Inwestycje w milisekundę

Oczywiście w każdej chwili można zakazać HFT; papier jest cierpliwy, a nowe fotele u kolejnego regulatora na pewno znajdą chętnych do objęcia. Pytanie, czy do tego stopnia zelektronizowany rynek da się realnie kontrolować bez schodzenia na poziom pojedynczej funkcji i procedury w systemach transakcyjnych?

Czym grozi nieprzejrzystość rynku

Darujmy sobie na razie filozoficzne rozważania i wchodzenie w giełdową relatywistykę. Świat tkwi pogrążony w najgorszej od lat recesji, a przypomnijmy, że jej praprzyczyną jest właśnie nieprzejrzystość rynku. Wierzytelności wysokiego ryzyka zostały "poszatkowane", pomieszane z dobrymi, a regulatorom zabrakło wyobraźni i śmiałości, aby proceder ukrócić zanim okazało się, że papiery z ratingiem AAA są niespłacalne. Pamiętajmy, że choć dziś HFT wydaje się być niewielkim problemem, zaś kwoty, na które "skubani" są inwestorzy, mierzone w centach, to jednak skala może się zwiększać. Ale dziś wiemy, że kryzys zaufania potrafi rzucić na kolana nie tylko firmy, a całe państwa (Islandia, Łotwa).

Programy komputerowe, jak wiemy, mają to do siebie, że czasami wymykają się spod kontroli. Decyzje, które dzisiaj systemy podejmują ku pożytkowi banków inwestycyjnych, jutro mogą się obrócić przeciwko nim. Wskutek błędnych algorytmów, zbiegu okoliczności albo świadomego wprowadzenia złośliwego fragmentu oprogramowania, banki mogą zacząć tracić równie szybko, jak dzisiaj zarabiają. Ale pamiętajmy, że bankierzy niewiele ryzykują. Inwestycje wysokich częstotliwości, póki co, nie są nielegalne, zaś ostatnie dwa lata nauczyły Wall Street, że jeśli banki wpadną w tarapaty, rząd hojnie sypnie publicznym groszem pod hasłem niedopuszczenia do pogłębienia kryzysu. Można się więc spodziewać, że HFT będzie się dynamicznie rozwijać dopóki amerykański regulator nie ujmie go w jakieś ramy.

Czy HFT jest możliwe w Polsce? Pierwsza, naturalnie nasuwająca się odpowiedź brzmi, że dojrzałość rynku jest niższa i zapewne również środki technologiczne na nim stosowane nie są tak zaawansowane, jak na giełdach NYSE czy NASDAQ. Pamiętajmy jednak, że polski rynek papierów wartościowych - ze względu na "efekt późnego przybysza" - jest znacznie bardziej zelektronizowany niż w wielu krajach rozwiniętych. Dodatkowo, jest to rynek niewspółmiernie mniejszy - jego kapitalizacja wynosi niecałe 100 mld USD. Dla porównania, kapitalizacja NYSE wynosi 110 razy więcej! Płynność rynku jest odpowiednio niższa. Widać więc, że ewentualne pojawienie się HFT na pewno miałoby duży wpływ na kursy i mogłoby przynieść dalece większe konsekwencje w Warszawie niż na Wall Street.

Lepiej więc już dziś zastanowić się, czy obecne mechanizmy regulacyjne są odpowiednio silne, aby takie zjawisko w porę wykryć i zastanowić się, jakie mogą być jego konsekwencje dla rynku. Na razie więc stanowi ono technologiczno-finansową ciekawostkę.

Jak to się dzieje?

Człowiek siedzący przed komputerem widząc cenę 4,50 USD za walor wydaje polecenie "kupuj po maksymalnej cenie 4,60 USD". Zlecenie to najpierw pojawia się w systemach uprzywilejowanych inwestorów - banków inwestycyjnych właśnie. Mają około pół sekundy na to, aby odkupić papiery na giełdzie po 4,50 USD, a następnie sprzedać je naszemu inwestorowi np. po 4,56 USD. Takie transakcje systemy potrafią przeprowadzić w czasie poniżej 3 milisekund. I choć mówimy o pojedynczych centach, to kwoty przemnożone przez wartość transakcji na amerykańskiej giełdzie (47 mld USD dziennie), dają kokosowe zyski bankierom. Inwestor kupił swoje papiery po cenie, którą był skłonny zapłacić. Bankier inwestycyjny zarobił pojedyncze centy. Zarobił zapewne także informatyk, który cały system wymyślił, oprogramował, utrzymuje i rozwija.