Jak Urząd kupuje system?

Czy powrócimy do procedury otwierania kopert z cenami tylko dla ofert ocenionych technicznie jako dobre? Czy Zamawiający potrafią lepiej skorzystać z ograniczonej możliwości weryfikacji podmiotowej w procedurze dopuszczania do przetargu ograniczonego? Oto niektóre pytania, które nasuwają się po lekturze artykułu, "Konstelacja spod psiej gwiazdy" Zbigniewa Olejniczaka, twórcy koncepcji systemu "Syriusz" mającego zastąpić systemy PULS i POMOST.

Czy powrócimy do procedury otwierania kopert z cenami tylko dla ofert ocenionych technicznie jako dobre? Czy Zamawiający potrafią lepiej skorzystać z ograniczonej możliwości weryfikacji podmiotowej w procedurze dopuszczania do przetargu ograniczonego? Oto niektóre pytania, które nasuwają się po lekturze artykułu, "Konstelacja spod psiej gwiazdy" Zbigniewa Olejniczaka, twórcy koncepcji systemu "Syriusz" mającego zastąpić systemy PULS i POMOST.

Urząd reprezentuje majestat Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Istnieje dla realizacji zadań wymienionych w ustawach. Ustawy widzi osobno. Do każdej ma Departament albo przynajmniej Wydział. Majestat Urzędu uosobiony jest przez Urzędnika. Urzędnik ufa swemu intelektowi i jest z niego dumny. Wie, co jest dla Najjaśniejszej dobre.

Wysoki Urząd jest separowany od realnej gospodarki, od wszelakich konstelacji spod psiej gwiazdy i od bytów rynkowych grasujących wokół. Odgradzany bywa murem tajemnicy, ochroniarzem w wejściu, przepustką pisaną przez kalkę i przybitym do framugi kapslem po piwie, zalepianym na noc plasteliną z odciskiem prześlicznej referentki.

Poziom zaufania Najjaśniejszej do jej urzędników określają ustawy. Także ta o zamówieniach publicznych. Koszt płacą podatnicy.

Zapłaci Najjaśniejsza: resortowa czy samorządowa?

Przedsięwzięcia informatyczne zamawiane przez urzędy są poddane rygorom zaklętym w przepisach. Kierujący podobnym przedsięwzięciem w gospodarce ma do dyspozycji główny drogowskaz, który wskazuje na zysk, stanowiący cel nadrzędny. Po drodze korzysta z szeregu gospodarnych narzędzi.

Urząd nie zna zysku i nie może go mieć. Zwykle ma jedynie nakłady i wydatki. Urząd, z mocy ustaw i pragmatyki służbowej, brzydzi się geszeftem, chyba że przychód miałby wpływać na "środek specjalny". Niektóre znane od dawna sposoby i narzędzia gospodarnego działania, gdzie indziej prowadzące do powstania zysku, nieudolnie wpisano do ustaw. Nakazując urzędnikom stosowanie wszystkich zapisów równocześnie! Niezależnie od okoliczności.

Wielkie projekty informatyczne w administracji publicznej wymagają dużych pieniędzy, których brak. Typowy urząd wydaje ponad 90% budżetu IT na utrzymanie w ruchu istniejącej infrastruktury. A gdy starość ją dopadnie, to Urzędnik kreuje np. Syriusza, na obraz i podobieństwo jego protoplastów z poprzedniego tysiąclecia. Nie zauważając, że Internet jest już prawie wszędzie.

Urzędnik Najjaśniejszej jest z przymusu oszczędny, bo resort nie ma dużych pieniędzy. Wymyślił jak wypchnąć duże nakłady z własnego budżetu i załadować wielkie - na cudze barki: Rzeczpospolitej Samorządowej. Urzędnik będzie starannie "stemplował za zgodność" programiki uzupełniające Syriusza, a wręcz tworzące jego strukturę operacyjną. Zamiast dużych środków na profesjonalną serwerownię i scentralizowany system, wyda ogromne, lecz z tysięcy budżetów powiatów, miast i gmin. Wszystkie je skazując na permanentne, niepotrzebne wydatki. Lecz już samorządowe.

Zamiast przeglądarki i czytnika na kartę identyfikacyjną, samorządy muszą Syriuszowi kupić tysiące serwerów, systemów operacyjnych, baz danych (pewnie od największego przyjaciela gmin). Kupią też mnóstwo "stemplowanych" programów i programików wraz z ich asystą techniczną. Codziennie, przez sieć, będą słać sprawozdania do Centrali. Oczywiście mają dostać na to kasę z Resortu Wszystkiego Najlepszego, jak zwykle zbyt małą. To już zmartwienie innych Urzędników. Samorządowych.

Nieoczywiste dla świata informatyki jest wydziwianie Wysokiego Urzędnika na skutki wymagań jego środowiska i pogardliwe określanie konstelacjami spod psiej gwiazdy zespołów zadaniowych, tworzonych w tempie wyznaczonym w SIWZ. Prawdziwymi twórcami tak wdzięcznie zwanej konstelacji są osoby zamieniające specyfikacje istotnych warunków zamówienia (SIWZ) w koncert życzeń na melodię "chcę być młodym, szczęśliwym, bogatym, opływać we wszelkie dobra" w ramach jedynego przetargu, jaki wysoka Komisja Przetargowa zdołała spłodzić po średnio dwóch latach uzgadniania dokumentu. Procedura jest tak zawikłana, że jak już raz się uda, to trzeba w niej zmieścić wszystko.

Oczywistym skutkiem takiego trybu zamawiania jest nadreprezentacja integratorów wśród firm informatycznych notowanych na giełdzie warszawskiej.