odpowiedzialnych za rozwój. Wynika to oczywiście z wciąż ograniczonego horyzontu planowania działalności większości firm. Ponadto przy prowadzonej w Polsce prywatyzacji nie zadbano o zagwarantowanie prowadzenia u nas działalności R&D (jak to uczyniono np. na Węgrzech).

Nauka otorbiona

Niektóre firmy informatyczne, np. Oracle, , SAP czy Cisco, współpracują z uczelniami, często udostępniając im swoje produkty za darmo lub prawie darmo (w ramach licencji edukacyjnych). Czynią to jednak głównie w celu przygotowania kadr wyszkolonych w korzystaniu z ich technologii. Ta możliwość, niewątpliwie atrakcyjna dla studentów, nie odnosi się w żaden sposób do działalności naukowo-badawczej.


TOP 200