Internet rzeczy w małej firmie

Szybko rozwijające się sieci obiektów podłączonych do internetu tworzą zarówno nowe szanse, jak i wyzwania biznesowe. Na jakie możliwości mogą liczyć przedsiębiorstwa MŚP w zakresie internetu rzeczy? Czy mogą rywalizować z międzynarodowymi korporacjami?

W 1999 r. Kevin Ashton, współzałożyciel Auto-ID Center w Massachusetts Institute of Technology (MIT), które stworzyło globalny standard dla RFID i innych czujników, ukuł termin „Internet of Things” (internet rzeczy, IoT). Ashton trafnie wtedy zauważył, że informacje dostępne w internecie nie są wytwarzane wyłącznie przez ludzi, lecz także przez fizyczne przedmioty znajdujące się dookoła nas, takie jak: samochody, odzież, ławki w parku czy nawet puszki aluminiowe po napojach. Obecnie na świecie znajdziemy wiele rozwiązań łączących się z internetem, np. ubrania wyposażone w czujniki monitorujące aktywność fizyczną w trakcie joggingu. Dużo dzieje się również w zakresie smart cities, czyli inteligentnych miast, które monitorują przeróżne parametry i udostępniają wyniki mieszkańcom, aby ci mogli podejmować lepsze decyzje. Przykładowo we Wrocławiu oficjalna strona internetowa miasta każdego dnia informuje o jakości powietrza. Odpowiednie systemy monitorują dane i podają wyniki, a następnie redakcja serwisu wskazuje, jaka jest jakość powietrza i np. zaleca ograniczyć przebywanie na zewnątrz, jeśli występuje zagrożenie smogiem.

Internet rzeczy będzie gigantyczny

Arthur C. Clarke, nieżyjący już znany pisarz fantastycznonaukowy i propagator kosmonautyki, zasłynął wypowiedzią, że „każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”. Trzeba przyznać, że w obecnych czasach słowa te są szczególnie trafne. To, co dawniej traktowalibyśmy jako magię, dziś jest rzeczywistością – za sprawą technologii. Części elektroniczne stały się bardzo małe i niedrogie, świat połączony jest w jedną wielką sieć komunikacyjną zwaną internetem, a wiele osób przystosowało się i przyjęło cyfrowy styl życia. Nie powinno więc dziwić, że internet rzeczy rozwija się tak szybko, a analizy tego zjawiska wskazują, że to dopiero początek. Dla przykładu firma badawcza IDC przewiduje, że wartość rynku IoT wzrośnie z 655,8 mld USD w roku 2014 do 1,7 bln USD do 2020 r. „Elektronika noszona, taka jak smart zegarki i opaski fitness, to tylko konsumencka strona IoT i obecnie głównie z takimi rozwiązaniami kojarzymy ten termin” – zauważa Vernon Turner, analityk z IDC. „Prawdziwa szansa dla IoT to jednak zastosowania w sektorze publicznym i w biznesie” – dodaje.

Zobacz również:

Obecnie co roku sprzedawanych jest ok. 1,5 mld smartfonów, tabletów, desktopów i laptopów, które łączą się z internetem. Urządzenia te stanowią jednak zaledwie ułamek internetu rzeczy – eksperci przekonują, że z siecią będzie mogło łączyć się dodatkowe 200 mld sprzętów i akcesoriów, z czego 14 mld jest już połączonych. IDC przewiduje, że do 2020 r. liczba podłączonych do internetu urządzeń wzrośnie do 32 mld; firma Cisco idzie jeszcze dalej i zakłada, że będzie to 50 mld różnego typu sprzętów i czujników.

Większość urządzeń z IoT działa w sposób autonomiczny, bez udziału człowieka. Są to np. czujniki, które samodzielnie gromadzą dane i przesyłają je do wyznaczonego operatora, firmy czy producenta. Dobrze obrazują to urządzenia wywodzące się z sektora konsumenckiego. I tak termostat Nest pozwala na włączanie i wyłączanie klimatyzacji nawet wtedy, gdy nie jesteśmy w domu czy biurze (wystarczy skorzystać z aplikacji na smartfonie). Z kolei opaski fitness automatycznie przesyłają dane do smartfona, które stamtąd trafiają do baz danych w chmurze.

