Inwestycje w milisekundę

Zaawansowane systemy informatyczne w inwestycjach giełdowych - innowacja czy oszustwo?

21 mld USD

wedle oszacowań Tabb Group - handlarze wysokich częstotliwości zarobili tylko w 2008 r.

Afera wybuchła po tym, jak New York Times napisał o praktyce określanej mianem "High Frequency Trading" (HFT), gdzie zaawansowana informatyka w innowacyjny sposób przenika się z bankowością. Tekst ten jednocześnie każe postawić pytania na temat przejrzystości rynku giełdowego i równości szans inwestorów... Cały proceder wygląda stosunkowo prosto. Wielkie banki inwestycyjne, takie jak Morgan Stanley i Goldman Sachs, czy fundusze hedgingowe posiadają wysokowydajne systemy połączone bardzo szybkimi, bezpośrednimi łączami z aplikacjami transakcyjnymi największych amerykańskich giełd - NYSE i NASDAQ. Są w stanie za ich pośrednictwem, w ciągu pojedynczych milisekund, składać zlecenia na papiery wartościowe. Dzięki temu, że decyzja o otwarciu zlecenia wraz z jego realizacją trwa krócej, niż innemu inwestorowi potrzeba na samo zlecenie, inwestorzy wysokich częstotliwości HFT (High Frequency Traders) są w stanie zarabiać więcej.

Czy to jest legalne?

Na razie nie jest niezgodne z prawem, a - co więcej - nie podlega regulacjom. NYSE i NASDAQ nie ogłaszają może szeroko, że dzielą inwestorów na równych i równiejszych, bo sami zarabiają na tym nieźle. Zaś sami przedstawiciele banków inwestycyjnych i funduszy argumentują, że chodzi o technologiczną i finansową innowacyjność, a "rynek powinien premiować pionierów".

Karl Denninger na blogu The Market Ticker pokazuje cały mechanizm bardzo dokładnie. Jeśli cena jakiegoś waloru oscyluje w okolicach 4,50 USD, inwestorzy HFT wypuszczają małe, testowe zlecenia sprzedaży typu "teraz albo nigdy" (immediate or cancel) po cenach zbliżonych do aktualnej, np. po 4,53 USD, 4,56 USD, itd. Atrybut "teraz albo nigdy" sprawia, że HFT nie tracą, jeśli zlecenie sprzedaży nie spotyka się ze zleceniem kupna. Po prostu jest anulowane. Ale jeśli - jak w podanym powyżej przykładzie - ktoś chce kupić dużą ilość papierów po 4,60 USD? Wtedy wkraczają superkomputery - dosłownie zalewają rynek błyskawicznymi zleceniami kupna po cenie aktualnej (4,50 USD) i jednoczesnymi zleceniami sprzedaży po cenie wyższej (np. 4,55 USD). Efektem ubocznym, obok zarobku bankiera, jest więc nieuzasadniony wzrost kursu oraz de facto złamanie tajemnicy zleceń. Choć formalnie nikt nie widział zlecenia innego (dużego) gracza, to jednak małe testowe zlecenia pozwoliły "złowić" duże zlecenie. Powstaje więc asymetria w dostępie do informacji i nierówność szans w dostępie do transakcji. Która, jak udowodnił Joseph Stiglitz, noblista z 2001 r., wypacza efektywność mechanizmów rynkowych.

Inna rzecz, że nie bardzo wiadomo, w jaki sposób walczyć z asymetrią w świecie milisekund. Przy interwałach czasowych rzędu milisekund decyzje inwestycyjne mogą być podejmowane tylko przez komputery, a znaczenie zaczynają mieć pojedyncze pętle i instrukcje w algorytmie, przy mikrosekundach zaś - odległość od komputera posiadającego te informacje. Przypomnijmy, że przebycie kilometra przez falę świetlną zajmuje 3,3 mikrosekundy. Mówiąc w przenośni, zanim aktualna cena "doleci" z Wall Street do Chicago, inne banki z Dolnego Manhattanu zdążą już pozamykać zlecenia typu HFT.

Technicznie rzecz biorąc, informacja o aktualnym kursie i zrealizowaniu bądź niezrealizowaniu zlecenia musi być ogłaszana w jakiejś kolejności i trudno mieć pretensje do giełd, że uprzywilejowują inwestorów generujących największe obroty zamiast zostawiać sprawy przypadkowi.