Jak przechodziliśmy Odrę

Wrocław leży nad Odrą. Odrą można zarazić się, zwłaszcza w młodym wieku. W latach 70. za pośrednictwem komputerów o nazwie Odra wielu Polaków zaraziło się bakcylem informatyki. Wspominając jej młodzieńcze lata w naszym kraju, nie sposób pominąć Wrocławskich Zakładów Elektronicznych "Elwro".

Wrocław leży nad Odrą. Odrą można zarazić się, zwłaszcza w młodym wieku. W latach 70. za pośrednictwem komputerów o nazwie Odra wielu Polaków zaraziło się bakcylem informatyki. Wspominając jej młodzieńcze lata w naszym kraju, nie sposób pominąć Wrocławskich Zakładów Elektronicznych "Elwro".

Powstanie Zakładów "Elwro" w 1959 związane było z rozwojem telewizji w Polsce. Ich pierwszym dyrektorem został inż. Tarnkowski. Zorganizowane przez niego biuro konstrukcyjne zajmowało się, tak jak cały zakład, podzespołami radiowo-telewizyjnymi, m.in. przełącznikiem kanałów telewizyjnych. Osobnym tematem były elektroniczne przyrządy pomiarowe. Pierwszym człowiekiem, który nie pracując jeszcze w Elwro zaczął mówić o komputerach, był inż. Stefan Rylski, budujący w tym czasie przekaźnik telewizyjny w Karkonoszach. To właśnie on rzucił hasło - trzeba zrobić wszystko, żeby Elwro zajęło się komputerami.

Na początku był jeden bit...

Pierwszy elwrowski komputer to UMC1, którego produkcję rozpoczęto w 1962. Wrocław nie dysponował jeszcze wtedy własną,odpowiednio wyszkoloną i doświadczoną kadrą, która skoncentrowana była głównie w Politechnice Warszawskiej u prof. Antoniego Kilińskiego oraz w Instytucie Maszyn Matematycznych w Warszawie. Rozpoczęcie produkcji UMC1 było w dużym stopniu zasługą profesora Kilińskiego. Dokumentacja została wykonana siłami młodych inżynierów z Elwro, pod kierunkiem fachowców z Politechniki Warszawskiej. Był to wielki sukces, choć oceniając UMC1 z perspektywy czasu, było to swego rodzaju monstrum. Do załadowania go na samochód ciężarowy potrzebnych było ośmiu silnych mężczyzn. Nie mówiąc już o zasilaczu o mocy ponad 10 kVA, który był osobnym urządzeniem. Wejście-wyjście stanowił dalekopis. Maszyna pracowała z prędkością 200 stałoprzecinkowych operacji/s. Ale już wtedy miała coś, co można by w dzisiejszych kategoriach nazwać systemem operacyjnym, choć oczywiście nie tak rozbudowanym jak obecne. Nosił on nazwę najpierw W-18, później W-20. Stanowiło go niewiele komend, był więc stosunkowo prosty, choć oczywiście trzeba było umieć się nim posługiwać. UMC1 była maszyną szeregową, z 1-bitowym sumatorem i 36-bitowym słowem maszynowym, w odróżnieniu od 32-bitowego słowa maszynowego w komputerach IBM.

UMC1 sprzedawała się dobrze, może nie tyle ze względu na swą funkcjonalność, która była bardzo słaba z dzisiejszego punktu widzenia, ile dlatego, że tak dla odbiorców jak i dla jej twórców, był nowym, fascynującym doświadczeniem. Maszyna znalazła stu kilkudziesięciu nabywców. Kupiła ją AGH i wiele innych uczelni. Były pierwsze zastosowania w przemyśle, choć bardziej dociekliwi dyrektorzy zadawali pytania typu: po co się coś takiego robi, jeśli to zajmuje tyle miejsca i tak strasznie grzeje.

Już w 1962 r. Elwro zaczęło prowadzić kursy szkoleniowe. Materiały szkoleniowe zawierały: omówienie W-18, W-20, całej organizacji maszyny i jej obsługi technicznej (która była niezwykle uciążliwa, gdyż lampy się psuły codziennie). Mimo niedoskonałości, maszyna stanowiła elementarną szkołę rozumienia architektury komputera, organizacji logicznej, komponentów logicznych z których była zbudowana, sposobu łączenia tych komponentów w sieć logiczną i w końcu oprogramowania komputerów.

