Informatyka w Siłach Zbrojnych RP

Traktat o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie (Conventional Forces Europe – CFE) z 1990 roku szczegółowo ustalił dla każdego z sygnatariuszy - w tym Polski - dopuszczalną liczbę czołgów, bojowych wozów piechoty, artylerii kalibru 100 mm, samolotów bojowych i śmigłowców uderzeniowych.

Traktat o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie (Conventional Forces Europe – CFE) z 1990 roku szczegółowo ustalił dla każdego z sygnatariuszy - w tym Polski - dopuszczalną liczbę czołgów, bojowych wozów piechoty, artylerii kalibru 100 mm, samolotów bojowych i śmigłowców uderzeniowych.

W tym czasie trwały już poważnie zaawansowane przygotowania do operacji „Pustynna Burza”, która ujawniła, że na współczesnym teatrze działań wojennych zwycięża ten, kto lepiej potrafi wykorzystać technologie teleinformatyczne. Tymczasem systemy wspomagania dowodzenia C4I2/EW (Command, Control, Communications, Computers & Intelligence, Informations, Electronic Warfare) pozostają faktycznie poza traktami rozbrojeniowymi. W rezultacie kraje o rozwiniętej technologii i odpowiednich zasobach finansowych potraktowały teleinformatykę jako możliwość nie kontrolowanego wzmacniania potencjału militarnego w skali trudnej do oszacowania.

Słowem–kluczem do opisu informatyki w Wojsku Polskim są warunki postawione przez NATO, od spełnienia których zależy czy staniemy się pełnoprawnymi członkami Sojuszu. Do końca 1999 r. muszą ze sobą współdziałać systemy obrony powietrznej Polski i państw zachodnich, ma być zmodernizowana infrastruktura wojskowej łączności jawnej i utajnionej oraz mają zostać wdrożone - w możliwie jak najszerszym zakresie - normy i standardy Paktu Północnoatlantyckiego.

Oprócz spełnienia tych i innych warunków NATO, rządowy program modernizacji Sił Zbrojnych RP „Armia 2012” przewiduje zwiększenie środków na tworzenie zautomatyzowanych systemów wspomagania dowodzenia w Wojskach Lądowych, Wojskach Lotniczych i Obrony Powietrznej oraz Marynarce Wojennej. Systemy takie działają już w Wojska Lotniczych i Obrony Powietrznej oraz Marynarce Wojennej. W tych rodzajach wojsk prace badawczo–wdrożeniowe mają za cel unowocześnienie istniejących systemów, aby mogły współdziałać między sobą i systemami państw zachodnich. Wojska Lądowe są dopiero na początku budowy systemu wspomagania dowodzeniem. W przyszłości informacje z poszczególnych systemów będą dostępne w zintegrowanym Centrum Dowodzenia. Aby jednak tak się stało, wojskowi informatycy muszą doprowadzić do sytuacji, w której cechy systemów C4I2 – wieloplatformowość (wykorzystywanie i współdziałanie wielu systemów operacyjnych), interoperacyjność (współpraca z systemami państw zachodnich), mobilność, czas rzeczywisty – zostaną rzeczywiście uwzględnione.

Jak więc dziś wygląda stan wojskowej informatyki? Jak armia zamierza spełnić warunki przyjęcia do NATO? Kiedy informatyka zmieni Wojsko Polskie?

