Jak z dyrektora ds. IT stać się prezesem zarządu?

Samotny jeździec

Chris Lofgren ostatnio spojrzał wstecz. Nie z żalem, ale z pewną mądrością i wiedzą na temat siebie samego, która wynika z wielu lat praktyki. Dziś ma ponad 20 lat doświadczenia pracy w Schneider National, prywatnej firmie logistycznej i transportowej. Choć dołączył do branży logistycznej w 1994 roku, już w 1996 został dyrektorem ds. IT. W 2000 roku został mianowany dyrektorem generalnym zależnej spółki logistycznej, a w 2001 roku dyrektorem ds. operacyjnych całej firmy. Objęcie fotela prezesa zajęło mu potem tylko rok.

- Mój awans był naturalną konsekwencją, ponieważ firma logistyczna opiera się na technologii – twierdzi Lofgren. Ale nigdy nie miał zamiaru zostać jej prezesem. Jednak, gdy syn założyciela firmy poprosił go o objęcie tego stanowiska, zgodził się. Twierdzi, że lubi złożoność zagadnień, z którymi spotyka się jako prezes, w tym takich jak budowanie i utrzymywanie relacji na Wall Street czy grę w korporacyjne szachy, w których trzeba dobrze rozłożyć w czasie kolejne ruchy tworzące razem plan złożonych interakcji. Jednak, jak mówi, najbardziej satysfakcjonujące dla niego jest zarządzanie talentami. Ma wtedy możliwość otwierania nowych możliwości przed ludźmi, przekazania im większej odpowiedzialności i tym samym otrzymania awansu.

Zobacz również:

Te umiejętności Lofgren doskonalił na każdym szczeblu swojej kariery zawodowej.

Mimo wszystko, tęskni za stanowiskiem dyrektora ds. IT, które „sprawiało mu najwięcej radości w całej karierze”. Lubi zależności przyczynowo - skutkowe oraz możliwość zagłębienia się w technologie i nowinki techniczne. – Robi się coś, co może zmienić świat – mówi. – A Twoje działania jako dyrektora ds. IT nie są mierzone wyłącznie miarą wyników finansowych – dodaje.

Jednak w pełnym przepychanek świecie prezesa rzeczy nie zawsze dzieją się tak, jakbyś chciał. W zeszłym roku, Ron Thieme został awansowany ze stanowiska dyrektora ds. IT na prezesa AIT Laboratories, prywatnej spółki zajmującej się badaniami w obszarze medycyny – po tym, jak jej założyciel odszedł z firmy. Ale zaledwie siedem miesięcy później Evans wrócił, a Thieme zrezygnował. Dziś Thieme odmawia rozmowy o szczegółach rezygnacji. Mówi jednak, że postrzegał pracę dyrektora ds. IT z perspektywy biznesowej, był inspirującym liderem, który doskonale nadawał się do roli prezesa.

Zajmując najwyższe stanowisko w firmie, Thieme szybko zorientował się, że musi myśleć w dużo szerszej perspektywie. – Wszyscy raportują bezpośrednio do Ciebie i przestają być Twoimi partnerami. Możesz jednak zobaczyć, jak wszyscy pracują wspólnie nad ulepszaniem pozycji firmy na rynku – mówi.

Dziś angażuje się w prowadzenie start-upu: farmy drobiu i wołowiny produkowanych zgodnie z ruchem żywności ekologicznej.


TOP 200