Ryzyko dla nieprzystosowanych

Małe firmy nie powinny dłużej ignorować IoT, ponieważ największe korporacje zaczynają przeprowadzać wdrożenia już na wielką skalę i w przyszłości może się okazać, że przestaną potrzebować pomocy mniejszych podmiotów. Wystarczy pomyśleć o takich gigantach, jak: FedEx, UPS, Home Depot czy Netflix – każda z tych firm wykorzystała technologie, aby dynamicznie się rozwijać, a przy okazji doprowadzić do zniknięcia z rynku całych ekosystemów małych firm (np. wypożyczalni filmów DVD).

Już teraz korporacje inwestują miliardy dolarów w czujniki i systemy IoT. Analizują one przeróżne urządzenia i dostarczają informacji, dzięki którym udaje się pracować efektywniej, zużywa się mniej zasobów (np. paliwa w przypadku firm transportowych), a także lepiej reaguje się na zmiany (np. można przewidzieć awarię i wysłać technika, zanim jeszcze dojdzie do usterki). Firmy, takie jak GE, dostawcy opieki medycznej oraz giganci motoryzacyjni, wchodzą w projekty IoT na coraz szerszą skalę. Przykład? Obecnie praktycznie wszystko, co produkuje GE – od lodówek po silniki odrzutowe – może w jakimś stopniu łączyć się z internetem i wysyłać informacje o swoim statusie do konkretnej bazy danych. Z tego względu małe firmy, które dopiero wkraczają na rynek, coraz częściej przekonują się, że wcale nie są o wiele szybsze, bardziej zwinne czy inteligentne niż korporacje, bo te potrafią już lepiej monitorować i dynamicznie zarządzać swoim biznesem.

Jakie kroki mogą zastosować małe firmy? Warto zacząć od zdobycia potrzebnych informacji, a następnie wykorzystać je na swoją korzyść, tworząc adekwatne rozwiązania IoT, by móc rywalizować z większymi graczami (patrz studia przypadków opisane w ramkach).

Szans biznesowych nie brakuje

Małe firmy, które chcą wykorzystać szanse biznesowe oferowane przez IoT, nie powinny szukać rozwiązań bardzo innowacyjnych czy „zmieniających świat”. Zamiast tego lepiej spojrzeć na istniejące nisze i zastanowić się, jak systemy IoT mogą je ulepszyć, prowadząc do oszczędności czy większej wydajności. Zwykle oznacza to, że gotowe rozwiązanie będzie dość proste i nudne, ale zapewni wysoką skuteczność. Jak wygląda to w praktyce? W 2003 r. powstała firma Bigbelly, którą powołało do życia dwóch studentów w inkubatorze przedsiębiorczości. Bigbelly tworzy zasilane energią słoneczną „stacje”, które z wyglądu przypominają duże kosze na śmieci. Wewnątrz nich znajdują się jednak zaawansowane technologiczne kompaktory odpadów i czujniki, które wykrywają, kiedy pojemniki są pełne – wtedy poprzez chmurę sygnalizują, że należy je opróżnić. Dodatkowo system działający w chmurze informuje firmy zajmujące się wywozem śmieci, że poszczególne pojemniki nie są jeszcze pełne i można je pominąć na trasie zbierania odpadów, oszczędzając w ten sposób czas i energię.

Jak podaje Bigbelly, w Nowym Jorku śmieci są w niektórych miejscach wywożone trzy razy dziennie, bo tak szybko napełniają się kosze i pojemniki. Stacje Bigbelly sprawiają jednak, że w pojemnikach tej samej wielkości mieści się więcej odpadów (dzięki kompaktorom i zagęszczarkom), przez co nie trzeba ich odbierać tak często. Dzięki temu niektóre lokalizacje, gdzie wcześniej wywóz śmieci odbywał się trzy razy w ciągu dnia, są teraz odwiedzane rzadziej – czasami raz na dzień, a czasami nawet dwa razy na tydzień.