Jak ser szwajcarski

Centrum Informatyki Sztabu Generalnego, instytucja o charakterze badawczo-rozwojowym, odpowiedzialna za prognozowanie potrzeb wojskowej teleinformatyki, ocenia, że w Siłach Zbrojnych RP (SZ RP) funkcjonują obecnie zbyt zróżnicowane systemy wspomagające zarządzanie i dowodzenie na wszystkich szczeblach. Razem nie tworzą zintegrowanego systemu informatycznego WP wobec braku jednolitego systemu indeksacji, ewidencjonowaniu tylko wybranych typów zasobów i to najczęściej na szczeblu centralnym, Okręgów Wojskowych (OW) i Rodzajów Sił Zbrojnych (RZS) – bez przeniesienia i powiązania ze szczeblami niższymi. Ponadto ewidencje prowadzone na szczeblu Jednostek Wojskowych (JW) w zasadzie nie mają mechanizmów automatycznej agregacji dla szczebli wyższych, a systemy o podobnych funkcjach współpracują w ograniczonym zakresie. Poza tym jest niewiele systemów pozwalających na przekazywanie informacje od szczebla oddziału (JW) do szczebla centralnego.

Zmianę tego stanu rzeczy utrudniają przepisy obowiązujące w SZ, które nie nadążają za burzliwym rozwojem sprzętu komputerowego. Jak twierdzi płk Piotr Zaskórski, komendant Centrum Informatyki SG, w sytuacji, gdy raz w roku pojawia się nowa generacja procesorów, trudno utrzymywać, że cztero- czy pięcioletni sprzęt jest nadal nowoczesny. Stwarza to wiele problemów przy projektowaniu i eksploatacji systemów informatycznych. Większość systemów informatycznych eksploatowanych w SZ pracuje na bardzo zniszczonym sprzęcie (ODRA 1305). Nowsze komputery AS/400 są stosunkowo mało obciążone i czekają na rozpoczęcie przenoszenia nań systemów informatycznych.

Od początku lat dziewięćdziesiątych rozpoczęto w SZ tworzenie sieci lokalnych. Początkowo były to sieci autonomiczne, składające się z serwera i dołączonych do niego terminali. W miarę pojawiania się bardziej wydajnego i relatywnie tańszego sprzętu, w SZ zaczęto projektować i wdrażać bardziej wydajne sieci. Od roku 1992 dominuje okablowanie strukturalne. Dzisiaj lokalne eksploatowane są praktycznie na prawie wszystkich poziomach zarządzania i kierowania wojskami, włącznie z wieloma instytucjami Ministerstwa Obrony Narodowej, Sztabu Generalnego WP oraz poszczególnych okręgów wojskowych.

Odrębną kategorię stanowią sieci, na których oparte są systemy informatyczne, wspomagające dowodzenie i kierowanie Marynarką Wojenną (wciąż rozwijany System Obrony Wybrzeża) oraz Wojskami Lotniczymi i Obrony Powietrznej (gdzie powstaje właśnie Jednolity System Obrony Powietrznej).

Ponieważ wymienione sieci lokalne i systemy wielodostępne powstawały przez wiele lat, charakteryzują się dużą różnorodnością, zarówno pod względem struktury, standardów, jak i używanych platform sprzętowych. Dopiero na etapie budowy jest nowoczesna sieć wymiany danych, która ma wykorzystywać system łączności specjalnej i sieć routerową.

Wobec tego nasuwa się porównanie stanu infrastruktury informatycznej WP do pełnego dziur sera szwajcarskiego. Płk Piotr Zaskórski ze smutkiem konstatuje, że terytorialny system informatyczny jest niepełny i częściowo niespójny informacyjnie i technologicznie.

„Zamek” nie odpowiada

Najlepszy współczesny system informatyczny jest niewiele wart, jeśli nie może wymieniać informacji z innymi systemami dzięki sprawnej infrastrukturze telekomunikacyjnej. Jak zażartował jeden z wojskowych informatyków, w gruncie rzeczy jest mu obojętne, jak są połączone sieci komputerowe. Może biegać nawet żołnierz z dyskietką, byle robił to szybko i zgodnie ze standardem. Niestety, dowcip ten ma wiele wspólnego z rzeczywistością naszej armii, w której łącznościowcy z trudem zaczynają rozumieć, że informatyka wymaga czegoś więcej niż łączy o przepustowości rzędu 16 Kb/s, iż miedziane linie napowietrzne utrudniają rozwój nowych technologii, a pani na „centrali”, która w pocie czoła zestawia połączenia po „kryptonimach”, to miłe uzupełnienie systemów cyfrowych.