Wszyscy ludzie dyrektora

Kiedy w 1963 r. dyrektorem Elwro został inż. Stefan Rylski, uświadomił swym pracownikom fakt, że fabryka będzie istniała tak długo, jak długo kadra techniczna będzie umiała opracowywać własne maszyny. Oprócz entuzjazmu, którym zarażał wszystkich i daru przekonywania, Rylski miał cenną umiejętność wyszukiwania osób na odpowiednie stanowiska. Stworzył zespół ludzi, dzięki którym możliwe były wszystkie sukcesy Elwro. Odpowiedzialnym za organizację zaplecza naukowo-technicznego był Zbigniew Wojnarowicz, elektronik. Wojnarowicz był człowiekiem bardzo zdyscyplinowanym i wymagającym dyscypliny od inżynierów. To on, na zlecenie Rylskiego, zorganizował biuro rozwojowe, w którym rodziły się pomysły i powstawała dokumentacja.

Drugą postacią której nie sposób nie wymienieć był Thanasis Kamburelis, obecnie profesor informatyki Uniwersytetu na Krecie, uważany za mózg elwroskich komputerów. Kamburelis był Grekiem przybyłym do Polski razem z rodziną w 1948 r. Ukończył szkołę średnią i studia matematyczne we Wrocławiu, po czym rozpoczął pracę w Elwro i od razu dał się poznać jako doskonały specjalista od organizacji maszyn matematycznych. Rozpoczynał od Odry 1003 zajmując się organizacją logiczną i wytycznymi dla programistów. Za jego sprawą funkcjonowało w Elwro powiedzenie "jak Grek z Polakiem".

Człowiekiem nr 2 w zakresie rozwoju maszyn był w tym czasie młody poznaniak, który ukończył elektronikę w Politechnice Wrocławskiej, Andrzej Zasada. W Ministerstwie Przemysłu Maszynowego mówiono o nim "imć pan Zasada", bo nie uznawał żadnych biurokratycznych autorytetów, jednak wiele rzeczy dzięki temu potrafił przeforsować. Zasada był istnym generatorem pomysłów, a zajmował się przede wszystkim techniką podstawową, a więc elementami logicznymi maszyn, zasilaniem komputerów, automatyką zasilania. Ogromną rolę odegrał także Stanisław Lepetow, który ukończył studia matematyczne we Wrocławiu u profesora Steinhausa. Lepetow jako pierwszy zaczął praktycznie wdrażać w Elwro oprogramowanie. Kolejny człowiek Elwro to Janusz Książek, elektronik, zajmujący się konstrukcją i opracowaniem dokumentacji do produkcji pamięci. Pracował nad pamięciami bębnowymi, ferrytowymi i półprzewodnikowymi w całym okresie kiedy Elwro zajmowało się produkcją komputerów, a więc aż do lat 80. Należy wymienić także nazwisko pani Barbary Maćkowiak, której zadaniem było opracowywanie i produkcja wyspecjalizowanego oprzyrządowania elektronicznego, potrzebnego zwłaszcza na etapie badania prototypów i kontroli procesu produkcji. Technologię produkcji sprawował inż. Andrzej Niżankowski.

Oczywiście każdy z tych ludzi miał zespoły specjalistów i nie sposób wymienić wszystkich nazwisk. Z taką ekipą Elwro wchodziło w etap Odry 1003, pierwszej maszyny opracowanej i wdrożonej do masowej produkcji własnymi siłami. Był to komputer już na tranzystorach, znacznie lepiej zorganizowany niż UMC1.

ZAM

Odra 1003, która powstała w 1963 r., była produkowana do 1965 r. W tym samym czasie w Instytucie Maszyn Matematycznych w Warszawie powstała koncepcja ZAM-a (zwanego tak od pierwotnej nazwy firmy: Zakład Aparatów Matematycznych) nad którą pracowali przede wszystkim Bartłomiej Głowacki i Wojciech Kossakowski. Rylski zainteresował się ZAM-em, kiedy tylko rozpoczął produkcję Odry 1003 i wysłał do Warszawy, jak to on nazywał, "szpicgrupę" z zadaniem przejęcia dokumentacji.

