Jak zostać konsultantem

Złośliwi twierdzą, że konsultant to facet, który zna sto pozycji i ani jednej kobiety. Nie da się zaprzeczyć, że jest w tym dużo racji. Głównym bowiem zadaniem konsultanta jest sprawianie wrażenia osoby znającej się na wszystkim, bez konieczności posiadania rzeczywistej wiedzy.

Złośliwi twierdzą, że konsultant to facet, który zna sto pozycji i ani jednej kobiety. Nie da się zaprzeczyć, że jest w tym dużo racji. Głównym bowiem zadaniem konsultanta jest sprawianie wrażenia osoby znającej się na wszystkim, bez konieczności posiadania rzeczywistej wiedzy.

Konsultant taki udaje się np. do wydziału finansowego, aby określić oczekiwania użytkowników końcowych, i mówi do głównej księgowej: aplikacja, procedura, rekord. Księgowa słucha go uważnie i odpowiada: saldo, bilans, rozrachunki. I tak sobie gawędzą przez dwanaście kolejnych spotkań. W tym czasie księgowa ma prawo nie znać się na informatyce, lecz konsultant powinien znać się na księgowości. Podczas trzynastego spotkania konsultant potrafi już używać języka księgowych i od tej pory wpisuje do swojego CV: "...specjalizacja w zakresie projektowania rozbudowanych systemów finansowo-księgowych wraz z powiązaniami z systemami okołofinansowymi, poparta wieloletnią praktyką..." Co prawda konsultant nadal nie zna się na księgowości, ale już może we właściwym momencie użyć odpowiedniego terminu.

Jest to umiejętność niezwykle ważna, by nie powiedzieć kluczowa, w pracy konsultanta. Najwygodniejsze jest zadawanie pytań zawierających trudne i nie stosowane w mowie potocznej terminy. Nie wolno jednak swoich wypowiedzi wypełniać angielszczyzną. Jeszcze przed kilkoma laty robiło to wrażenie, lecz obecnie należy liczyć się z możliwością trafienia na partnera znającego ten język. Dlatego należy unikać wszelkich "redundancji danych" i nowomowy, tak lubianej przez początkujących konsultantów.

Język, którym konsultant powinien zwracać się do potencjalnego zleceniodawcy, musi być przede wszystkim czytelny ... ale bez przesady. Dobre wrażenie robi użycie fachowego terminu, o którym wiadomo że rozmówca go nie zrozumie, a następnie wyjaśnienie go w kilku przystępnych słowach. Dzięki temu z jednej strony konsultant zaprezentuje rozległą wiedzę, z drugiej - da się poznać jako osoba komunikatywna.

Konsultant zawsze powinien umieć zachować zimną krew. Jeżeli w projekcie popełni błąd wychwycony przez innego konsultanta, powinien ze skupionym wyrazem twarzy zagłębić się w lekturę opracowanego przez siebie projektu, a następnie zaproponować przerwę na papierosa. Wtedy będzie mógł wyjaśnić młodszemu koledze (doświadczony konsultant nigdy nie wskaże błędu przy zleceniodawcy), na czym polega zawodowa solidarność.

Pod żadnym pozorem nie wolno wdawać się w fachowe dysputy w obecności zleceniodawcy. Nic tak nie irytuje ludzi, jak uczestnictwo w dyskusjach, z których nie rozumieją ani słowa. W ostateczności, jeżeli ten niekoleżeński konsultant nie pali, można przyznać mu częściowo rację. Należy się upierać, że nasze rozwiązanie jest alternatywne do jego lub jest, co prawda, nieco gorsze, ale za to znacznie tańsze lub na odwrót, zależnie od okoliczności i priorytetów zleceniodawcy.

Gorzej jeśli błąd wychwycił wykonawca. W takim przypadku konsultant powinien mu z kamienną twarzą zasugerować udanie się na przeszkolenie bądź przeczytanie kilku podręczników. Ich wspólny zleceniodawca i tak nie będzie wiedział o co chodzi, bowiem wiedział, nie zatrudniałby konsultanta. A jeżeli konsultantowi płaci, powinien mieć do niego zaufanie.

Oczywiście pozostaje problem błędu. Najlepiej zasugerować wykonawcy, by - nie przejmując się dokumentacją przygotowaną przez konsultanta - wykonał wszystko poprawnie i na drugi raz nie robił afery, gdyż konsultant nie podpisze protokołu odbioru. Taki mały szantaż bardzo dobrze wpływa na wzajemną współpracę i konsultant może już spokojnie popełniać błędy, które wykonawca skoryguje. Jeżeli jednak konsultant ma pecha trafić na wykonawcę, któremu wydaje się, że konsultanta można lekceważyć, należy uczynić wszystko, by to wykonawca miał pecha trafić na tak dokładnego konsultanta.

Jedynym skutecznym sposobem "utarcia nosa" wykonawcy jest dokonywanie jak najbardziej szczegółowego odbioru, połączonego z wykazywaniem jak największej liczby niedoróbek. Po ich usunięciu zawsze będzie można znaleźć następne. Gdy wykonawca jest już na etapie karnych odsetek, można zmniejszyć liczbę znajdowanych niedociągnięć o połowę. Gdy kary umowne przekroczyły już zysk z kontraktu, należy dokonać odbioru ostatecznego. Ważne, by nie narazić wykonawcy na poważne straty finansowe. Ludzie zdesperowani są bowiem niebezpieczni.

Należy oczywiście wkalkulować w ryzyko zawodowe możliwość popełnienia pomyłki, z której nie uda się już w żaden sposób wycofać ani przenieść na nikogo odpowiedzialności. Możliwe, że po pewnym czasie towarzystwa ubezpieczeniowe wprowadzą polisy dla konsultantów od odpowiedzialności za błąd w sztuce. Na razie jednak zawód konsultanta pozostaje zajęciem bardzo ryzykownym.

A jeśli konsultant popełni ten nieodwracalny błąd?

No cóż. Jest tyle pięknych zawodów...


TOP 200