Jak podaje szefostwo Wojsk Łączności i Informatyki SG, podstawą stacjonarnego systemu łączności SZ RP jest sieć telekomunikacyjna kraju (MON dzierżawi od TP SA odpowiednią ilość łączy, traktów nośnych i strumieni cyfrowych) oraz terytorialne, wojskowe węzły łączności. System ten składa się z trzech powiązanych ze sobą podsystemów łączności ogólnowojskowej, Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej kraju oraz Marynarki Wojennej.

Ogólnowojskowy podsystem łączności tworzą siły i środki łączności przewodowej radioliniowej i radiowej. W tym podsystemie, w okresie stałej gotowości bojowej utrzymywana jest całodobowa łączność przewodowa do wszystkich jednostek (instytucji) wojskowych, zaś radiowa tylko w sieciach specjalistycznych. W niektórych przypadkach łączność radiowa jest uruchamiana czasowo lub w sytuacjach specjalnych. Pozostałe podsystemy łączności zorganizowane są na bazie wzajemnie uzupełniających się środków łączności radiowej i przewodowej. Centrum Informatyki SG ocenia, że stacjonarny system łączności oparty jest w 75% na technice analogowej. Został w przeważającej części wyprodukowany w kraju w latach siedemdziesiątych i może być eksploatowany do roku 2000, a nawet dłużej.

Obronność państwa wymaga sprawnego systemu łączności utajnionej. Obecnie na stacjonarny podsystem łączności specjalnej SZ RP składa się podsystem analogowy z komutacją ręczną, podsystem telegraficzny oraz podsystem cyfrowej łączności specjalnej. Pierwsze dwa podsystemy są sukcesywnie wycofywane z eksploatacji, jako przestarzałe, z powodu ich niskiej mocy kryptograficznej i braku możliwości transmisji danych. Ostatni znajduje się wciąż w fazie badawczo–rozwojowej, chociaż już w niektórych instytucjach MON i SG są zainstalowane końcówki tego systemu.

Powszechnie wiadomo, że stan techniczny linii kablowych determinuje w dużym stopniu jakość łączności. Budowane w przeszłości linie kablowe są często słabej jakości i nie kwalifikują się do transmisji cyfrowej, co narzuca konieczność poważnych inwestycji w tym zakresie oraz zastanowienie się czy do części zadań naszego systemu obronnego nie wykorzystać innych sieci telekomunikacyjnych, np. KOLPAK-u czy Polskich Sieci Elektroenergetycznych.

Ponadto stratedzy i planiści wojskowi z obawą przyjmują możliwość wykorzystania do celów łączności jawnej Internetu. Można przypuszczać, że w najbliższych kilkunastu miesiącach jego rola radykalnie wzrośnie, ponieważ instytucje NATO preferują pocztę elektroniczną i zalecają ją przyszłym sojusznikom.

Obowiązujące zarządzenia zezwalają, poza nielicznymi wyjątkami (np. Wojskowa Akademia Techniczna), na posiadanie wydzielonych (odłączonych galwanicznie od sieci komputerowej instytucji) stanowisk do pracy w Internecie. Od stycznia br. działa serwer internetowy, obsługujący instytucje centralne MON (serwis informacyjny o MON jest dostępny pod adresemhttp://www.wp.mil.pl ), który jest zalążkiem polskiego milnetu. Szkoda tylko, że nad rozbudową oficjalnego serwisu informacyjnego WP pracuje 1 (słownie jedna) osoba, podczas gdy w państwach NATO WWW zajmują się duże zespoły specjalistów ds. promocji wojska, a poszczególne jednostki wojskowe i rodzaje wojsk prześcigają się w uatrakcyjnianiu swoich stron.

