Inwestorzy z Bangalore

Ci, którzy zapowiadali masowy napływ zachodnich inwestorów z branży IT po rozszerzeniu Unii Europejskiej, mogą czuć się zawiedzeni. Zainteresowanie firmami środkowoeuropejskimi przejawiają dziś przede wszystkim partnerzy ze Wschodu. W wyścigu o te inwestycje Polska pozostaje jednak w tyle.

Ci, którzy zapowiadali masowy napływ zachodnich inwestorów z branży IT po rozszerzeniu Unii Europejskiej, mogą czuć się zawiedzeni. Zainteresowanie firmami środkowoeuropejskimi przejawiają dziś przede wszystkim partnerzy ze Wschodu. W wyścigu o te inwestycje Polska pozostaje jednak w tyle.

Jak pisze Thomas L. Friedmann w swojej ostatniej książce "World is a flat. A brief history of the twenty-first century" - "Indie są bezsprzecznie państwem, które w historii XX wieku miało najwięcej szczęścia". Wybitny dziennikarz New York Times sporą część swojej książki poświęca właśnie analizie fenomenu Indii - kraju, jeszcze w połowie lat 70. będącego synonimem zacofania, który w ciągu ostatnich 10 lat wyrósł na supermocarstwo. Zdaniem Thomasa L. Friedmanna tak szybki wzrost gospodarczy Indii był wynikiem splotu kilku korzystnych czynników: inwestycji w sieć Indyjskich Instytutów Technologii dokonanych jeszcze na początku lat 50. XX wieku, budowy sieci światłowodowej, popytu na wykwalifikowanych programistów związanego z tzw. Problemem Roku 2000, a potem "gorączką internetową" oraz powszechnym cięciem nakładów na informatyzację, które nastąpiło później. "Indie to jedyny kraj, który skorzystał zarówno na wzroście koniunktury IT, jak i na jej gwałtownym spadku" - zwraca uwagę Thomas L. Friedmann.

Dobre wyjście na kontynent

Dziś, gdy najprostsze prace programistyczne przenoszone są do Chin, albo wręcz do krajów takich, jak Wietnam czy Malezja, firmy indyjskie chcą skupić się na świadczeniu usług konsultingowych i tzw. outsourcingu wiedzy (knowledge outsourcing), czyli realizacji zleceń badawczo-rozwojowych. Zamierzają stać się samodzielnymi graczami na rynku usług. "W ciągu pięciu lat doczekamy się co najmniej jednej firmy indyjskiej w gronie dziesięciu największych światowych dostawców usług informatycznych" - zapowiadał kilka miesięcy temu na naszych łamach Andrew Parker, wiceprezes i dyrektor ds. badań w Forrester Research (CW nr 18 z 2005 r.).

Chcące pójść w ślady IBM i HP indyjskie firmy, takie jak Wipro, Infosys, Satyam czy Tata, rozwijają globalną sieć sprzedaży i usług. "Następnym dużym krokiem firm indyjskich będzie Unia Europejska" - przewiduje Pascal Metzke, analityk Forrester Research. Przyczółkiem do ekspansji na te rynki będzie Europa Środkowo-Wschodnia. Położenie geograficzne, wspólnota kulturowa, tania i wykwalifikowana siła robocza, znacznie mniej niż Hindusi chętna do zmiany pracy, a w przypadku nowych członków UE także wiele udogodnień związanych z przemieszczaniem się i podejmowaniem pracy - to wszystko czyni kraje takie, jak Czechy, Słowacja, Polska i Węgry wymarzonym terenem ekspansji dla największych firm hinduskich. Eksperci z FICCI (Federation of Indian Chambers of Commerce and Industry), jednej z największych indyjskich organizacji przemysłowych, w raporcie zatytułowanym "India-CEE Trade Linkages: Opportunities and Challenges" przewidują, że wymiana handlowa z krajami Europy Środkowo-Wschodniej sięgająca w 2004 r. 833 mln USD może zostać podwojona w ciągu trzech lat.

Pierwsza trójka

Na pierwszy ogień poszły Węgry. W ciągu czterech lat placówki nad Dunajem otworzyły trzy wielkie firmy - Tata Consultancy Services, Satyam Computers oraz I-Flex Solutions. "Te kilkusetosobowe centra usługowe mają charakter pilotowy" - mówi Pascal Metzke. Wygląda jednak na to, że Hindusi są zadowoleni z warunków oferowanych im przez Węgrów. Zgodnie z zapowiedziami, liczące obecnie niespełna 300 osób budapeszteńskie centrum TCS ma zostać w ciągu trzech lat rozbudowane do 1000 pracowników. Będą się oni specjalizować w projektach programistycznych przy wykorzystaniu Javy oraz technologii Microsoftu i SAP.