ZAM był pierwszą w Polsce maszyną o organizacji równoleglej, tzn. sumator miał tyle bitów, ile słowo maszynowe - 24 bity, i w odróżnieniu od UMC1 oraz Odry 1003 działał w oparciu o statyczną technikę flip-flop. Miał bardzo ciekawe oprogramowanie, był też jednak niestety nie dopracowany technologicznie. W tamtych czasach działała powołana przez pełnomocnika rządu ds. elektronicznej techniki obliczeniowej instytucja pod nazwą Państwowa Komisja Badania Maszyn Matematycznych, która wcześniej zajmowała się UMC1 i Odrą 1003. Przewodniczącym komisji został prof. Romuald Marczyński. Ku wielkiemu rozgoryczeniu grupy elwrowców pracujących nad ZAM-em, Marczyński nie dopuścił go do produkcji. Dla każdej badanej maszyny przygotowany był program prób i testów, których ZAM po prostu nie zdał. Dwie podatawowe przyczyny zadecydowały o niepowodzenu. Pierwszą były słabe złącza, które od czasu do czasu przestawały działać, zaś drugą była niefortunna konstrukcja wiązki, którą w dzisiejszych kategoriach można by nazwać magistralą pionową. Stanowiły ją setki, jeśli nie tysiące lutowanych przewodów, które przecierały się i łamały. Niedopuszczenie maszyny ZAM do produkcji było początkiem konfliktu między Wrocławiem a Warszawą.

Odra 1204

Dyrektor Rylski, który miał zasadę że w produkcji muszą być przynajmniej dwa produkty, podjął decyzję o opracowaniu własnymi siłami Elwro koncepcji nowego komputera, co najmniej tak dobrego jak ZAM. Opracowanie założeń technicznych powierzył Thanasisowi Kamburelisowi zaś odpowiadać za całość miał Zbigniew Wojnarowicz. W ciągu krótkiego czasu założenia nowe Odry 1204 były gotowe.

Odra 1204 była pierwszą w Elwro maszyną o organizacji równoległej, opartą o technikę statyczną, oryginalnie opracowaną przez Andrzeja Zasadę. Stanisław Lepetow, zajmujący się w Elwro oprogramowaniem, został wyznaczony do współpracy z Uniwersytetem Wrocławskim, gdzie został opracowany Algol 60. Nowością w stosunku do ZAM-a był fakt, że Odra 1204 była pierwszą maszyną mikroprogramowaną z pamięcią stałą (Read Only Memory).

Kompatybilnośc po raz pierwszy

Na przełomie lat 1966-67, po pomyślnych wynikach testów i badań komisji państwowej, Odra 1204 została wprowadzona do produkcji. Ponieważ produkcja Odry 1003 już się kończyła, dyrektor Rylski, zgodnie ze swą zasadą, zaczął myśleć o następnej maszynie. Wtedy właśnie, w czasie swego pobytu w Warszawie spotkał dwóch ludzi z ciekawą koncepcją . Byli to inż. Marek Wajcen i doc. Marek Greniewski. W 1966 r. przedstawili oni propozycję opracowania w Elwro, w oparciu o polskie podzespoły elektroniczne, maszyny zgodnej z komputerami ICT (International Computer Tabulators - obecnie ICL). W tym czasie komputerami ICT dysponowały już m.in., Główny Urząd Statystyczny oraz Centralny Ośrodek Doskonalenia Kadr Kierowniczych w Warszawie. Wybór firmy wiązał się też z jej silną pozycją na rynku europejskim. Pomysł był genialny. Poparł go bardzo Stanisław Jaskólski, ówczesny dyrektor techniczny GUS, odpowiadający za wprowadzanie nowoczesnej techniki obliczeniowej do tej instytucji i bardzo pomógł Elwro w lansowaniu idei, która jak każdy nowy pomysł, miała tyluż zwolenników, co przeciwników. "Kompatybilność" jako termin stała się wtedy w Polsce modna po raz pierwszy. Na początku 1967 r. podpisana została umowa między Ministerstwem Przemysłu Maszynowego, konkretnie Zjednoczeniem Mera a firmą ICL, na mocy którego Polska miała zakupić na korzystnych warunkach pewną ilość maszyn ICL. Polska, poza korzystnymi rabatami, miała prawo do korzystania z dokumentacji logicznej i całej dokumentacji oprogramowania. Przedsięwzięcie było bardzo korzystne, bo oceniając rzecz z dzisiejszej perspektywy, nie byliśmy potęgą w technice komputerowej, zwłaszcza, jeśli chodzi o oprogramowanie.