Normy i standardy

Aby zmodernizować istniejącą infrastrukturę teleinformatyczną w budżecie MON, należy przeznaczać nań znacznie większe kwoty niż obecnie. To jeden z warunków wstąpienia do NATO. Nowo wdrażane rozwiązania powinny być zgodne z normami i standardami obowiązującymi w Pakcie. Na szczęście w NATO przeważa pogląd, że każdy może mieć swoje narodowe systemy, o ile są zgodne z innymi w zakresie wymiany informacji. Tak więc, trzeba poddać standaryzacji zwłaszcza protokoły informacyjne i łączności. W skali całego resortu obrony narodowej prace nad normami i standardami koordynują Wojskowe Biuro Standaryzacyjne i Wojskowe Biuro Kodyfikacyjne, które współpracują w zakresie teleinformatyki m.in. z Centrum Informatyki SG i Wojskowym Instytutem Łączności. W ocenie konsultantów WBS NATO jest instytucją ustandaryzowaną, w której wiele instytucji opracowuje i opiniuje standardy dotyczące systemów dowodzenia. W ramach współpracy z NATO SZ RP otrzymały większość dokumentów normalizacyjnych. Niestety, część najistotniejszych jest ciągle niedostępna. Można się tylko domyślać, czego dotyczą i na tej podstawie wnioskować, w jakim stopniu będą obowiązywały w SZ RP. Jest to o tyle istotne, że na podstawie dokumentów standaryzacyjnych podejmowane są decyzje o wszelkich inwestycjach.

Aby zmniejszyć koszty obecnie projektowanych zautomatyzowanych systemów dowodzenia, Centrum Informatyki SG zaleca uwzględnienie w maksymalnym stopniu standardów już obowiązujących w SZ RP. Dzięki temu procedura korelacji informatyki wojskowej ze standardami NATO będzie prostsza.

Skoro stawiamy na integrację z NATO, w duchu obowiązujących tam norm i standardów, płk Piotr Zaskórski uważa, że naszedł czas pożegnać się z praktyką wyboru sprzętu ze względu na jego koszt. W efekcie takiej polityki MON ma bardzo dużo sprzętu i oprogramowania od różnych producentów i dostawców. Sprawę komplikują archaiczne przepisy określające okresy używania sprzętu komputerowego (co powoduje kosztowne „modernizacje”). Według komendanta CI SG, należy dążyć do stworzenia spójnej strategicznej polityki w dziedzinie zakupów sprzętu teleinformatycznego. Dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie listy referencyjnej na wzór wydawanego w NATO biuletynu „NATO recomended product list”.

Fachowcy podnoszą również sprawę bezpieczeństwa systemów informatycznych, która dawno doczekała się kodyfikacji w krajach NATO. Niestety, przepisy w polskiej armii nie nadążają za gwałtownym rozwojem informatyki i zmieniającą się sytuacją w kraju. Przede wszystkim nie istnieje w strukturach MON żadna komórka, która zajmowałaby się problematyką bezpieczeństwa systemów informatycznych. Być może powstanie ona niedługo i jej zadaniem będzie sprawdzanie rozwiązań poszczególnych firm, testowanie produktów oraz wydawanie opinii o sprzęcie i oprogramowaniu. Inaczej nikt do końca nie będzie pewny czy np. zakupiony modem na potrzeby wojska nie transmituje tajnych danych bez wiedzy użytkownika.

Quo vadis?

