Infostrady i bezdroża

Infrastrukturę IT w polskiej administracji można porównać do infrastruktury drogowej. Nadal nie ma spójnej i solidnej sieci dróg, mimo że inwestycje - także za unijne pieniądze - są widoczne. Podobnie ma się sprawa z projektami IT prowadzonymi przez samorząd terytorialny. Nie składają się w całość, stanowią wyspy na polskiej mapie IT w sektorze publicznym.

Infrastrukturę IT w polskiej administracji można porównać do infrastruktury drogowej. Nadal nie ma spójnej i solidnej sieci dróg, mimo że inwestycje - także za unijne pieniądze - są widoczne. Podobnie ma się sprawa z projektami IT prowadzonymi przez samorząd terytorialny. Nie składają się w całość, stanowią wyspy na polskiej mapie IT w sektorze publicznym.

Kajetan Wojsyk, szef Biura Informatyka Miejskiego w Urzędzie Miasta Częstochowy - laureata tegorocznego konkursu "Lider Informatyki" w kategorii sektor publiczny, wskazuje na istotną rolę jednostek samorządu terytorialnego z punktu widzenia nie tylko państwa, ale przede wszystkim obywatela. "To w gminach, na najniższym poziomie, powstaje 90% danych o obywatelu, który tu załatwia swoje sprawy. To tutaj przetwarza się te informacje. Aby informacja miała sens, musi zostać wykorzystana we właściwym czasie i miejscu" - mówił Kajetan Wojsyk.

Przepływ informacji do centrum

Jerzy Borys - Urząd Miejski Katowice

Jerzy Borys - Urząd Miejski Katowice

Tymczasem część danych musi zostać przekazana wyżej, na szczebel centralny. Wiąże się to z odziedziczoną po poprzedniej epoce koniecznością raportowania wszystkich danych, co przy tej ilości informacji i dostępnych narzędziach jest bardzo czasochłonne i właściwie bezużyteczne. "Należy skrócić przepływ informacji, panować nad źródłami danych i gromadzić tylko to, co jest potrzebne i w taki sposób, aby było przydatne" - postulował Kajetan Wojsyk. Stan obecny jest jednak taki, że administracja centralna rządzi się innymi regułami niż samorządowa. Samorządowcy znają dokładnie swoje potrzeby, sami budują systemy z pomocą firm zewnętrznych. Z kolei "centrala" chce mieć wiedzę o wszystkim, tworzy i dostarcza rozwiązania do gmin, które mają wypełniać zbiory danych.

"Efekt jest taki, że urzędnik w gminie gromadzi dane źródłowe, wkłada je do systemu centralnego, a sam z nich nie może skorzystać. Co widzi obywatel w urzędzie? Urzędnika pracującego przy dwóch lub więcej monitorach, bo jeden system z drugim nie jest połączony" - komentuje Kajetan Wojsyk. W jego opinii idealnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie takich przepisów, które pozwolą gminom zbudować system, umożliwiający władzy zdobycie wiedzy na temat tego, co się dzieje w państwie, a gminom jak najlepszą obsługę mieszkańców.

Światl i przywódcy

Kajetan Wojsyk, znany z ortodoksyjnej postawy wobec użycia papieru w urzędzie (jego miejsce jest w toaletach) podkreśla, że wszelkie sprawy urzędowe powinny krążyć elektronicznym obiegiem dokumentów: "Dane, informacje i sprawy powinny zostać ujarzmione, tak jak kiedyś człowiek ujarzmił ogień czy elektryczność. W dobie Internetu człowiek ma całą wiedzę o świecie na wyciągnięcie ręki - w sieci. Wciąż jednak za mało jest dyskusji o możliwościach, które otwiera przed nami zmiana cywilizacyjna dziejąca się na naszych oczach. Wciąż wśród zarządzających dominuje dyskusja o technologiach i licytacja na liczbę komputerów czy przepustowość łączy, a nie o tym, co nimi ma przechodzić, po co te wszystkie komputery".

Kajetan Wojsyk twierdzi, że sensem informatyzacji jest dostarczyć właściwe informacje we właściwym czasie - nic ponad to. Jest technologia, są narzędzia i sieci. Nie odstajemy od świata, także pod względem potencjału intelektualnego. Nie mamy jednego: światłych przywódców. Kierownicy jednostek muszą mieć kompetencje, które pozwalają zrozumieć, czym jest informacja i jak wygląda jej obieg, sami muszą w nim brać udział. Sukces w Częstochowie zawdzięczamy temu, że sam prezydent miasta korzysta z wdrożonego obiegu dokumentów - podsumował.

Elektroniczny hamulec

Zaangażowanie i uświadomienie decydentów o korzyściach płynących z zastosowań informatyki to jedynie część sukcesu. "Przyglądając się przykładom wdrożonych już rozwiązań, które do góry nogami wywracają pracę urzędu, a nie życie obywatela, mogę stwierdzić - zgromadzone na debacie urzędy miejskie są awangardą nieuniknionej już rewolucji - urzędu skrojonego na potrzeby obywatela" - mówił Wojciech Głownia, dyrektor zarządzający Avaya Poland.

Jego marzenia spełniłby zapewne szeroko stosowany podpis elektroniczny w kontaktach obywatela i firm z administracją. Jego zastosowanie pozostaje jednak na razie w sferze teorii. Według danych przytoczonych przez Jerzego Borysa z Urzędu Miejskiego Katowice, Sigillum w ciągu sześciu lat wydało w sumie ok. 17 tys. certyfikatów, w tym 8,5 tys. certyfikatów kwalifikowanych. "Na 36-milionowe państwo te cyfry mówią same za siebie. To nie kropla, ale kropelka w morzu" - skomentował Jerzy Borys. Przypomniał, że tuż po uchwaleniu ustawy podniosły się głosy, aby prawo nowelizować i wprowadzić tańszy w użyciu tzw. podpis zaawansowany. Jego zdaniem, przeciętny Jan Kowalski nie zamierza ponosić wysokich - w stosunku do liczby spraw załatwianych w urzędzie - kosztów podpisu kwalifikowanego.

"Częstochowa, Katowice i Rybnik są zaangażowane w projekt Systemu Elektronicznej Komunikacji Administracji Publicznej dla województwa śląskiego. Biorą w nim udział 54 jednostki samorządu terytorialnego. W ramach SEKAP będziemy wydawać podpis zaawansowany na potrzeby kontaktów z jednostkami, które uczestniczą w projekcie. Podpis będzie wydawany po podpisaniu umowy cywilno-prawnej, pomiędzy zainteresowanym a urzędem, że wyraża zgodę na kontakty w taki sposób" - opowiada Jerzy Borys.

SEKAP ma pokazać, że obywatelowi nie jest potrzebny podpis kwalifikowany w większości spraw, który umożliwia podejmowanie nieograniczonych decyzji finansowych, tylko potrzebny do tego, aby np. złożyć wniosek o pozwolenie na budowę. Obywatel nie zaciąga żadnego zobowiązania finansowego, składa tylko wniosek do urzędu.


TOP 200