Welcome to ICL

7 czerwca 1967 r. wyjechała do ICL grupa, w skład której wchodzili Thanasis Kamburelis, Bronisław Piwowar oraz Witold Podgórski, z zadaniem zapoznania się z dokumentacją ICL, ze szczególnym uwzględnieniem oprogramowania oraz rozpoznania możliwości zaadaptowania jej do warunków Elwro, a w końcu zbadania możliwości zastosowania polskiej technologii do zrealizowania komputera ICL. Głównym celem podróży było przede wszystkim biuro konstrukcyjne i fabryka, które mieściły się wtedy w Manchesterze. Najpierw jednak zaproszono Polaków do głównej siedziby firmy w Londynie. Jak to obecnie wspominają, spędzili tam tydzień czasu nic nie robiąc. Mimo że była już podpisana wstępna umowa, na mocy której zresztą znaleźli się w Londynie, każdego dnia odwiedzał ich pan, zadający stale jedno pytane, po co właściwie przyjechali. Po godzinnym indagowaniu zapraszał na kawę lub herbatę i zaczynał od początku. Polacy podejrzewali, chyba słusznie, że sprawdzano czy aby nie są jakimiś wyższej rangi szpiegami. Dopiero dwie interwencje w polskiej ambasadzie spwodowały, że wreszcie puszczono ich do anchesteru. A tam znaleźli się w całkiem innym świecie. Biuro rozwojowe, gdzie opracowywano dokumentacje ICL, mieściło się w starym, zimnym kościele ze zbutwiałymi podłogami. Pracowała w nim ogromna ilość inżynierów, którzy już wtedy mieli terminale i, wbrew panującym stereotypom, byli wspaniale zorganizowanymi ludźmi, natychmiast spełniającymi wszystkie prośby Polaków o dostarczenie dokumentacji czy o wykład na jakiś temat. Ta pierwsza delegacja miała zaledwie 10 dni czasu na ogarnięcie całości zagadnień i napisanie raportu, ale w 1968 r. do Manchesteru jeździły już liczne ekipy specjalistów.

Linia Odry z ICL

Pierwszą maszyną w pełni kompatybilną z maszynami ICL 1904 była Odra 1304, wykonana w oparciu o polskie komponenty - polską pamięć, polskie rdzenie ferrytowe. W sierpniu 1968 r. w Elwro uruchomiono pełny komplet testów i pierwszy system operacyjny, rodzaj programu zarządzającego o nazwie Executive. Maszyna zaczęła działać. Ważny krok w jej rozwoju stanowiła decyzja o zakupie licencji na produkcję szybkiej drukarki w zakładach Mera-Błonie. Do uruchomienia produkcji tej drukarki doprowadził inż. Tadeusz Zemła, wywodzący się z Instytutu Maszyn Matematycznych. Dzięki temu Odra 1304 miała już, jak na ówczesne czasy, dość bogatą konfigurację. Był czytnik kart, dziurkarka taśmy papierowej i szybka drukarka wierszowa, wszystko produkowane w Polsce. A przede wszystkim miała bogate oprogramowanie - wspomniany już Eecutive oraz system operacyjny George.

W 1968 r. Rylski przestał być dyrektorem Elwro. Nowym dyrektorem został Jerzy Olczak, pochodzący z fabryki w Świdnicy, produkującej liczniki energii elektrycznej. Ponieważ następny dyrektor generalny także wywodził się z tej fabryki, w Elwro powstał nawet wierszyk -" z pochodzenia dyrektorów Elwro wynika, że komputer to rodzaj licznika". Olczak, z wykształcenia ekonomista, dla którego najważniejszą sprawą były wskaźniki ekonomiczne, wprowadził w Elwro zmiany organizacyjne. Na stanowisko dyrektora ds. oprogramowania powołany został Stanisław Lepetow. Przy Elwro został stworzony potężny ośrodek badawczo-rozwojowy zatrudniający początkowo 700-800, a w późniejszym czasie nawet 1200 osób.

Trzecia generacja

W 1971 r. pojawia się nowa Odra 1305 - duża maszyna z bogatą konfiguracją, wyposażona w drukarkę wierszową, koncentrator lokalny, pamięci dyskowe PDS, monitory ekranowe i kanały zewnętrzne i, co bardzo ważne, w nowoczesne oprogramowanie. Jej głównym konstruktorem był inż. Adam Urbanek. Następna Odra 1325 była gabarytowo mniejsza. Istniała także jej wersja dla wojska. Coraz większą rolę zaczynało odgrywać oprogramowanie.