Kiedy wojskowi specjaliści zaczęli zapoznawać się z organizacją i infrastrukturą państw NATO, aby określić potrzeby naszej armii, okazało się, że dla Brukseli liczy się bardziej sprawna łączność oraz informatyka i zgodne ze standardami Paktu systemy wspomagania dowodzenia niż nowoczesność tradycyjnego uzbrojenia. Zdaniem gen. bryg. Henryka Tacika, szefa Zarządu Dowodzenia SG WP: „Problem sprzętu nie jest obecnie najważniejszy. Rzecz w tym, by nasi dowódcy umieli się z sobą porozumieć, dowodzili na tych samych zasadach i pod tymi samymi pojęciami to samo rozumieli”. Nie dziwi więc przekonanie wielu oficerów, że możemy mieć jeszcze długo stare czołgi i samoloty, o ile zainstalowane w nich systemy teleinformatyczne będą nowoczesne. Kontakt z armiami NATO w ramach Partnerstwa dla Pokoju ujawnił również, że w tamtejszych budżetach obronnych przeznacza się zdecydowanie większe kwoty na teleinformatykę niż ma to miejsce u nas. Polscy oficerowie–informatycy spostrzegli także, że w NATO osoby z wykształceniem informatycznym zajmują stanowiska o wiele wyższe rangą i znaczeniem. Tam informatyk nie jest traktowany jako dyżurny elektryk czy programista, lecz jako analityk systemowy, projektant dużych systemów, a często jako fachowiec od zarządzania. Wiąże się z tym również liczebność departamentów informatycznych, które nierzadko stanowią 1/3 stanu pracowników resortów obrony narodowej. Notabene polski MON w swojej strukturze nie ma takiego departamentu. Stąd odpowiedzialność za prognozowanie zmian w informatyce w WP spada na Sztab Generalny i podległe mu instytucje oraz wojskowe uczelnie i instytuty badawczo–rozwojowe.

Dzięki ich pracom można się dowiedzieć, że do 2000r. nowoczesna armia na potrzeby swoich systemów wspomagania dowodzeniem powinna móc automatycznie zbierać dane od źródeł informacji ( w tym z sensorów), weryfikować je i przekazywać błyskawicznie decyzję na stanowiska sterowania środkami rażenia. Czas reakcji systemu musi w takich warunkach ograniczyć się do pojedynczych sekund. Aby taka sytuacja miała miejsce, system musi być całkowicie cyfrowy i automatyczny, a czas przekazywania informacji radykalnie skrócony. Ponadto system musi gwarantować poufność i wiarygodność informacji, łącznie z odpornością na różnego rodzaju działania przeciwnika.

Aby system taki zaczął działać w naszych warunkach, należy stworzyć jednolitą sieć komputerową WP. Trzeba więc skończyć z sytuacją, w której np. informacja o pojawieniu się nie zapowiedzianego samolotu przechodzi od stacji radiolokacyjnej poprzez różne szczeble do Centralnego Stanowiska Dowodzenia, co nieuchronnie powoduje opóźnienia 2–5 minut. Według informatyków z CI SG: „Rozległa sieć komputerowa resortu obrony narodowej powinna zapewniać możliwość wymiany danych między wszystkimi szczeblami organizacyjnymi do jednostki wojskowej włącznie”.

Współpraca z NATO implikuje konieczność zapewnienia bezpieczeństwa przesyłania dokumentów niejawnych między dowództwem NATO a Ministerstwem Obrony Narodowej zgodnie ze standardami Sojuszu.

Ponieważ proces integracji z NATO zbiegł się z procesem tworzenia rozległej sieci komputerowej, analitycy apelują o przestrzeganie zgodności ze standardami Paktu już na etapie projektowania i budowy. Może to być o tyle trudne, że WP nie zna jeszcze wszystkich stosownych przepisów dla systemów teleinformatycznych, obowiązujących w państwach NATO.

Nikt nie ma jednak wątpliwości, że struktura organizacyjno-techniczna nowo powstającej sieci powinna zapewnić selektywną wymianę informacji między poszczególnymi szczeblami. Oznacza to konieczność ustalenia, jakie informacje mają być dostępne na szczeblu oddziału, a jakie - Sztabu Generalnego.

