Innowacyjność w czasach wstrząsu

Żyjemy w czasach wielkiej zmiany. Dzisiejsi giganci rynku obrócą się w gruzy, start-upy staną się korporacjami, praca będzie luksusem, a sztuczna inteligencja konkurencją. Jak zapewnić przetrwanie sobie i swojej firmie?

Słowo „disruption” oznacza „zakłócenie”, „zaburzenie”. Nowego znaczenia tego słowa nauczyliśmy się po 2008 r. Praktycznie z dnia na dzień gospodarka wpadła w okres „disruption” – najpierw wielki zjazd w dół, potem seria większych lub mniejszych górek i dołków, wreszcie długo wyczekiwane odbicie.

Dane makroekonomiczne napawają optymizmem. Hiszpańska gospodarka odnotowała drugi z rzędu kwartał wzrostu, w Polsce rejestrowane bezrobocie wg metodyki unijnej spadło do 8%, zaś prezydent Obama w dorocznym orędziu do narodu („State of the Union”) ogłosił koniec kryzysu.

Zobacz również:

Co to wszystko znaczy? Wcale nie oznacza powrotu do status quo ante, stanu sprzed 2008 r. Zmiana zaszła nie tylko w technologii, nie tylko w regulacjach rynków finansowych, nie tylko w cenach surowców. Główna zmiana zaszła w akceptowalnym poziomie ryzyka i szybkości zmian, jakie zachodzą.

Z 10 najcenniejszych marek świata tylko połowa istniała w roku 1970. Jeśli zaś spojrzymy na listę gigantów tamtych czasów, dojrzymy takie nazwy, jak: Compaq, Pan Am, Arthur Andersen. Firmy, których nie ma od lat. Za to FedEx miał dopiero powstać kilka lat później, podobnie Microsoft, nie było jeszcze Apple ani Google. Dziś też powstają firmy, które za 20 lat znajdą się w indeksie najbardziej wartościowych marek Millward Brown, S&P 500 i rankingu Forbes. I jednocześnie dzisiaj, właśnie teraz, w tej chwili, zapadają decyzje, które w konsekwencji wyeliminują z rynku któregoś z dzisiejszych gigantów.

Jak pójść drogą Google, a nie Pan Am? Jak zaabsorbować nowe zasady rządzące rynkiem AD 2015?

Bez świętych krów

Pierwszym krokiem jest zrozumienie, że nie ma dziś „świętych krów”. Przykład Kodaka, wałkowany do znudzenia, świetnie pokazuje, że nic nie jest dane raz na zawsze. Na rynku technologicznym równie dobrym przykładem są tracący pozycję niegdysiejsi giganci: Microsoft, IBM, Sony. Tak więc zagrożenie bytu przedsiębiorstwa to nie coś, co dotyczy innych; to coś, co jest tu i teraz i dotyczy każdego z nas. „Wymyślaj się na nowo albo giń” – to hasło, sformułowane ponad 15 lat temu, jest dziś aktualniejsze niż kiedykolwiek.

Spójrzmy na wielki paradoks współczesnej gospodarki. W ostatnich latach nastąpiła wielka koncentracja kapitału. 1% najbogatszych posiada połowę bogactw świata – tak przynajmniej twierdzi brytyjska organizacja dobroczynna Oxfam. Korporacje mają więc prawdziwe góry pieniędzy, mogłyby więc – jak nikt inny – pracować nad innowacjami. Jednocześnie ich kultura pozostaje w dużej mierze niezdolna do innowacji.

Dlaczego? Wyjaśnia to m.in. Steve Blank, konsultant z doświadczeniem w firmach takich jak Zilog lub Pixar. Najprostsza odpowiedź brzmi: innowacje wymagają dużych pieniędzy, zaburzają istniejące status quo i niosą duże ryzyko. Duże firmy traktują wszystkie trzy czynniki jako śmiertelnego wroga.

Wydawanie dużych pieniędzy wiąże się z bardzo długimi i pokrętnymi ścieżkami decyzyjnymi. Liczni analitycy – strażnicy przeszkód i procesu decyzyjnego – dbają o to, żeby istniał szczegółowy plan wydatków oraz wpływów z danej inwestycji. Dla naprawdę istotnych innowacji nie da się go nakreślić albo można to zrobić, jedynie bazując na założeniach. I tak projekty tego rodzaju odpadają w przedbiegach.


TOP 200