Bigbelly jest modelowym przykładem, jak IoT może unowocześniać istniejące infrastruktury, na czym skorzystać mogą małe firmy, które zaoferują stosowne systemy i wdrożenia. I choć w mediach o wiele częściej wspomina się o działaniach na znacznie szerszą skalę, kiedy wysoko opłacani naukowcy ds. danych (data scientists) przeprowadzają zaawansowane analizy w skali marko na podstawie terabajtów przychodzących informacji, to na co dzień małe firmy mogą wprowadzać proste ulepszenia w wielu dziedzinach i poprawiać efektywność na skalę lokalną. To z kolei przekłada się na oszczędności i tworzenie nowych miejsc pracy – mamy tu klasyczny przypadek, gdy możemy pracować mądrzej, a nie ciężej.

Czy IoT ma sens w mojej firmie?

Niezależnie od tego, w jakiej branży działa dana firma, przystosowanie strategii do IoT wydaje się koniecznością, aby zachować zdrowe tempo rozwoju i móc sprostać oczekiwaniom klientów. Zastosowań dla IoT jest bardzo dużo i jeśli tylko chcemy, jesteśmy w stanie znaleźć takie rozwiązania, które okażą się przydatne. W ujęciu makro rozwiązania z internetu rzeczy można wykorzystywać w usprawnianiu produkcji (np. monitorowanie procesów i rozpoznawanie wąskich gardeł), procesu dostaw towaru (np. łączenie czujników z GPS-em w samochodach, aby móc poprawiać efektywność transportu, w tym wybierać mniej uczęszczane trasy) oraz w poprawie doświadczeń klienta detalicznego (np. czujniki Bluetooth instalowane w sklepach, które współpracują z mobilnymi aplikacjami i są w stanie podpowiadać klientom produkty, jakimi ci mogą być zainteresowani na podstawie historii zakupowej).

Często wystarczy tylko sieć czujników, łączność Wi-Fi i aplikacja mobilna do obsługi ze smartfona, aby wdrożyć system IoT, który zapewni realne korzyści biznesowe dla małej firmy. Należy tylko mieć na uwadze, aby podejść profesjonalnie do projektowania swojego systemu, pamiętając przy tym nie tylko o funkcjonalności, ale również o bezpieczeństwie (patrz ramka).

Bezpieczeństwo w internecie rzeczy

Kiedy małe firmy chcą zwiększyć bezpieczeństwo, zwykle myślą o rozwiązaniach chroniących urządzenia wykorzystywane w wymianie i przechowywaniu danych, takich jak: komputery, smartfony i tablety. W świecie IoT z internetem łączą się również inne sprzęty, tworząc wspólnie jeden funkcjonalny system, co oczywiście tworzy nowe zagrożenia w zakresie cyberbezpieczeństwa. Kamery wideo, routery, nawigacje GPS, systemy alarmowe czy samochodowe komputery pokładowe – wszystkie te i inne sprzęty tworzą furtkę, przez którą cyberprzestępca może przedostać się do całego systemu IoT. Mimo że większość sprzętów doskonale radzi sobie w kwestii łączenia się z internetem i ma wiele funkcji sieciowych, często nie zostały one zaprojektowane z myślą o bezpieczeństwie i priorytetem była tylko użyteczność.

W ubiegłym roku doszło do ataku DDoS na dużą skalę, który spowodował problemy z dostępem do wielu popularnych stron www. Mirai, kod źródłowy malware'u, był wykorzystywany do infekowania niezabezpieczonych urządzeń IoT. Kiedy dane urządzenie zostało zainfekowane, szybko stawało się „sprzętem zombie" z danego botnetu i było używane do ataków DDoS. Zainfekowane sprzęty IoT mogły później rozprzestrzeniać złośliwy kod na inne urządzenia i doprowadzać do wycieku poufnych danych.