Poważnym utrudnieniem dla projektantów systemu stanie się konieczność przesyłania i przetwarzania informacji niejawnych. System łączności specjalnej, z której będzie korzystać powstająca sieć, ma zbyt małą przepustowość. Wobec tego na wyższych szczebla dowodzenia projektanci muszą przewidzieć wykorzystanie bardziej wydajnych rozwiązań np. ATM. Tylko jak zapewnić jej bezpieczeństwo?

Najprościej byłoby wykorzystać przy budowie systemu urządzenia polecane przez agendy NATO, chociaż niektórzy analitycy twierdzą, że najpierw wypadałoby poważniej poszukać możliwości stworzenia rozwiązań krajowych.

Na bezpieczeństwo systemu nie powinno się skąpić pieniędzy. Informatycy nie mają żadnych złudzeń, co do charakteru ewentualnej wojny. Potencjalny przeciwnik będzie dążył w pierwszym momencie do wyłączenia systemu dowodzenia przeciwnika czy to poprzez zniszczenie węzłów łączności, czy przez skuteczne zakłócenie łączności dalekosiężnej sieci dowodzenia. Wyłączenie sieci dowodzenia na okres kilku czy kilkunastu minut może zdecydować o wyniku konfliktu.

Z białą laską przed siebie

Niestety, mimo wyraźnych wskazówek ze strony NATO, czego najszybciej potrzeba polskiej armii, informatyka z trudem znajduje zainteresowanie wśród niektórych sztabowców – wielbicieli czołgów, notabene analfabetów komputerowych. Taki wniosek wynika z rozmów z informatykami wojskowymi różnego szczebla, a także z oficerami jednostek liniowych, którzy najszybciej zobaczą komputer u cywila – sąsiada z podwórka. Analitycy Sztabu Generalnego coraz głośniej domagają się zrozumienia potrzeb teleinformatyki u zwierzchników. Jak na razie, zwiększone nakłady trafiają na modernizację wojskowej telekomunikacji, w tym na budowę niezależnych traktów światłowodowych.

Wśród rodzajów wojsk najbardziej opóźnione w informatyzacji są wojska lądowe. Dowództwo Wojsk Lądowych, zresztą dopiero niedawno powołane, przystąpiło właśnie do prac nad systemem wspomagania dowodzeniem, który będzie monitorował sytuację w poszczególnych jednostkach, zbierał dane o sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej kraju, a także symulował różne stany gotowości bojowej w sposób niezauważalny dla poddawanych ćwiczeniom oddziałom. Niektóre elementy projektu być może zostaną ukończone w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.

Nie oznacza to wcale, że budżet MON w specjalny sposób preferuje informatykę w wojskach lądowych. Zdecydowanie największe kwoty przeznaczono na budowę Jednolitego System Obrony Powietrznej, warunek sine qua non członkostwa w NATO (patrz: „Rary, migi i F-16”). Wraz z Systemem Obrony Wybrzeża Marynarki Wojennej (CW z 3 marca 1997 r.) i Systemem Wojsk Lądowych, złoży się on w przyszłości na jednolity system dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP.

Jest jednak jeden problem: kto będzie projektował i wdrażał nowe technologie i systemy dowodzenia, skoro informatycy w mundurach są systematycznie „podkupywani” przez cywilne firmy? Fachowcy od teleinformatyki, a zwłaszcza ze szlifami oficerskimi, wszędzie są cenieni. WP nie zapłaci im tyle (na razie), ile sektor cywilny. A tak – paradoksalnie – mimo zapowiedzianych redukcji w armii – wzrasta przewaga inżynierów pola walki (oficjalny tytuł absolwenta Wyższej Szkoły Oficerskiej) nad informatykami i specjalistami od telekomunikacji.

Dziś informatyka w Wojsku Polskim posuwa się naprzód, wyszukując sobie drogi białą laską.

Dziękuję płk Piotrowi Zaskórskiemu za pomoc przy powstawaniu artykułu.