Internetowy Golem i dwie owieczki Dolly

Sztuka elektroniczna daje niesłychaną możliwość kreacji, o jakiej dotychczas opowiadały mity, legendy i baśnie wielu kultur. Czyżby również ujawniała ona lęki, histerie i drugie oblicze człowieczego jestestwa? A może technologia wymyka się już spod kontroli ludzi?

Sztuka elektroniczna daje niesłychaną możliwość kreacji, o jakiej dotychczas opowiadały mity, legendy i baśnie wielu kultur. Czyżby również ujawniała ona lęki, histerie i drugie oblicze człowieczego jestestwa? A może technologia wymyka się już spod kontroli ludzi?

Stara praska legenda głosi, że w XVI w. rabbi L(we ben Becalel - alchemik i astronom, który miał swoją pracownię na Złotej Uliczce - ulepił z gliny olbrzyma i tchnął w niego życie. Mimo to Golem (po hebrajsku "bezkształtny") ciągle był bezdusznym automatem i nie poddawał się edukacji. W końcu rabbi rozłoszczony jego wyczynami - bezładnym niszczeniem wszystkiego, co napotkał na swojej drodze - pozbawił go życia.

Anglosasi od lat fascynują się mitem o doktorze Jekyllu i panu Hyde'dzie. Dr Jekyll stworzył w swoim laboratorium miksturę, która pozbawiała człowieka wszelkich oznak dobroci i zamieniała go w uosobienie zła. Nie przeczuwając, że przyniesie to zgubny dla niego efekt, zaaplikował sobie swój wynalazek. I tak dobry dr Jekyll przemienił się w złego pana Hyde, który wkrótce zdominował osobowość doktora.

W tym samym nurcie poszukiwań ludzkiego "ego" znajduje się opowieść o monstrum, które zgładza swojego stwórcę i zaczyna żyć własnym życiem. To osławiony Frankenstein, topos kina od zarania jego dziejów, golem, który na nowo narodził się, aby szerzyć zło.

Dzisiaj współczesna technologia przejmuje we władanie sztukę. Daje jej przydomek: elektroniczna. Wyposaża ją w gadżety techniki: od wodotrysków Javy, poprzez muzykę generowaną z komputera, aż do wirtualnej rzeczywistości. Artysta zachłystuje się nowinkami, czując, że los dał mu szansę być przez chwilę jak Deus Creator - panem materii i myśli, twórcą świata i jego motorem. Sztuka elektroniczna kroczy dzielnie przed siebie, ufna w swoje nieograniczone możliwości.

Internetowy Golem

Tymczasem technologia kpi sobie ze sztuki. Artysta sztuki elektronicznej nie jest twórcą, którego oddech pobudza do życia. To tylko rzemieślnik (homo faber), który opanował dobrze warsztat - manipulowanie obrazem i dźwiękiem za pomocą programów komputerowych. To człowiek, który marzy o nieśmiertelnej sławie, szokując bliźnich ekscentrycznymi pomysłami. Festiwale, wystawy, performance są jego żywiołem. Próbuje też zaanektować nowe obszary, które stworzyła technologia: Internet i rzeczywistość wirtualna. W sieci oddaje się z lubością eksperymentom, wprawiającym użytkownika w mieszany stan ducha: rozbawienia? Zgorszenia? Irytacji?

Idea festiwali w Linzu - połączenie duszy i techniki w całość - pozwala artystom bawić się widzem. "Damy ci narzędzie, którym stworzysz swoje wirtualne wcielenie. Nie bój się - postać powołana do życia przez ciebie - naprawdę latami będzie krążyła po Internecie. Nic jej do szczęścia więcej nie potrzeba, niż określenie kilku cech charakterystycznych. Jeśli uważasz, że ma być wegetarianinem - niech będzie! Kanibalem - czemu nie? To twój wolny wybór" - pomysłodawcy mrugają znacząco do internauty, pogrążywszy go uprzednio w zabawie godnej alchemika ze Złotej Uliczki.

Teraz od niego będzie zależało, czy internetowej postaci nada dobre lub złe cechy. Jeśli odblokuje się psychicznie, to być może narodzi się sieciowy Mr Hyde. Nikt nie patrzy na twórcę (tak mu się wydaje), lepi postać na przekór zdrowemu rozsądkowi, lecz jeśli wierzyć psychoanalizie, to zgodnie z ciemnymi pokładami podświadomości. Artysta zaciera ręce, bo jego projekt cieszy się uznaniem, a ludzie obnażają w Internecie swoje ego.

Dwie owieczki Dolly

Moc obliczeniowa współczesnych komputerów pozwala kreować artystom wirtualne światy. Artysta-rzemieślnik opanowuje tajniki 3D i animacji przestrzennej, aby ożywić upadłe cywilizacje i w bryle szacownych gmachów rzeźbić nowe kształty. Artysta elektroniczny zaprasza do zabawy innych. "Własną ręką jesteś w stanie stworzyć nowe" - głosi naiwnym widzom, którzy raczą zapominać, że dzieło artysty zapisane jest w kodzie zero-jedynkowym i praktycznie każdy ruch uczestnika zabawy został już przewidziany przez programistę.

Co będzie, kiedy technologia pozwoli maszynie na myślenie? Komputer, który myśli? Mrzonka? A może jednak przyszłość, o ile uporamy się z zagadkami sieci neuronowych i przyspieszymy proces ich uczenia? Pierwszymi, którzy zapewne spróbują wykorzystać inteligentne komputery, będą - oczywiście - artyści sztuki elektronicznej. Jakie wtedy wymyślą niesamowite instalacje! Jakież to podróże będzie można odbywać w wirtualną rzeczywistość, skoro układy elektroniczne będą mogły kontrolować ruchy zwiedzającego! Uzależnioną od techniki artystyczną bohemę ogarnie czysta radość tworzenia.

W tym miejscu należy wziąć pod obronę technoartystów. Oni wyłącznie krążą w cyberprzestrzenii i modelują wirtualną rzeczywistość. Ich internetowe golemy jeszcze niczego złego nie robią. Na razie szokują i pobudzają ludzi, aby zaczęli myśleć o sztuce w nowych kategoriach. Jeszcze po ulicach nie straszą cyborgi - współczesne wcielenia Frankensteina. Niestety, naukowcy wyprzedzili pomysłowość artystów, klonując owieczkę Dolly i ogłaszając, że są w stanie sklonować człowieka. To już nie festiwalowy performance, to samo życie, w którym możliwości technologii przekraczają horyzonty myślowe człowieka. Artysta elektroniczny zadowoli się zabawą na stronach !WWW. Doktor Jekyll końca wieku posunie się do sklonowania samego siebie.


TOP 200