Informatyka (nie) jest za droga

Producent znanego proszku do prania zachęcał kiedyś do jego kupna, cytując wyimaginowane wypowiedzi swoich klientów. Wypowiedziom tym nadano formę listów, które nieodmiennie rozpoczynały się od słów: "Drogie Omo". Złośliwi i prześmiewcy twierdzili, że były to jedyne dwa prawdziwe słowa w całej reklamie.

Producent znanego proszku do prania zachęcał kiedyś do jego kupna, cytując wyimaginowane wypowiedzi swoich klientów. Wypowiedziom tym nadano formę listów, które nieodmiennie rozpoczynały się od słów: "Drogie Omo". Złośliwi i prześmiewcy twierdzili, że były to jedyne dwa prawdziwe słowa w całej reklamie.

Czy podobne komentarze spotkałyby reklamy rozpoczynające się od słów "Drogie Windows", "Drogi Oracle'u/DB2/MS SQL Serwerze/Sybase" albo "Drogi systemie przygotowany przez renomowaną firmę konsultingową"? Zapewne tak - nie znam organizacji, która mogłaby dzisiaj niefrasobliwie traktować wydatki na informatykę. Wielkość dostępnego budżetu jest zwykle jednym z istotnych ograniczeń pomysłowości menedżerów IT, którzy - zwłaszcza ostatnio - na własnej skórze odczuli, że aby mieć fantazję, trzeba mieć również pieniądze. Czy jednak oznacza to, że informatyka jest za droga?

Reprezentując firmę doradczą, muszę - jak wymaga tradycja mojej branży - zacząć odpowiedź od słów "to zależy...", bowiem z jednej strony ceny produktów i usług wyznacza niewidzialna ręka wolnego rynku, ten zaś optymalizuje wyceny. Czyli nie jest za droga. Z drugiej, informatyka jest za droga, bo użytkownicy uzależniają się od rozwiązań i standardów de facto. W pewnych obszarach zastosowań IT firmy, takie jak Microsoft, SAP czy Oracle, stają się quasi-monopolistami i wykorzystują ten fakt, dyktując rynkowi ceny. Z trzeciej strony, liczne komponenty przydatne w korporacyjnych zastosowaniach IT są dzisiaj dostępne jako oprogramowanie otwarte (open source). Na tych zasadach (zwykle bez opłat licencyjnych) dostępne są niezłe serwery aplikacyjne, bazy danych, systemy operacyjne, środowiska GUI. A zatem informatyka nie jest za droga.

Przyglądając się analizom ekonomicznym serwowanym przez Paula Strassmana, tropiącego bezwzględnie absurdy informatyzacji, trzeba powiedzieć, że informatyka dla wielu firm jest zdecydowanie za droga. Dotyczy to tych firm, które przodują w rankingach liderów informatyzacji (czego pochodną jest zwykle wysoki udział kosztów IT w całości kosztów zarządzania), lecz wloką się w ogonie rankingów efektywności ekonomicznej.

Wycenić niewidoczne

Kupując samochód, jesteśmy na ogół w stanie łatwo stwierdzić, czy jego cena jest sensowna. Zależy ona od takich aspektów, jak wielkość, pojemność, wykończenie czy akcesoria. Cena odnosi się do fizycznych składników produktu, które - w danej klasie aut - w pewnym tylko stopniu są korygowane przez składniki niematerialne, takie jak prestiż marki i estetyka.

W przypadku oprogramowania istnieje ogromna dysproporcja między kosztem fizycznych składników produktu a tym, co płaci użytkownik. Co więcej, płyta CD, zawierająca gry dołączane do pism komputerowych, którą otrzymujemy w cenie pisma, jest wytwarzana tak samo jak inna płyta z pakietem instalacyjnym serwera aplikacyjnego, która wraz z licencją jest warta tyle, co kilka dobrych samochodów. Punktem odniesienia jest tu nie koszt wytworzenia, lecz niematerialne aspekty produktu.

W przypadku produktów typowo konsumenckich - od palmtopów po gry komputerowe - częściej kupujemy z uwagi na to, że jest to modne, że mają to inni (albo tak nam się wydaje), nie zaś dlatego że jest to nam niezbędne. Działają tu mechanizmy typowe dla gospodarki przesytu, ogromna część decyzji konsumenckich nie ma uzasadnienia racjonalnego, tylko emocjonalne. Ű Ű W tym przypadku pytanie, czy produkty te są za drogie jest pozbawione sensu. Cena stanowi element kreacji popytu, na ogół nie funkcjonuje obiektywny (tj. zależny jedynie od produktu) punkt wyceny. Telefon satelitarny kosztuje tysiące razy więcej od telefonu GSM, kupowanego za złotówkę w ramach promocji usług pre-paid. Cena ta jest pochodną cech rynku związanego z produktem, lecz nie samego produktu.

Najważniejszym składnikiem wyceny produktów dla firm i instytucji powinna być oczywiście korzyść z użytkowania. Liczą się też takie aspekty, jak marka, popularność koncepcji i standardów, które dany produkt wspiera, obsługa posprzedażna, perspektywy rozwoju produktu. Jednak to przede wszystkim potencjalna korzyść z wdrożenia tego typu produktu jest tym, za co firmy są gotowe płacić producentom oprogramowania. Stwarza to - przynajmniej teoretycznie - szansę w miarę obiektywnej wyceny wartości danego produktu przez klientów, w efekcie pozwala na ustalenie sensownej ceny rynkowej. Teoretycznie tak jest, jednak praktyka, której obraz dają statystyki zamieszczone w kultowych dla sceptyków informatyzacji opracowaniach Paula Strassmana (polecam The Squandered Computer i Information Productivity), każe zadać kolejne pytanie:

Czy inwestujemy za dużo?

Nie ulega wątpliwości, że wiele organizacji nie potrafi zapewnić efektywności swoim inwestycjom informatycznym. Nie można nazwać dobrym gospodarzem firmy, która w imię nowoczesności inwestuje ogromne kwoty w hurtownię danych, portale internetowe czy systemy ERP, lecz jednocześnie nie jest w stanie osiągnąć satysfakcjonujących wyników biznesowych. Dla takiej firmy zarówno informatyka, jak i generalnie związana z nią sfera organizacji procesów informacyjnych są nieefektywne, prawdopodobnie po prostu za drogie.


TOP 200