Dlaczego TCS wybrało Węgry? "Lokalizacja centrum była poprzedzona długimi studiami. Na korzyść Węgier przemawiały kompetencje językowe, położenie geograficzne, a także członkostwo w NATO i dobra ustawa o ochronie danych osobowych i informacji niejawnych" - wyjaśnia S. V. Mani, dyrektor generalny węgierskiego oddziału Tata Consultancy Services. Dzięki zaszłościom historycznym na Węgrzech nietrudno o pracowników, którzy swobodnie władają dwoma językami obcymi, a przeciętna roczna płaca programisty to ok.

10 tys. USD. Wybór Budapesztu to jednak nie tylko kwestia uwarunkowań wewnętrznych, ale także wynik działań podejmowanych przez administrację centralną. "Trzeba pamiętać o odpowiednim marketingu. Węgrzy zrobili bardzo wiele w zakresie dostosowania systemu edukacyjnego do wymogów przemysłu informatycznego" - mówi Pascal Metzke.

Niechętni Indiom

Czy Polska ma szansę na ściągnięcie do siebie indyjskich inwestycji informatycznych. Sami Hindusi odpowiadają na to pytanie twierdząco, zapewniając, że nadal rozważają Polskę jako teren potencjalnych swoich działań. Manoj Ladwa, założyciel kancelarii prawnych w Wlk. Brytanii i Indiach, członek Indyjsko-Brytyjskiej Izby Handlowej oraz europejski doradca FICCI idzie w swoich przypuszczeniach o krok dalej. "Niedawna inwestycja Mittal Steel w polskie huty stali może przetrzeć szlaki dla kolejnych inwestycji indyjskich w waszym kraju" - mówi. Ta postawa nie spotyka się z aktywnością z drugiej strony. Zainteresowania partnerstwem z indyjskimi koncernami nie wykazuje sama branża informatyczna. Nie ma polskich spółek teleinformatycznych w składzie Polsko-Indyjskiej Izby Gospodarczej. Jak zapewniają przedstawiciele ambasady Indii w Warszawie, żadna z polskich spółek IT - poza ComputerLandem, który współpracuje z I-Flex Solutions - nie próbowała nawiązać kontaktów z indyjskimi kontrahentami.

Żadnych kroków mających na celu zainteresowanie Polską indyjskich spółek IT nie podejmuje również administracja. "Do tej pory postrzegaliśmy Indie przede wszystkim jako konkurenta w pozyskiwaniu inwestycji" - mówi Sebastian Mikosz, wiceprezes PAIZ. Jesteśmy w tej obojętności odosobnieni. "O współpracę z indyjskimi koncernami IT zabiegają dziś Chiny i Rosja, które zdają sobie sprawę z tego, że mamy unikalną wiedzę jeśli chodzi o organizację procesów, świadczenie usług programistycznych i Business Process Outsourcing" - mówi Rao J. Maddukuri, niezależny konsultant biznesowy działający m.in. w Polsce.

Na podjęcie przez polski rząd stosownych działań mających na celu ściągnięcie potencjalnych kontrahentów nie jest jeszcze za późno. Żeby były one jednak skuteczne, trzeba zaangażować w nie zarówno administrację, jak i biznes.

Dwadzieścia największych eksporterów oprogramowania i usług w Indiach (wg danych za lata 2003-2004)

1. Tata Consultancy Services

2. Infosys Technologies

3. Wipro Technologies

4. Satyam Computers Services Ltd

5. HCL Technologies

6. Patni Computers

7. iFlex Solutions

8. Mahindra British Telecom Ltd

9. Polaris Software

10. Perot Systems TSI (HCL Perot Systems Ltd)

11. Digital Globalsoft Ltd

12. NIIT Ltd

13. iGate Global Solutions (Mascot Systems Ltd)

14. Birlasoft Ltd

15. Mphasis BFL Ltd

16. Mastek Ltd

17. Hexaware Technologies Ltd

18. Larsen & Toubro Infotech Ltd

19. Tata Infotech Ltd

20. Hughes Software

Źródło: Departament of IT Government of Punjab

Redakcja Computerworld wraz z Wydawnictwem IDG oraz firmą Ernst & Young 12-14 października br. organizuje w Warszawie konferencję "The Technology Partnering Conference", której celem będzie kojarzenie polskich firm technologicznych z inwestorami zagranicznymi, wśród których być może pojawią się także przedstawiciele firm indyjskich.


TOP 200