Jacek Murawski

Dyrektor generalny Microsoft w Polsce od 2008 r. Karierę w IT rozpoczynał od stanowiska handlowca w legendarnej Soft-tronik Distribution GmbH. Nieistniejąca już firma, w 1992 r. była największym dostawcą IT w Polsce według TOP 200. Od 15 lat jest związany z międzynarodowymi korporacjami IT. Szefował Informiksowi w Rosji, zarządzał Cisco w Polsce i Europie Środkowej, następnie został wiceprezesem SAP w centrali w Brukseli. Wrócił do Polski w 2006 r., by objąć stery w oddziale Della.

Co przesądziło o błyskawicznym rozwoju rynku IT w Polsce? Przede wszystkim brak regulacji i fakt, że informatykę wziął w swoje ręce sektor prywatny. Wybuch niczym nieskrępowanej przedsiębiorczości w najczystszej postaci obserwowałem z bliska, najbliżej jak to było możliwe - z Berlina Zachodniego.

Nie oszacuję dzisiaj ile tysięcy komputerów na przełomie lat 80. i 90. przeszło przez moje ręce, ile kartonów osobiście pomagałem pakować do furgonetek na polskich numerach rejestracyjnych. Jako świeżo przyuczony handlowiec u potentata jakim był Soft-tronik, z zamożnego Berlina zaopatrujący biedną Polskę w nowoczesną technologię, rano w garniturze pospisywałem umowy, a od południa w roboczym stroju obsługiwałem magazyn. Wówczas poważnym problemem z zakresu integracji systemów, było obwiązanie sznurkiem plotera formatu A0 na dachu studenckiego malucha.

W późniejszym okresie kapitalny wpływ na rozwój rynku miało pojawianie się w Polsce zagranicznych korporacji, które - poza łatwiejszym dostępem do technologii - sprowadziły nieznaną wcześniej wiedzę na temat organizacji i wydajności pracy. Zasługi trzeba oddać zwłaszcza amerykańskim firmom, które w większym stopniu niż europejskie transferowały know-how i promowały Polaków na główne stanowiska. Jak obsługiwać klientów, jak ich edukować, jak prowadzić biznes - tę wiedzę i standardy upowszechniły zachodnie koncerny.

Dziewięć lat spędziłem w Cisco. Ta firma ukształtowała mnie jako menedżera. Tam nauczyłem się, że relacja z pracownikami i klientami stanowi o prawdziwej jakości firmy. W Cisco osiągałem jeśli nie największy sukces zawodowy, to przynajmniej taki, który dał mi najwięcej satysfakcji. W krótkim czasie wyprzedziliśmy 3Com, ówczesnego lidera sieci lokalnych, mocno osadzonego w kanale partnerskim. Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, lecz w połowie lat 90. część dużych integratorów ignorowała Cisco jako dostawcę. Postanowiliśmy zabiegać - równolegle do działań nastawionych na poprawę notowań u partnerów - o bezpośrednie relacje z klientami. To był strzał w dziesiątkę - okazało się, że menedżerowie IT w firmach i instytucjach właśnie tego oczekiwali. Chcieli rozmawiać z nami, a nie przez pośrednika. Już po roku byliśmy liderem rynku. Nastąpiła zmiana paradygmatu - w końcu to klient podejmuje decyzje, a nie obsługujący go integrator.

To podejście zbiegło się z głębszą zmianą na rynku. Międzynarodowe firmy, do tej pory schowane za lokalnymi integratorami, zgłosiły się po swój kawałek tortu. Końcówka lat 90. to przełomowy moment, w którym z poziomu regionalnych central zaczęto serio traktować Polskę, dostrzegając jej potencjał i tempo rozwoju. Minęło 10 lat i przynajmniej w Microsofcie polski rynek jest zaliczany do dużych i dojrzałych. Po burzliwej konsolidacji spośród polskich firm zostały najsilniejsze, m.in. Asseco, Comarch, .

17 lat spędziłem za granicą - w Niemczech, w Rosji, w Belgii, Szwajcarii. Decyzja o powrocie z centrali regionalnej była jedną z najlepszych w karierze. Nie mam wątpliwości, że nasz rynek stwarza lepsze szanse menedżerom. Tym bardziej, że Polska odgrywa coraz ważniejszą rolę na arenie międzynarodowej. Dzisiaj w polskim zespole w Microsoft aż 50 osób ma odpowiedzialność obejmującą inne kraje europejskie. Uczymy się swoistej "headquarters culture".

Czy po 20 latach IT jest nadal atrakcyjną branżą? Też pytanie! Od ponad dwóch dekad doświadczam, że to, co robię budzi ogromne zainteresowanie innych osób. Zmieniają się zastosowania, informatyka wkracza w coraz to nowe dziedziny życia. Tylko moja firma wydaje rocznie na badania ponad 9,5 mld USD. Nieprawdopodobne, że kiedy zaczynaliśmy, komputer osobisty, najczęściej z nielegalnie zainstalowanym oprogramowaniem, jawił się jako rozwiązanie wszelkich problemów…