Zarówno Odra 1304, 1305, jak i późniejsza 1325, wszystkie kompatybilne z ICT, sprzedawały się świetnie. W Polsce zaczął powstawać ciepły klimat dla techniki informatycznej. Prawie 1000 użytkowników. To na tamte czasy było bardzo dużo. Komputery z Elwro zaczynały odgrywać coraz większą rolę w przemyśle i nauce. Spełniły także ważną rolę edukacyjną, szkoląc kadrę techniczną w zakresie sprzętu i nowoczesnej organizacji maszyn.

Własny RIAD-y

W 1969 r. gdy trwały prace nad nowymi Odrami, gdzieś w RWPG powstała koncepcja RIAD-a, o której w Elwro nikt nic nie wiedział. Krążyły jedynie pogłoski, że zajmuje się tym Instytut Maszyn Matematycznych. W listopadzie 1971 r. Dyrektor Jerzy Olczak został zaproszony do ówczesnego ministra na spotkanie, w którym brali udział także nowy dyrektor Instytutu Maszyn Matematycznych, doc dr inż. płk Roman Kulesza oraz dyrektor Zjednoczenia Mera, Zbigniew Twardoń. Od ministra dowiedzieli się, że w IMM zamiast opracować dokumentację RIAD-a wzięto dokumentację Odry 1305, powielono tę maszynę w Instytucie i pokazano Rosjanom. Ci szybko zorientowali się i tak zaczęła się afera, która miała dwa aspekty. Pierwszym było bezprawne przejęcie dokumentacji Odry, czyli zawłaszczenie myśli technicznej Elwro. Cała sprawa wydawała się wręcz niewiarygodna, jako że RIAD w koncepcji naśladował architekturę IBM i nietrudno było zorientować się w oszustwie. W Elwro zawrzało. Jednak dużo trudniejszym problemem było uspokojenie Rosjan. Bo drugi, międzynarodowy aspekt całej sprawy miał już charakter polityczny.

Roman Kulesza, nowy dyrektor IMM, dokładał wszelkich starań, by złagodzić konflikt. Zaproponował przeniesienie RIADa do Elwro. Propozycja, aczkolwiek z wielkimi oporami, została przyjęta. Opory wynikały z wielu względów. Elwro miało wtedy "na warsztacie" trzy własne komputery - Odrę 1304, 1305 i 1325, a RIAD nie był tam jeszcze znany. Poza tym, cieszył się niezbyt dobrą opinią i od początku był traktowany jako rosyjska maszyna. Ówczesne władze zdecydowały jednak, że na Targach Poznańskich w 1972 r. zaprezentowana zostanie pierwszą maszyna R-30, która miała być pełnym odpowiednikiem maszyn produkowanych w Erewaniu w Związku Radzieckim. Perspektywa współpracy Wrocławia, Warszawy i odległego o 5 tys. kilometrów Erewania nie była porywająca. Poza tym, cała koncepcja RIAD-a (riad po rosyjsku oznacza serię, szereg) była już wtedy przestarzała. W lutym 1972 r. Elwro przygotowało dokument pod nazwą Memoriał, w którym oprócz krytyki RIAD-a przedstawiona została propozycja opracowania przez Elwro własnej wersji komputera. W międzyczasie starano się uruchomić R-30, niestety bez efektu.

Pomimo braku oficjalnej zgody, w Elwro postanowiono opracować założenia techniczne własnej wersji R-30. Dzięki pomocy Romana Kuleszy, wspólny zespół IMM i Elwro w ciągu roku skonstruował nową maszynę, której radziecka wersja była po prostu nieuruchamialna. Nowy R-30 był 32-bitowym komputerem w pełni zgodnym z IBM 360. Mimo usilnego blokowania projektu przez RWPG, maszyna została wdrożona do produkcji. Cała sprawa oficjalnie wyszła na jaw podczas Wystawy w Moskwie w 1973 r., kiedy to radziecka komisja stwierdziła, że mimo nazwy, prezentowany komputer to wcale nie R-30. Rozpoczęła się wtedy kolejna międzynarodowa awantura. Maszyna stała się nie chcianym, nielegalnym dzieckiem i nie otrzymała homologacji. Po dwuletnich bojach odbyło się wreszcie wielkie międzynarodowe badanie i w 1975 r. dotychczasowy R-30 otrzymał numer homologacyjny R-32.

To jeszcze nie koniec historii. Mimo kłopotów i natury finansowej i często politycznej, technika komputerowa w Polsce rozwijała się. Jest jeszcze wiele rzeczy , o których warto pamiętać, takich jak produkowany w Elwro procesor telekomunikacyjny EC-8371, który był początkiem sieci komputerowych w Polsce. Ale o tym niebawem w Computerworld.


TOP 200