Firmy, które chcą tworzyć systemy IoT, powinny zwracać szczególną uwagę na bezpieczeństwo i przy wyborze urządzeń decydować się na takie, które mają odpowiednie funkcje zabezpieczające. Koniecznie trzeba też odpowiednio je konfigurować, m.in. zmieniać login i hasło admina w dostępie do ustawień (dotyczy np. routerów, które domyślnie mają login i hasło do ustawień „admin”), a także wyłączyć możliwość logowania się do panelu administracyjnego z internetu (lepiej korzystać wyłącznie z dostępu lokalnego).

STUDIUM PRZYPADKÓW

#1: Winnice z systemem IoT małej firmy

Valarm to niewielka firma specjalizująca się w systemach monitorujących. Aby rywalizować z dużymi przedsiębiorstwami, specjaliści z Valarm opracowali sposób na niedrogie dodawanie czujników monitorujących do swoich systemów, które znajdują zastosowanie w różnych branżach. Dla przykładu są w stanie dodać czujniki IoT do winnic klienta i zaprogramować je do wykrywania niskich temperatur, które mogą zaszkodzić winogronom. I tak, kiedy system wykryje spadek temperatury, czujniki aktywują zraszacze, które pokrywają winogrona lodem i przez to je chronią.

Firma Valarm zorientowała się, że aby stworzyć wspomniany system, nie musi inwestować w drogi sprzęt. Wykorzystała stare smartfony, które pełnią rolę mobilnych czujników. Dzięki temu, jak przyznaje Valarm, udało się zredukować koszt całego systemu czujników dla winnicy do ok. jednej dziesiątej ceny systemu oferowanego przez duże przedsiębiorstwa. Firma była w stanie przez to nie tylko lepiej konkurować z większymi rywalami, ale też sprawiła, że mniejsze winnice mogły pozwolić sobie na świetny system monitorujący, na który w przeciwnym razie nie byłoby ich stać.

Lorenzo Gonzalez, dyrektor działu oprogramowania w Valarm, tłumaczy, że za kilkaset dolarów można rozpocząć budowę sieci czujników i uzyskać dobre efekty np. w obszarze śledzenia autobusów, limuzyn, ciężarówek czy wózków golfowych. „Czujniki mogą informować o lokalizacji floty małych firm bez konieczności wdrażania drogich systemów IoT największych korporacji” – mówi Gonzalez.

#2: System nawadniający oparty na smartfonach

RainMachine to mała firma specjalizująca się w systemach nawadniających dla domów jednorodzinnych. Jej pracownicy odkryli, że mogą stworzyć niedrogie systemy IoT, składające się z czujników, smartfonów i lokalnych danych pogodowych (aktualizowanych co minutę). Opracowali system, który automatycznie dostosowuje harmonogramy zraszaczy, aktywując je w zależności od danych dotyczących warunków pogodowych panujących na zewnątrz. Andrei Bulucea, dyrektor techniczny firmy, zachwala opracowane rozwiązanie: „System sprawia, że ogród jest utrzymany w dobrym stanie i nie ma problemu nadmiernego czy niewystarczającego podlewania. Przeciętny dom wyposażony w nasz system oszczędza 25 do 50% na rachunkach za wodę”.

Bulucea przekonuje, że IoT to świetny trend i firmy mogą go wykorzystywać w codziennej pracy, jeśli tylko skupią się na jego praktycznej stronie, poświęcając najwięcej uwagi kwestii oszczędności. Kiedy bowiem zaczęły pojawiać się w sieci informacje o IoT, często podawanym przykładem było instalowanie czujników w lodówkach, które będą informować o tym, że mleko traci termin ważności i warto złożyć zamówienie na zakupy. Tego typu zastosowania są co najwyżej gadżeciarskie. „Kluczem w przypadku IoT jest tworzenie rozwiązań niedrogich i użytecznych” – zauważa Bulucea.


TOP 200